piątek, 5 sierpnia 2016
poniedziałek, 18 lipca 2016
Komórka 4,9 i co dalej - krótkie podsumowanie
Gdy jakiś czas temu trafiłem na informację o małej komórce a
były to doświadczenia Dee Lusby później
doświadczenia Olszewskiego stwierdziłem, że temat jest warty uwagi. W tamtym
okresie przy posiadanej wiedzy i doświadczeniu taka gospodarka wydawała mi się
optymalna. Fajnie to wyglądało w połączeniu z mniej intensywnym zwalczaniem
roztocza czyli leczeniem 1-2 razy w sezonie rodzin pszczelich tymolem.
Praktycznie w pierwszym sezonie od rozpoczęcia udało mi się spełnić trzy
podstawowe założenia systemu czyli własna węza, odpowiedni odstęp oraz
pozycjonowanie. Możliwe, że dalej prowadziłbym rodziny w podobnym systemie z
jakimiś modyfikacjami dostosowanymi pod moje warunki zważywszy, że szło mi to
całkiem nieźle, z małymi stratami po zimie, pięknym rozwojem wiosennym i
fajnymi zbiorami miodu. No cóż jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia a ja
wierzę, że pszczoły bez leczenia są całkowicie możliwe.
Gdybym nastawiał się na zysk i pewny dochód z pszczelarstwa
to nie szukał bym dziury w całym tylko uznał, że inaczej się nie da dla
świętego spokoju i we względnej równowadze żył z pszczołami raz lepiej raz
gorzej. Jak wiadomo systemy działają wtedy kiedy wszystko jest zgrane i każdy
osobny czynnik występuje jako mała część układanki. Ja się tego obawiałem bo w
pewnym momencie odniosłem wrażenie, że odstawienie tymolu i opóźnienie czegoś
może spowodować załamanie.
Mała komórka 4,9 mm z
całą pewnością pomaga pszczołom w zachowaniach higienicznych. Tu nie mam
najmniejszych wątpliwości, że te zachowania zostają wzmocnione, ujawniają się
itd. Rok temu gdzie na pasiekach miałem przeszło 60 rodzin i wprowadzałem
pierwsze ramki bez-węzowe a pszczoły zaczynały budować swoje komórki liczyłem
na to, że wielkość komórek będzie się wahać w okolicach 5,0 mm. Sprawdziłem
kilka dzikich plastrów w młodych rodzinach i rozpiętość budowanych komórek była
spora zdarzały się małe komóreczki 4,7 mm jak i standardowe w górnych częściach
plastra 5,4 mm. I o ile system małej komórki na własnej węzie z własnego wosku
jest optymalny dla pasieki amatorskiej na pograniczu komercyjnych oczekiwań to
przy prowadzeniu pasiek z większą ilością rodzin z dużymi podziałami pewne
prace stają się uciążliwe… przerób wosku na węzę a później drutowanie i
wtapianie jest dla mnie dość męczący i nużący… przy 50 rodzinach trzeba liczyć
przynajmniej 10-12 arkuszy węzy na rodzinę co daje 600 arkuszy i 600 ramek do
zadrutowania… Niestety musiałem w
pierwszych sezonach przerobić podobne ilości ale chyba opłaciła się taka praca
bo pszczoły na dziko budują komórki w okolicach 4,9 mm a więc zmniejszenie ich naturalnej
zabudowy stało się faktem. W tym sezonie nie zadrutowałem ani jednej ramki i
mam zamiar już do końca moje przygody z pszczołami nie zadrutować ani jednej
ramki więcej…
Chciałem również odpowiedzieć na pojawiające się pytania dotyczące
małej komórki i może trochę podsumować ten etap gospodarki przez jaki
przeszedłem i tak naprawdę dalej w nim tkwię bo około 60% ramek z suszem u mnie
na pasiekach to komórka 4,9 mm a reszta swobodna zabudowa pszczół o rozpiętości
komórek pewnie od 4,6 mm do 6,8 mm…
Podstawowym pytaniem jakie często się słyszy to czy pszczoły
będą odbudowywać węzę 4,9 mm?
Tak pszczoły będą odbudowywać węzę 4,9 mm ale nie wszystkie
i nie o każdej porze roku. Głównym problemem przy odbudowie węzy 4,9 mm jest
to, że próbujemy wkładać ramki z tą węzą do rodzin które posiadają resztę
plastrów na standardowej komórce. Takie działania praktycznie nigdy nie kończą
się powodzeniem. Z tego co zaobserwowałem u Siebie to młode rodziny, rójki i
pakiety w większości przypadków prawidłowo odbudowują podaną węzę 4,9 mm.
Rodziny silne, produkcyjne praktycznie zawsze będą psuć chodź zdążają się też
wyjątki.
Czy genetyka pszczół ma na to jakiś wpływ? Możliwe, że dane rasa
będzie lepiej lub gorzej budować węzę o komórce 4,9 mm ale decydującym
wyznacznikiem jest biologiczny stan rodzin pszczelej. Rodziny młode budujące
się będą chętnie odbudowywać ramki bo potrzebują dużo pszczoły pracującej.
Rodziny produkcyjne, dojrzałe biologicznie będą psuć, przerabiać na trutnia,
powiększać i tworzyć własne rozmiary.
Kolejne pytanie to jaki powinien być rozstaw plastrów, czyli
odległość od osi jednego plastra do drugiego plastra? Prekursorzy podają 30-32
mm i takich rozmiarów warto się trzymać tylko, że trzeba przy tym również
myśleć a nie ślepo powielać czyjeś praktyki… dlaczego o tym piszę ponieważ
ostatnio odezwał się do mnie jakiś „pszczelarz” który po zheblowaniu boczków
hoffmanowskich do 30 mm przy standardowej ramce o górnej beleczce 25 mm
stwierdził, że pszczoły teraz nie przejdą pomiędzy ramki bo powstanie szczelina
0,5 mm… No cóż i tak się zdarza że nie zawsze wszystko jest wyjaśnione co do każdego
słowa (moje ramki mają górną beleczkę 20 mm)… Oczywiście to żaden problem ale
dla perfekcjonistów pszczelarskich nie do zaakceptowania i błąd krytyczny przez
co rodzina pszczela będzie w niezłych tarapatach… Jeżeli ktoś zrobi tak jak ten pszczelarz to
nie załamujcie rąk… tylko pomyślcie bo to żaden problem odsunąć od siebie ramki
tak aby zyskać ten 1-2 mm albo przepleść nowe ramki ze starymi które już są
podkitowane. Nigdy w ulu nie będzie tak, że nowa ramka cały czas będzie nowa.
Te odległości będą się przesuwać itd. Pszczoły z pewnością sobie poradzą. Otóż
mój wymiar 30 mm o którym już kiedyś wspominałem specjalnie był właśnie tak
zrobiony aby w rzeczywistości wyszło te 32 mm bo pszczoły kitują, nadbudowują i
choćbym chciał nie jestem w stanie dociskać co do mm ramki do ramki… a na przyszłość zamówcie sobie ramki według
własnego projektu z górną beleczką 20 mm.
Czy trzeba mieć swój wosk i swoją
węzę?… Według mnie trzeba mieć i swój woski i swoją węzę. Nie wiem nawet czy
czystość wosku nie jest ważniejsza niż rozmiar komórki wyciśniętej na arkuszu
węzy. Dlatego warto dbać o swój wosk aby był czysty i nie zapaskudzony
akarcydami i innymi świństwami które niektórzy pakują do ula.
Pozycjonowanie prawd czy fałsz? Układanie ramek z suszem według teorii pozycjonowania może i ma jakieś
prawdziwe uzasadnienie po obserwacjach naturalnych zabudów pszczelich i może
naprawdę wpływa to jakoś pozytywnie na całość rodziny. Ja nie zauważyłem złych
ani dobrych rzeczy w związku z pozycjonowaniem. Dzikich gniazd też nie miałem okazji
oglądać pod tym kątem więc sam nie wiem czy to całe pozycjonowanie jest aż tak
ważne. Z pewnością ważne jest nie mieszanie pszczołom w gnieździe i
przerzucanie ramkami z jednego końca na drugi…
Czy małe pszczoły lepiej radzą
sobie z Varroa? Według mojej praktyki pszczoły które bytują na komórce 4,9 mm
lepiej ograniczają roztocza Varroa. Ujawniają się u nich typowe zachowania
higieniczne takie jak VSH, grooming, czyszczenie gniazda itd. o których pisałem
we wcześniejszych wpisach na blogu. W dodatku na ten temat jest już sporo
publikacji naukowych i badań.
Podsumowując. Gospodarka na małej
komórce przy użyciu tzw. „lekkiej chemii” raz-dwa razy na sezon jest jak
najbardziej możliwa pod względem komercyjnych założeń czyli dość silne rodzin,
znaczne ilości miodu, małe spadki po zimie itd. Nie mniej jednak dla mnie
stanowi drogę dojścia do pszczół bez leczenia radzących sobie samodzielnie z
ograniczoną pomocą pszczelarza typu podkarmienie rodzin w niekorzystnym
pożytkowo roku. Wydaje mi się, że gospodarowanie typowo na małej komórce i
odstawienie zabiegu ograniczającego roztocze nie koniecznie musi się udać ale
żeby to sprawdzić dokładnie trzeba by doświadczyć więcej sezonów. Otóż mimo
praktycznie całości rodzin na komórce 4,9 mm w 2015 roku większość osypała się
z różnych przyczyn. Oczywiście część rodzin przeżyła o czym dokładnie
poinformowałem we wpisie „pierwszy sezon TF” jednak samo posiadanie komórki 4,9
mm w pasiece nie gwarantuje przeżywalności na zasadach TF. Do tego potrzebne są
jeszcze inne czynniki takie jak pszczoła przystosowana do miejscowych
patogenów, radząca sobie ze zmianami pogody, reagująca na braki pożytkowe,
umiejąca ograniczać roztocza Varroa itd. Dlatego więc namawiam do własnych
doświadczeń i sprawdzania wszystkiego na własnej skórze bo tylko własna
praktyka u siebie na pasiece pozwoli zweryfikować pewne podejścia do
pszczelarstwa.
Aktualnie
W tej chwili praktycznie wszystkie rodziny posiadają czerwiące matki, mają zapewniony pokarm, odpowiednią ilość plastrów i spokojnie rozwijają się według własnego rytmu... Została jeszcze maleńka część rodzin z matkami NU i 4 uliki które zostawione są raczej jako koła ratunkowe niż rodziny które mogą samodzielnie dojść do zimowli. Chodź pewnie jeśli nie będę potrzebował połączyć jakiejś rodzinki to zazimuje takie jakie będą. Zbiory miodu w tym roku raczej symboliczne i głównie na własny i znajomych użytek. Dużo podziałów, dużo nowych rodzinek i ogólnie sporo pracy chodź muszę przyznać, że mnogość ramek z suszem, mnogość gotowych uli i innych rzeczy takich jak przygotowane pasieczyska ułatwia pracę przynajmniej o połowę. Szczerze to przemknąłem przez ten sezon jak nigdy no bo już ten sezon praktycznie się kończy. W tym sezonie starałem się wszystko dokładnie notować co z czego wyszło i w jakiej formie było po zimie a że rodzin z zimy było mało ale wartościowe to postanowiłem wiedzieć jak potoczy się ich dalszy los... Początkiem sierpnia a najpóźniej we wrześniu postaram się zrobić rzetelne podsumowanie tego sezonu z uwzględnieniem wszystkich podziałów, stanu rodzin, problemów itd.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Rojenie pszczół czyli naturalny podział rodzin pszczelich
Ten sezon jest wyjątkowy jeżeli chodzi o intensywność i
ilość rojów jakie wychodzą w moich okolicach. Czym to jest spowodowane i
dlaczego tak się dzieje trudno jest jednoznacznie stwierdzić?
Nie bez powodów mówi się o latach intensywnie rojliwych oraz
o latach w których żadna rodzina nie wydaje nowego roju. Widocznie przyroda,
natura i populacja pszczół na danym terenie postanowiły nadrobić straty
poprzednich lata przez co roi się statystycznie więcej pszczół niż w poprzednich sezonach.
Jeszcze nigdy nie doświadczyłem tak dużej ilości zgłoszeń
telefonicznych do rojów pszczelich. Praktycznie 80% zgłoszeń to pszczoły które
naleciały na przewody wentylacyjne lub znajdują się gdzieś w okolicach dachu
budynków jednorodzinnych. Pozostałe zgłoszenia to zazwyczaj klasycznie uwiązane
roje pszczele tworzące charakterystyczne grono.
Rójki przeważanie wybierają iglaki z tego co widzę, i są to świerki,
ozdobne tuje itp. drzewka ogródkowe. Wysokości uwieszania się roi też bywają
różne, od całkiem rozsypanych na trawie do wysoko umieszczonych pod dachem
bloku. Nie ma konkretnej prawidłowości jeśli chodzi wybór miejsca do uwiązania
roju.
Co ciekawe złapane roje fenotypowo odpowiadają pszczołom
ciemnym czyli nie posiadają praktycznie żadnych zażółceń czy innych odcieni
kolorystycznych. Wszystkie złapane rójki były w typie Amm i Amc dlatego
postanowiłem czterem z nich zrobić badanie przynależności rasowej po
użyłkowaniu prawego przedniego skrzydełka. Potwierdziły się moje przypuszczenia
i 3 na 4 roje przyporządkowane zostały do rasy apis mellifera mellifera.
Czwarty rój tworzyły pszczoły mieszańce melifery z carnicami. Można zadać
pytanie dlaczego w terenie miejskim o dość dużym rozmieszczeniu pasiek,
większość złapanych roi to pszczoły o krajowym pochodzeniu? Spodziewałem się
typowych mieszańców zbliżonych bardziej do buckfasta czy typowych krainek.
Przypuszczalnych teorii co do pochodzenia tych pszczół może być sporo więc wymienię te które ja uważam za prawdopodobne:
- dziko żyjące rodziny mogą zajmować pomieszczenia o małej
kubaturze przez co nastrój rojowy i finalny rój wychodzi wcześniej niż u rodzin
prowadzonych komercyjnie
- skłonności genetyczne pszczół dziko żyjących do wydawania wczesnych
rojów
- pszczoły w komercyjnych pasiekach pochodzą z linii
powstałych z krzyżówek carnica x mellifera
Tłumaczyło by to dość wczesne roje na moim terenie pszczół
AMM. Co do możliwości występowania zdziczałych populacji pszczół w mieście
stawiam hipotezę, że pszczoły takie prawdopodobnie istnieją w stabilnej liczbie
i radzą sobie dość dobrze aby przetrwać okres zimowy i wydać rój.
Miałem dwa przypadki pszczół w pustostanach z czego jeden
zwrócił szczególnie moją uwagę bo zbierane pszczoły doprowadziły mnie do
macierzaka. Rójka która chciałem zebrać wisiała na gałęzi i spadła na trawę,
przy próbie zwabienia jej do rojnicy pszczoły poderwały się i spokojnie
zaczynały odlatywać. Z ciekawości i nadzieją, że osiądą gdzieś w pobliżu udałem
się za nimi. Okazało się, że pszczoły wróciły do gniazda które znajdowało się w
ścianie starego młyna na wysokości 3-4 m. Był to ewidentny powrót roju do
macierzaka, taki jaki często widuje się na pasiece. Pszczoły zostawiłem w spokoju ale będę
przyglądał się im przez cały sezon.
Łapanie roi należy do przyjemnych pszczelarskich spraw
zwłaszcza o ile są to roje darowane, zdobyte. Przez ten czas współpracy z
pszczołami wypracowałem chyba już ostateczny sposób obsługi złapanego roju. We
wcześniejszych latach różnie to wyglądało. Ogólnie większość osadzonych rójek
zostawała ale zdarzały się przypadki ucieczek nowo osadzonych rójek. Dlatego w
tym sezonie osadzam według następujących zasad:
- złapaną rójkę przetrzymuje w zamknięciu przez okres 24-48
h w zależności jak długo wisiała w miejscu złapania.
- ul do którego osadzam nowy rój musi być już używany czyli
pociągnięty propolisem, woskiem z zapachem pszczół.
-do ula wkładam ramki z suszem, ramkę z pokarmem oraz
czasami ramkę z młodymi larwami.
- reszta ramek to ramki puste bez węzy ( w tym sezonie
odszedłem całkowicie od podawania węzy), ramki puste zazwyczaj są to ramki z
pozostawionymi górnymi rzędami komórek pszczelich z wyciętą resztą suszu oraz
zwykłe zbite nowe ramki
- pszczoły osadzam w godzinach wieczornych 18-19
- osadzane pszczoły wysypuje na pomost i samodzielnie
maszerują do ula
- nie podaje syropu cukrowego w pierwszym dniu osadzenia
ramki z górnymi beleczkami ustawionymi w pionie
ramka z pozostawionym paskiem suszu i nowa odbudowa
Trzymam się tych zasad w tym sezonie i jak na razie
wszystkie rójki zostały a większość już czerwi i nosi miód.
Dlaczego nie podaje syropu cukrowego w pierwszym dniu
osadzenia roju? Według mnie takie działanie często powoduje zamieszanie na
pasiece i próby rabunku, przez co rój bywa nękany i ucieka. Zdarzało się
również wybranie przez pszczoły całego syropu przez jedną noc i ucieczka
następnego dnia rano po wzmocnieniu.
Kolejną rzeczą jaką zaobserwowałem w tym sezonie i jest to
również ciekawa sprawa to podejmowanie czerwienia przez matki z roju. Gdyby nie
występowało to u wszystkich osadzonych rójek pewnie bym nie zauważył takiej
prawidłowości. Zazwyczaj łapane rójki to w 80% pierwaki bo świadczy o tym i
termin oraz wielkość danej rójki. Matki w takich rójkach przeważnie zaczynają
podejmować czerwienie na 2-3 dzień od osadzenia, gdy już rodzina się zadomowi
w ulu, pojawi się pierwszy pyłek, pszczoły zaczynają czyścić i przygotowywać plastry. W
tym sezonie odbywa się to całkiem inaczej. Mimo, że w ulu rójki miały do dyspozycji
ramki z suszem, które pszczoły przygotowały do czerwienia, matki nie
składały w nich jaj. Rozpoczęły składanie jaj na świeżo wybudowanych własnych
plastrach omijając ramki z suszem. Jestem ciekaw czy czerwienie będzie odbywać się tylko na świeżo odbudowanych ramkach czy z czasem matki skorzystają z odbudowanych plastrów. Jednym z powodów omijania ramek z suszem może być wielkość komórki, która na suszu wynosi 4,9 mm. Za kilka dni wszystko się okaże.
środa, 4 maja 2016
Jak ogarnąć temat selekcji naturalnej w pasiece?
Mając za sobą już jakieś wstępne doświadczenie pszczelarskie
oraz rozpoznany temat pszczelarstwa
naturalnego w różnych wariantach pewne działania zrobiłbym dzisiaj inaczej. Na
pewno dopracowałbym szczegóły i bardziej skupił się na pszczołach lokalnych
które uważam za klucz do wszystkiego co związane jest z szeroko rozumianym
pszczelarstwem naturalnym, bez leczenia, bezwęzowym itd.
Początek
Osoby które zaczynają zagłębiać się w tematyce nie leczenia
pszczół, selekcji naturalnej, nabywania odporności i samodzielnej
przeżywalności według mnie powinny mieć już jakiekolwiek pojęcie o pszczołach i
nie ważne czy to przy praktyce czysto komercyjnej czy amatorskiej na własnej
pasiece. Uważam, że rok obcowania z pszczołami to niezbędnie minimum. Więcej
lat to znowu sporo nieprzydatnych przyzwyczajeń, nakazów i innych czynności
które mogą nam tylko utrudnić większość spraw. Optymalnie takie 2-3 lata obycia
z pszczołami uważam za prawidłowe. Można się wtedy nauczyć robić odkładów,
dzielić rodziny, zobaczyć jak powstaje nowa matka, zobaczyć jak nasze pszczoły
reagują na dane środowisko przyrodnicze, jak wygląda zimowla oraz jak
przebiegają poszczególne pory roku. Jest to ważne i warto mieć taką wiedzę na
starcie.
Pasieki.
Zdecydowanie obstaje za opcją posiadanie dwóch i więcej
miejsc przeznaczonych na przyszłe pasieki. Idealnie było by mieć przynajmniej 3
miejsca ale czym więcej tym lepiej. Nie wiadomo kiedy może nam się przydać
jakieś inne rezerwowe miejsce które, w danej chwili nie jest zagospodarowane
ale w razie awaryjnej sytuacji może być przystosowane na przyszłą pasiekę.
Miejsce na przyszłą pasiekę też jest bardzo ważne. Nie oszukujmy się raczej
mało prawdopodobne jest prowadzenie pszczół bez leczenia na terenie ubogim
pożytkowo i z dużą monokulturą. Różnorodność pokarmu czyli pyłku, nektaru a
nawet i spadzi to według mnie następny kluczowy czynnik bez którego nie
będziemy w stanie przeskoczyć pewnych spraw. Pszczoły źle odżywione są słabe i
mało odporne. Nie nadrobimy tego syropem cukrowym czy substytutem pyłku.
Dlatego dobierane miejsce pod pasiekę musi być zróżnicowane przyrodniczo a
najlepiej aby był to teren dziki lub półdziki z mało intensywnym rolnictwem. Od
lata naturalnym siedliskiem pszczół były lasy więc i do lasów pszczoły były i
są przyzwyczajone.
Zaplecze.
Kto to ma pszczoły ten wie, że prawie zawsze są braki w
sprzęcie a to brakuje dennicy a to przydałoby się z 5 dodatkowych daszków itd.
Nie bez powodu pisałem o okresie 2-3 lat. Czas ten daje nam racjonalne
możliwości rozwoju pasieki która może się sama finansować i dalej inwestować w
sprzęt. Jest to jak najbardziej realne i sprawdzone w praktyce. Zgromadzony
sprzęt czyli kompletne ule, ramki, inny sprzęt pszczelarski ułatwi nam wystartowanie
w pszczelarstwie naturalnym. Na starcie praktycznie nie jesteśmy w stanie
zgromadzić potrzebnej ilości sprzętu a często sklecone na szybo ule z byle
jakiego materiału przyniosą nam więcej problemów niż oszczędności.
Systematycznie w przeciągu 2-3 sezonów jesteśmy w stanie zgromadzić zaplecze
sprzętowe oraz pozyskać nowe miejsca na pasieki.
Zaczynamy.
Jesteśmy już po 2-3 sezonach współpracy z pszczołami. Nie
ważne jak do tej pory współpraca ta się układała choć warto by było te wstępne
sezony przygotowywać się do przejścia na pszczelarstwo bez leczenia i bezwęzowe.
Wydaje mi się, że jedno i drugie jest ze sobą również bardzo ściśle powiązane.
Dlaczego te powiązania są tak ważne?
O ile mamy swój wosk który znamy i wiemy z czym poprzez
nasze leczenie pszczół miał kontakt to możemy być w miarę spokojni ale często
na starcie nie stać nas jeszcze na samodzielny wyrób węzy a węza pochodząca z
obojętnie jakiego źródła w dużym procencie będzie miała jakieś pozostałości
leków. Z tego co pamiętam Puławy chyba w 2010-2011 robiły badania pozostałości akarycydów
w próbkach węzy i wosku. Wyniki był smutne bo prawie 50% próbek zawierało
sztuczne substancje chemiczne. Dlatego warto na samym początku już zastanowić
się nad próbą wprowadzania gospodarki bezwęzowej lub znaleźć pewnego, lokalnego
dostawcę węzy jaka nas interesuje. Można
również przez pierwsze sezony używać węzy o komórce 4,9 mm. Jest ona zbliżona
do naturalnie budowanych komórek pszczelich na pszczoły robotnice. Warto w tym
okresie nauczyć swoje pszczoły budowy takiej komórki. Zaletą gospodarki na
małej komórce jest na pewno zwiększona higieniczność oraz wzmożone cechy opornościowe
czyli grooming, VSH itd. Cechy te będą przydatne w dalszej gospodarce. Pewny
wosk lub pewna dzika zabudowa pszczół nie osłabi nam dodatkowymi chemicznymi obciążeniami
rodziny pszczelej.
Kolejna sprawa to zestaw pszczół w naszych pasiekach. Na
pierwszym miejscu skupiłbym się na pszczołach lokalnych pochodzących ze starych
wręcz „zaniedbanych” pasiek w których matki nie były wymieniane a rozwój
pasieki opierał się na naturalnych rójkach lub sztucznych podziałach ze
swobodnym własnym odchowem matek przez rodziny pszczele. Na takich pszczołach oparłbym
przynajmniej 50% całości rodzin pszczelich w pasiekach. Drugą połowę mogą
stanowić inne pszczoły choćby pochodziły z komercyjnego źródła. Jednak warto
wyszukiwać pszczół o znanych cechach higienicznych i o udokumentowanym
przetrwaniu bez leczenia czy też przy udziale małej ilości środków organicznych
takich jak tymol, olejki, kwasy itd. Na tym etapie nie przejmowałbym się, że
pszczoły były leczone. Liczą się potencjalne przydatne cechy do całości puli
genetycznej na naszych pasiekach. Rasa, linia itd. nie ma żadnego znaczenia. Co
warto zrobić jeszcze w tym kierunku. Okres 2-3 sezonów to jednak mało czasu i
nie w pełni możemy poznać sprowadzone pszczoły, zwłaszcza jeśli pochodzą z
innych rejonów Europy. O ile lokalne kundle jesteśmy w stanie wysondować po
pierwszej zimowli to często sprowadzone komercyjne pszczoły różnie reagują na
pogodowe zawirowania. Często na jesienne ocieplenia i dopływ pyłku zwiększają
czerwienie. Są mało przewidywalne i dlatego warto je obserwować dłuższy czas
ale podstawowym warunkiem jest przez ten okres wyprowadzenie przynajmniej
jednego pokolenia córek unasiennionych z wolnego lotu a dobrze by było odchować
jeszcze wnuczki czyli F2 aby mieć lepszy pogląd na sprowadzony materiał. Jest
to trudne do przeprowadzenia przez 3 sezony ale możliwe.
Podstawowe sprawy mamy już wstępnie ogarnięte. Wchodzimy w
3-4 sezon w którym będziemy chcieli pójść krok dalej czyli zaprzestać
całkowitego leczenia czy wspomagania pszczół w krytycznych momentach. Wcześniej
już o tym pisałem ale jeszcze raz podsumuje. Warto już mieć większość plastrów
na małej komórce lub z dziką zabudową. Mamy „pewność” czystego wosku a
przynajmniej wiemy, że sami nie wprowadzaliśmy substancji które lubią w tym
wosku się kumulować i szkodzą pszczołom. Pomysłów na okres przejściowy będzie
tyle ile jest pszczelarzy. Ja mimo zrozumienia pewnych zależności naturalnych,
presji selekcyjnej itd. nie rozpoczynałbym wstępnej zabawy z pszczołami od
braku całkowitego leczenia itd. W pierwszych latach popełniamy za dużo błędów
własnych oraz ograniczeni jesteśmy ilościowo oraz jakościowo zarówno
odpowiednimi pszczołami jak i sprzętem. Dlatego te pierwsze sezony są ważne
logistycznie i organizacyjnie. Przez ten czas gromadzimy zasoby sprzętowe,
pszczele oraz doświadczenie do dalszej współpracy z pszczołami już na trochę
innych zasadach.
Przystępując do pszczelarstwa naturalnego bez leczenia czyli
nie oszukujmy się zgadzamy się na selekcję naturalną musimy mieć bardzo dużą
ilość rodzin pszczelich. Według mnie takie minimum na start pszczół wstępnie
przygotowanych to ilości rzędu 40-60 rodzin pszczelich. Czym więcej tym lepiej.
I znowu czas czyli okres przejściowy daje nam możliwość rozwinięcia pasieki do
oczekiwanego stanu rodzin pszczelich. W okresie przejściowym będziemy musieli
wspomagać pszczoły organicznymi środkami ograniczającymi namnażanie się Varroa.
Jakie te środki wybierzemy to już nasza indywidualna sprawa ale na etapie namnażania,
kompletowania sprzętu i uczenia się pszczół jest to przydatna sprawa. Starajmy
się tylko używać wszystkiego z głową i działać w takich okresach aby zminimalizować
szkody wyrządzone pszczołom a środki te nawet organiczne będą miały negatywny
wpływ na rodzinę. Oczywiście wiemy o tym doskonale ale przyjęliśmy sobie za
założenie rozbudować pasiekę do potrzebnej nam ilości pszczół. Następną sprawą
będzie odpowiednie rozmieszczenie pszczół na pasiekach. Cztery pasieki (różne
miejsca) w sezonie przejścia na PNBL to bardzo dobry start. Czym więcej tym
lepiej. Rodziny powinny być rozmieszczone w grupach po 8 - 20 szt. o różnym
pochodzeniu genetycznym. Warto już wtedy mieć pszczoły wstępnie ulokalnione
czyli przewaga matek pszczelich F2 unasiennionych z wolnego lotu. Tyczy się to głównie
sprowadzonych pszczół.
Startujemy wiosną z ilością 40 rodzin pszczelich na 3
pasiekach. 50% rodzin pszczelich to pszczoły lokalne bytujące na naszym terenie
od lat. 50% rodzin pszczelich to pszczoły uloklanione pochodzące od pszczół
sprowadzonych. Można by jeszcze stworzyć pasiekę „matkę” na której będą tylko
rodziny z matkami sprowadzonymi załóżmy 4-6 szt. które dalej będziemy
prowadzili z użyciem środków organicznych jako rezerwa genowa. Rozpoczęty sezon
bez całkowitego leczenia. Rodziny prowadzimy normalnie czyli tak jak do tej
pory starając się przechodzić całkowicie na gospodarkę bezwęzową. Co możemy
zrobić z takim potencjałem pszczół w sezonie. Na początku musimy przyjąć do wiadomości,
że pszczoły na pewno będą umierać i może zdarzyć się to już bardzo szybko choćby
w połowie lata czy jesienią. Musimy więc przyjąć dość smutny czy mało
optymistyczny scenariusz jeżeli chodzi o straty po zimie. Warto liczyć się ze
stratami rzędu 100% ale mamy bardzo duże szanse, że nasz okres przygotowawczy
jednak pomógł pszczołom w przejściu pierwszej większej naturalnej selekcji. Możemy działać na dwa sposoby. Założyć, że
spadki będą bardzo duże rzędu 80-90% (jest to bardzo prawdopodobna wersja) lub
założyć że spadki będą rzędu 50-60% co również przy tak przygotowanych pszczołach
może mieć miejsce.
Zakładając bardzo duże spadki skupiamy się na podziałach
czyli wykonujemy Model Ekspansji opisywany przez Bartka i wspomniany przezemnie. Wtedy staramy się dzielić rodziny w ich największej sile, kiedy wykazują
naturalną gotowość do rozmnożenia się czyli w okresie stanu rojowego. Myślę że
optymalnie będzie stworzenie z 1 rodziny 3 czyli zostaje rodzina ze starą matką
plus dwie nowe. Przy 40 rodzinach da nam to 120 rodzin. Oczywiście część matek
się nie unasienni, coś zawsze może pójść nie tak więc przyjmijmy że ostatecznie
udaje nam się do zimy doprowadzić 90
średnich rodzinek zdolnych samodzielnie zazimować.
W drugiej wersji przy założeniu mniejszych spadków również
staramy się uchwycić moment nastroju rojowego i dzielimy rodziny na pół czyli
tworzymy imitację rójki (pakiet ze starą matką) i zostawiamy macierzak który
sam sobie wychowa nową matkę. Jest to bardzo ważna sprawa, okres bez czerwiowy
będzie kluczowy w pasiekach bez leczenia. Z jednej rodziny powstają dwie. Przy
40 rodzinach dałoby nam to około 80 rodzin. Zakładając błędy i niepowodzenia
uznajmy, że do zimy udaje nam się doprowadzić 65 rodzin.
Na wiosnę po zimowli zostaje nam:
I wariant (80% strat) = 18 rodzin
II wariant (60% strat) = 26 rodzin
Dopiero w tym sezonie tak naprawdę zacznie się zabawa i
decydująca rozgrywka z selekcją naturalną.
Jak widać duża ilość rodzin nawet przy wysokich procentowo stratach
pozwala nam na odbudowę pasieki. Warto wiedzieć, że rodziny które przeżyły załóżmy
te 18 szt. z pierwszego wariantu to rodziny po ciężkich przejściach nie zawsze
w doskonałej kondycji. Na ten sezon zarówno w wariancie I jak i II musimy robić
to samo czyli dalej maksymalnie dzielić. Te 18 rodzin z pierwszego wariantu
można przyporządkować do dwóch grup. Rodziny stabilne które będą dały się
podzielić na więcej niż 2 i rodziny słabe które wymagają pomocy pszczelarza lub
same dojdą do siły ale podział nie będzie możliwy. Trzeba przyjąć równy podział
czyli 50% stabilnych i 50% słabych. Lepiej na początku podejść pesymistycznie
niż później się rozczarować.
Pierwsza grupa czyli 9 rodzin podzielimy na 3-4 nowe. Daje
nam to 27-36 szt. Uznajmy 27 finalnych rodzin. Druga grupa to dalej 9 rodzin
której poradziły sobie z naszą pomocą i do zimy pójdą jako średnie. Daje nam to
razem 36 szt. rodzin. W sezonie często zdarzają się obce rójki, przynajmniej ja
mam ich zawsze jakąś pewną ilość wahającą się od 4-6. Możemy dodać 4 rójki do
całości czyli do zimy wędrujemy z ilością 40 rodzin pszczelich. Fakt obliczenia
czysto teoretyczne ale oparte już na własnym doświadczeniu dają pobieżny obraz
jak to wszystko może wyglądać. Na tą chwilę rozpatrywałem mało optymistyczny
wariant ale na taki wariant na samym początku trzeba się przygotować aby nie
czuć się rozczarowanym. Co będzie dalej?
O ile spadki w następnych latach nie będą większe niż 60-70%
to prawdopodobnie co roku pasieka będzie mogła samoistnie się odbudowywać. Problem
pojawi się przy 2-3 latach z rzędu ze spadkami 80-90%. Wtedy możemy być przyciśnięci
do muru.
I sezon TF (80%) = 18 rodzin (40 )
II sezon TF(80%) = 8 rodzin (22)
III sezon TF(80%)= 4 rodziny (12)
Widać postępujący spadek liczebny rodzin. Oczywiście jest to
progres bo ciągle coś przeżywa i zostaje to co jest najlepsze i najsilniejsze
na danym terenie. Możemy tylko gdybać na razie, że w IV sezonie spadki osiągną
30-40% a później ustabilizują się na poziomie 40-60% z okresową co 3-4 lata
większą śmiertelnością rzędu 70-80%
Gdyby już w III sezonie śmiertelność zmalała to:
III sezon TF (30%)= 15 rodzin (33)
IV sezon TF(40%)= 20 rodzin (44)
V sezon TF(50%)= 22 rodziny (48)
Jak widać jesteśmy wtedy w stanie utrzymywać pasiekę na
odpowiednim poziomie i prawdopodobnie przy zdecydowanie mniejszym nakładzie
pracy pozyskiwać miód na jej utrzymanie.
Podsumowanie:
1-3 sezony:
- swój wosk, swoja pewna węza, dzika zabudowa
-lokalna pszczoła, pszczoła komercyjna o cechach przydatnych
-wspomaganie środkami organicznymi w celu powiększenia
pasieki do potrzebnej ilości pni na start
3-6 sezony:
- dzika zabudowa
- brak leczenia
- lokalna i ulokalniona pszczoła komercyjna
- model ekspansji
Do tego wszystkiego można by jeszcze dopisać o potrzebie zimowania
na miodzie czy na większym udziale miodu do cukru, o nie ingerowaniu w
środowisko ula czyli o zaprzestaniu dezynfekcji itd.
Przedstawiłem temat pobieżnie i raczej chciałem wskazać
pewien kierunek działania niż gotową receptę na pszczoły bez leczenia . Dużo
spraw o których tu nie napisałem można uzupełnić czytając forum WolnychPszczół czy naszą stronę stowarzyszenia.
Dodam tylko, że cały czas jest jeszcze wszystko testowane i sprawdzane w
praktyce dlatego z biegiem czasu i bieżącym doświadczeniem wypłyną nowe
problemy i inne sprawy. Wszystkie obliczenia były uproszczone i dostosowane do
moich realiów.
środa, 20 kwietnia 2016
Pierwszy sezon TF
Postaram się podać suche fakty minionego sezonu.
Wcześniejsze wpisy naświetlały kierunek mojej współpracy z
pszczołami. W 2014 jesienią większość rodzin dostała 5 gram tymolu i na tym
etapie postanowiłem (konkretne decyzje podjęte później) zakończyć podawanie
środków chemicznych rodzinom pszczelim w moich pasiekach. W 2015, 4 rodziny dostały około 30 kropel
olejków eterycznych oraz 2 rodziny zostały zamgławione olejkiem pichtowym prze
Giliana. Reszta rodzin pszczelich była normalnie obsługiwana. Do zimowli poszło
61 rodzin oraz 6 rodzinek w ulikach weselnych MiniPlus.
Przebieg sezonu 2015 jest praktycznie znany przez każdego
pszczelarza. Do połowy lipca piękny pożytek spadziowy i pyłkowy do póki w
przyrodzie była odpowiednia ilość wody. Po połowie lipca niesamowita susza i
głód pyłkowy. Ciężka końcówka sezonu z pewnością miała spory wpływ na stan
rodzin które szły do zimowli.
Jesienne przeglądy pokazały, że rodziny są w średniej sile
ale wystarczającej do prawidłowego zazimowania. We wpisie „O potrzebie
umierania rodzin pszczelich” przekazałem dość optymistyczne informację gdzie na
61 rodzin, śmierć poniosło 9 rodzin + 1 rodzina w MiniPlusie. Daje to około 15%
strat. Na tym etapie śmierć tych rodzin była spowodowana według mnie słabym
ograniczeniem roztocza przez same pszczoły i ogólnym osłabieniem wirusowym.
Przeważnie padały rodziny które w sezonie były bardzo silnie i przynosiły duże
ilości miodu, chodź zdarzyły się też i rodziny młode utworzone w roku 2015.
Jesień przedłużyła się praktycznie do końca grudni więc i
pszczoły miały możliwość oblotów jak i prawdopodobnie wydłużonego czerwienia.
Oczywiście nie wszystkie rodziny czerwiły. Zazwyczaj były to rodziny z matkami
pochodzącymi z cieplejszych stref klimatycznych. W telefonie odnajduje zapisaną
notatkę na dzień 28.12.2015 rok czyli końcówka grudnia, gdzie P1- stan 11
rodzin, P2 – stan 18 rodzin, P3 – stan 10 rodzin, P4- stan 5 rodzin. Daje to 44
rodziny które końcem roku żyją. Ocena stanu rodzin tylko i wyłącznie wizualna
po oblotach pszczół. Daje to około 28% strat. Okres przełomu roku z 2015/2016
uważam za kluczowy ponieważ nastąpił bardzo duży skok temperaturowy. Gdzie
końcem grudnia temp. dochodziła do 15 st. C w cieniu a w słońcu była wyższa to
początkiem stycznia temperatura potrafiła zejść do – 20 st. C. W tym okresie chodź tego nie
sprawdzałem przypuszczam, że spadło wiele rodzin jakieś 20% całości. Oczywiście
winną za taki stan rzeczy można obarczyć osłabienie rodzin wirusami czy Varroa
ale również moimi błędami w układaniu gniazd. Przypuszczam bo nie mogę być tego
pewien na 100%, że przestawienie korpusów w niektórych przypadkach spowodowało
spadek rodzin z głodu. Część gniazdowa która przez cały sezon była u góry
powędrowała na dół a na górę poszedł korpus z suszem i ramkami do odbudowy do
zalania na zimę. Rodziny które dłużej czerwiły zostawały na dolnym korpusie i
pewnie miały jakieś miejsca z czerwiem. Przy skoku temperatury i dużym mrozie
nie potrafiły wejść wyżej do pokarmu i umierały z głodu na dolnym korpusie. Nie
znam dokładnej liczby rodzin które w ten sposób poniosły śmierć ale obstawiam,
że było to z 5-6 rodzin. Inne rodziny w tym okresie padały ze względu na słaby
stan ilościowy pszczół i brak możliwości utrzymania odpowiedniej temperatury.
Okres zimowy to praktycznie miesiąc styczeń, luty i większa
połowa marca. Pierwsze wyloty pszczół które można nazwać oblotami to dni świąt
Wielkanocnych… W tym czasie miałem szanse zobaczyć co pozostało po zimowli i
ocenić po intensywności oblotów. Nie był to jeszcze czas na wgląd do rodzin
pszczelich. P1 - stan 1 rodzina + 1 MiniPlus, P2 - stan 11 rodzin, P3 – stan 2
rodzin, P4 – stan 3 rodziny. Daje to 17
rodzin które przeżyły a straty wynoszą ok 72%.
Okres wiosenny to pierwsze naprawdę ciepłe dni kwietnia w
granicach 20 st. C. Stan rodzin na tą chwile przedstawia się następująco. P1 –
stan 0 rodzin + 1 MiniPlus, P2 – stan 7 rodzin, P3 – stan 2 rodziny, P4 – stan
2 rodziny. Daje to 11 rodzin w których są matki i czerwią czyli pszczoły idą w
rozwój. Do procentowych strat musze doliczyć 2 rodziny na plus czyli
13(przeżyło) rodzin ponieważ okazało się, że dwie rodziny dość spore
przezimowały ale z matkami NU które jesienią nie zdążyły wylecieć na loty i
teraz na wiosnę nie podjęły czerwienia. Te rodziny zostały połączone a raczej do
nich dołączyłem dwie najsłabsze rodziny na pasiece które miały matki czerwiące
ale były w bardzo słabej sile. Straty wynoszą około 78% i można je uznać za
ostateczne na tą chwilę po pierwszym pełnym sezonie TF. Jak widać selekcja naturalna jest bezlitosna
i likwiduje wszystko co nie radzi sobie z jakichkolwiek powodów.
Można próbować zastanawiać się z jakich powodów głównych
padały rodzin pszczele. Według mnie procentowo można to tak rozłożyć:
Varroa i wirusy – 50%
Nieprzystosowanie genetyczne – 20%
Błędy własne – 20%
Inne (brak matki, myszy itp.) – 10%
Charakterystyka i przegląd rodzin na moich pasiekach.
Poszczególne ule w których bytowały rodziny pszczele były
zazwyczaj opisane przez mnie pod daszkiem skrótem pochodzenia matki pszczelej.
Dlatego miałem bardzo dobry pogląd na pochodzenie pszczół w moich pasiekach. Na
90% wiedziałem co w którym ul siedzi. Nie będę pisał o poszczególnych
wyliczeniach tylko procentowo przedstawię rodzaj pszczół w moich pasiekach.
Pszczoły typu Buckfast ( matki od hodowców, po moich rep. F1) – 50%
Pszczoły typu Buckfast ( matki od hodowców, po moich rep. F1) – 50%
Pszczoły mieszańce ( matki pochodzące od matek F1 różnej
rasy) – 20%
Pszczoły w typie AMM – 20%
Pszczoły czysto rasowe – 10%
Rodziny które przeżyły zostały przeze mnie zbadane programem
IdentiFly którego autorem jest Pan Adam Tofilski. Dziękuje za pomoc w
zrozumieniu obsługi programu.
Pasieka P1 – stan 1 mała rodzinka w MiniPlus. Są to pszczoły
w typie AMM bardzo żywotne bo mimo małej liczebności dalej trwają i próbują się
rozwijać. Co do zimowli w MiniPlus to główny powód pozostałych spadków według
mnie to problem z wentylacją i dużą wilgocią. Zamknięta góra i otwarty dół (4
pajączki w dennicy) to zdecydowanie za mało. Wypadałoby robić siatkę na całej
powierzchni dennicy i dodatkowo zrobić wentylację w daszku a część gniazdową
przykryć czymś aby powietrze przechodziło bokiem lub jedną z uliczek…
Pasieka P2 – stan 7 rodzin
Rodzina nr 2 – pszczoły w typie AMM, analizowałem 16 prawych
skrzydełek w programie IdentiFly.
Obraz z przypasowania 16 skrzydełek. Czarna kropka w
położeniu (x=5,2 ; y=-3,4) wskazuje na przypisanie do przedstawionej rasy w tym
wypadku A.m.mellifera. Trzeba dodać, że jest to średnia z 16 poszczególnych
skrzydełek. Bo każde konkretne skrzydełko ma taką swoją kropeczkę w odpowiednim
miejscu w układzie w zależności od posiadanych parametrów. Dla przykładu wkleję
dwa inne układy z przypasowaniem pojedynczych skrzydełek aby pokazać o co
chodzi.
Średnia dla rodziny nr
2
Skrzydełko „1” z
rodziny nr 2
Skrzydełko „2” z
rodziny nr 2
Rodzina nr 3 – pszczoły w typie AMM, analizowałem 14 prawych
skrzydełek w programie IdentiFly.
Średnia dla rodziny nr
3
Rodzina nr 4 – pszczoły w typie AMM, analizowałem 14 prawych
skrzydełek w programie IdentiFly.
Średnia dla rodziny nr
4
Rodzina nr 5 – pszczoły w typie AMM, analizowałem 12 prawych
skrzydełek w programie IdentiFly.
Średnia dla rodziny nr
5
Rodzina nr 15 – pszczoły o żółtym zabarwieniu w typie
buckfast, analizowałem 14 prawych skrzydełek w programie IdentiFly.
Tu przypasowanie błądziło, ponieważ parametry poszczególnych
skrzydełek nie potrafiły przypasować pszczół do konkretnej rasy które tworzą
zbiory. Praktycznie wszystkie skrzydełka (czarne kropeczki) umiejscowione były
tuż pod A.m.siciliana i skręcały na prawo albo wędrowały poniżej wykresu w
okolicach wartości na osi Y „-6”. Dlatego nie jestem w stanie określić
przybliżonej rasy dla tej pszczoły. Z oznaczeń pochodzenia matki wiem, że
wywodzi się od pszczoły primorskiej P8 którą swego czasu w ofercie miał
Polbart. Miałem na pasiece 8 sióstr odchowanych po jednej matce. Około 15 szt.
matek dostał kolega od którego pobierałem materiał na matki czyli rameczkę z
jajeczkami.
Średnia dla rodziny nr
15
Rodzina nr 16 – pszczoły o żółtym zabarwieniu w typie
buckfast, analizowałem 14 prawych skrzydełek w programie IdentiFly.
Matka w tej rodzinie jest siostrą matki z rodziny nr 15. Z
ośmiu szt. matek przeżyły tylko 2 szt. Fenotypowo te pszczoły są bardziej żółte
co również oddaje przypasowanie które umieszcza je w obszarze dla pszczoły
buckfast.
Średnia dla rodziny nr
16
Rodzina Mac-1 – pszczoły srebrno-szare czyste
A.m.macedonica, analizowałem 14 prawych skrzydełek w programie IdentiFly.
Co ciekawe program nie ma zbioru odpowiadającego za pszczoły
o tej rasie. Przypasowanie wyszło ciekawie bo średnia przypasowuje pszczoły w
dolnym obszarze wykresu w okolicach A.m.siciliana.
Średnia dla rodziny nr
Mac-1
Pasieka P3- stan 2 rodziny.
Rodzina Car – pszczoły srebrno-szare w typie krainki, stara
matka z 2014 roku, analizowałem 14 prawych skrzydełek w programie IdentiFly.
Praktycznie wyniki poszczególnych skrzydełek dzieliły się na
pół przypasowując to jedno skrzydełko do carnicy drugie do mellifery. Średnia
wyszła gdzieś po środku.
Skrzydełko „1” z
rodziny Car
Skrzydełko „2” z
rodziny Car
Średnia dla rodziny
Car
Rodzina B(W) – pszczoły w typie buckfast po matce rep.
Tej rodziny nie analizowałem z pomocą programu. Znałem jej
dokładne pochodzenie ponieważ odhodowałem ją po reproduktorce. Unasienniona w
wieczornym unasiennianiu jako jedyna przetrwała z tej próby. Ogólnie w bardzo
słabej sile.
Pasieka P4 - stan 2 rodziny
Rodzina L1- pszczoły w typie buckfast, analizowałem 14
prawych skrzydełek w programie IdentiFly.
Brak przypasowania do konkretnej rasy, średnia dla
wszystkich skrzydełek w dolnej części wykresu w stronę A.m.mellifera. Pewnie
mieszaniec wielorasowy.
Średnia dla rodziny L1
Rodzina L2 – pszczoły w typie buckfast, mają sporo zażółceń,
analizowałem 10 prawych skrzydełek w programie IdentiFly.
Większość wyników krąży w obszarze A.m.ligustica i
A.m.siciliana. Oczywiście nigdy takich pszczół czysto rasowo w moich pasiekach
i pasiekach pobliskich raczej nie było. Miałem sprowadzone Cypryjki (SB) i
podejrzewam, że może być to jedna z córek które odchowywałem z oryginalnego
materiału.
Średnia dla rodzin L2
Podsumowanie:
Rodzina ulik – w typie A.m.mellifera
Rodzina nr 2 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 3 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 4 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 5 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 15 – brak przypisania do konkretnej rasy
(mieszaniec)
Rodzina nr 16 – przypisano do Buckfast
Rodzina Mac-1 – przypisano do A.m.macedonica
Rodzina Car – brak przypisania do konkretnej rasy,
prawdopodobnie mieszaniec carnicaxmellifera
Rodzina B21 – przypisana do Buckfast
Rodzina L1 – brak przypisania do konkretnej rasy
(mieszaniec)
Rodzina L2 – brak przypisania do konkretnej rasy,
prawdopodobnie Buckfast z domieszką A.m.cypria
Wnioski:
Podstawowy wniosek jest taki, że mamy bardzo słabe pszczoły
jeżeli chodzi o zdolność do przeżywania w danym środowisku. Dlaczego tak sądzę?
Ponieważ młode rodziny utworzone w maju, czerwcu czy nawet w lipcu z młodymi
czerwiącymi matkami od rodzin które wydawałoby się, że posiadają już pewne
zdolności higieniczne, ograniczające pasożyta itd. nie gwarantują przetrwania
do następnego sezonu. Jest to bardzo dziwne i niepokojące. Tworzone rodziny
poprzez pakiet czyli sama pszczoła bez czerwiu i bez dużej ilości Varroa
(wykonałem około 18 szt.) nie są w stanie przeżyć i przetrwać okresu zimowego
mimo opieki nad nimi czyli zapewnieniu odpowiedniej ilości pokarmu, plastrów do
bytowania itd. Można by za to winić okresowy upadek rodzin pszczelich na danym
terenie czy nasilenie objawów chorobowych itd. ale nic takiego nie miało
miejsca w mojej okolicy w tym czasie. Pasieki sąsiednie bardzo ładnie
przezimowały ze stratami 5-10% lub wcale nic nie straciły. Oczywiście sąsiednie
pasieki leczą pszczoły praktycznie 3 razy w roku czyli wiosną, na przełomie
lipca/sierpnia i po zakończeniu karmienia zwykle w połowie października.
Leczenie raczej standardowe czyli pochodne amitrazy w różnej postaci od pasków
poprzez tabletki do spalania czy nawet polewanie. O powodach czy moich
przypuszczeniach upadków rodzin pszczelich pisałem wyżej. Jeden znajomy w
okolicy który już ok kilku lat nie leczył (nawet nie wiedział, że trzeba) a
utrzymywał zazwyczaj 10-15 rodzin w tym roku również poniósł duże straty. Uważam, że daną śmiertelność można obniżyć
eliminując błędy własne, pozostawiając pszczołom więcej swobody w decydowaniu o ich własnym
rozwoju itd. Podejrzewam, że 50% śmiertelności jest do osiągnięcia przy
sprzyjającym roku czyli w miarę stabilnej pogodzie, średniej bazie pożytkowej i
mniejszej ilości odebranego miodu oraz przy dostępie do pszczoły lokalnej lub nie
poddanej selekcji na cechy typowo komercyjne.
Co do rodzin które przeżyły i ich przynależności rasowej czy
bardziej jakiejś próby przyporządkowania to na pierwszy rzut oka widać, że
pszczoły w typie AMM jednak bardziej znoszą zagrożenia środowiskowe. Dlatego na
pierwszy rzut selekcyjny warto mieć takie pszczoły aby można było dalej coś
kombinować w tym kierunku z innymi pszczołami. Biorąc pod uwagę, że z całości
pasiek pszczoły w typie AMM stanowiły tylko jakieś 20% czyli 12 rodzin z
których przeżyło 5-6 to możemy być zadowoleni
bo stanowi to 50% przeżywalności… która według mnie jest do osiągnięcia
w pierwszych latach selekcji. Reszta pszczół która przeżyła może okazać się
jeszcze bardziej cenniejsza ponieważ ich cechy higieniczne mogą być bardziej
rozwinięte przez co nadrobiły pewne braki przystosowania środowiskowego.
Dlatego warto też mieć i takie pszczoły do porównania.
Przedstawione sprawozdanie nie ma na celu udawadniania lub
obalania czegoś. Chciałem tylko pokazać rzetelnie jak to realistycznie będzie
wyglądać. Dalsze plany to podziały rodzin które przeżyły i dalsza selekcja
naturalna. Najbliższe dni, tygodnie pokażą jak rodziny będą się rozwijać i czy
będzie można wdrożyć plan modelu ekspansji…
Liczę na zrozumienie… bo wsparcie mam od kolegów z „Wolnych Pszczół”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





