wtorek, 5 listopada 2013

Wnioski minionego sezonu. Na tapecie pojawia się spadź…


Sezon 2013 



Rok 2013 który powolutku się kończy, pogodowo zadziwił chyba wszystkich pszczelarzy. Zima która trwała w mojej okolicy do 15 kwietnia bo właśnie wtedy odbył się należyty oblot była chyba najdłuższa jaka pamiętam. Pszczoły praktycznie w żadnej rodzinie nie podjęły zdecydowanego czerwienia przed tą datą. Pojawiały się malutkie kółeczka zasklepionego czerwiu. Połowa kwietnia a tu zostały tylko pszczoły z jesieni a gdzie czas na rozwój i zbiory zapowiadanych miodów. Za kilka dni do dwóch tygodni zakwitną sady i mniszek. Następnie pojawi się rzepak. Przyroda szybko nadrabia stracony czas, pogoda jest piękna końcem kwietnia i praktycznie z małymi opóźnieniami rośliny zaczynają zakwitanie. 


A co robią pszczoły? Pszczoły robią to co muszą czyli wykorzystują słońce i pożytek do maksimum. Rozwój wiosenny jest tak dynamiczny, że zaczynam liczyć czy matka jest wstanie nosić tyle jajeczek dzienni o tej porze roku. Obliczenia na nic się zdają wszystkie założenia ze słynnego wykładu pewnego Pana „Prawo Rozwoju Rodziny Pszczelej” można wyrzucić do kosza i poprosić o nowe wzory i założenia.
Kolejna nauka i kolejne zdziwienie… W głowie zaczyna coś świecić… Jednak zdążą na rzepak i to w bardzo dobrej sile. 

Filmik przedstawia pracę pszczół na krokusach. Zbieraczki uwijały się jak w ukropie...



Na rzepak wyjeżdżam spóźniony o dobry tydzień bo dopiero 10 maja stanąłem na polu a tymczasem rzepak od około 4 maja zaczął pięknie kwitnąć i co najlepsze pogoda była idealna.
Pszczoły postały dwa tygodnie na rzepaku z czego pierwszy tydzień pracowały a drugi odpoczywały bo koło 18 zaczęły się słynne opady deszczu które trwały do połowy czerwca z małymi przerwami.
Końcem miesiąca powrót na akację na którą nigdy nie ma co liczyć zwłaszcza przy takiej pogodzie… Temperatura w granicach 19-22 st. C i opady deszczu…
Jednak gdy akacja zakwitła i było czuć jej zapach przy ulach znowu pomyślałem, że pszczoły robią mnie  w chu… Pogoda kiepska, deszcz mrzawi cały dzień a zbieraczki prowadzą intensywne loty na pobliskie drzewa akacji. Wszystkie teorie na temat nektarowania akacji zostały obalone w jedno brzydkie deszczowe przedpołudnie i na moje szczęście obalanie to powtarzało się przez kolejne dni. Była to kolejna lekcja w tym roku a do końca sezonu pozostawały trzy letnie miesiące.



Od połowy czerwca pogoda zaczynała się zdecydowanie poprawiać i z niecierpliwością oczekiwałem na zakwitnięcie 3 ha facelii wysianej na dziko, która pięknie zakwitła koło 22 czerwca. 





Następne miesiące czyli lipiec i sierpień to potyczki ze spadzią, która była wszędzie tam gdzie być powinna przy takiej pogodzie. Spadziował las tzn. jodły w lesie oraz lipy.
Niestety przy tak intensywnym spadziowniu uświadomiłem sobie, że jeszcze mało wiem o tym pożytku i tak naprawdę nie wykorzystałem go nawet w 30%. Fakt  miodobrania robiłem i byłem z tego zadowolony ale czułem, że powinno to wyglądać naprawdę dużo lepiej.
Kolejna lekcja i kolejne doświadczenia. Wnioski pojawia się wkrótce jak należycie „według mnie” gospodarować na terenach typowo leśnych z pożytkami typowo leśnymi na których znajdują się rośliny które wydzielają nektar oraz pojawia się spadź.
Biorę spadź na tapetę i zacznę się jej dokładnie przyglądać oraz postaram się powiązać jej występowanie z warunkami atmosferycznymi w przeciągu całego roku…








2 komentarze: