poniedziałek, 18 lipca 2016

Komórka 4,9 i co dalej - krótkie podsumowanie




Gdy jakiś czas temu trafiłem na informację o małej komórce a były to doświadczenia Dee  Lusby później doświadczenia Olszewskiego stwierdziłem, że temat jest warty uwagi. W tamtym okresie przy posiadanej wiedzy i doświadczeniu taka gospodarka wydawała mi się optymalna. Fajnie to wyglądało w połączeniu z mniej intensywnym zwalczaniem roztocza czyli leczeniem 1-2 razy w sezonie rodzin pszczelich tymolem. Praktycznie w pierwszym sezonie od rozpoczęcia udało mi się spełnić trzy podstawowe założenia systemu czyli własna węza, odpowiedni odstęp oraz pozycjonowanie. Możliwe, że dalej prowadziłbym rodziny w podobnym systemie z jakimiś modyfikacjami dostosowanymi pod moje warunki zważywszy, że szło mi to całkiem nieźle, z małymi stratami po zimie, pięknym rozwojem wiosennym i fajnymi zbiorami miodu. No cóż jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia a ja wierzę, że pszczoły bez leczenia są całkowicie możliwe.
Gdybym nastawiał się na zysk i pewny dochód z pszczelarstwa to nie szukał bym dziury w całym tylko uznał, że inaczej się nie da dla świętego spokoju i we względnej równowadze żył z pszczołami raz lepiej raz gorzej. Jak wiadomo systemy działają wtedy kiedy wszystko jest zgrane i każdy osobny czynnik występuje jako mała część układanki. Ja się tego obawiałem bo w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że odstawienie tymolu i opóźnienie czegoś może spowodować załamanie. 

Mała komórka  4,9 mm z całą pewnością pomaga pszczołom w zachowaniach higienicznych. Tu nie mam najmniejszych wątpliwości, że te zachowania zostają wzmocnione, ujawniają się itd. Rok temu gdzie na pasiekach miałem przeszło 60 rodzin i wprowadzałem pierwsze ramki bez-węzowe a pszczoły zaczynały budować swoje komórki liczyłem na to, że wielkość komórek będzie się wahać w okolicach 5,0 mm. Sprawdziłem kilka dzikich plastrów w młodych rodzinach i rozpiętość budowanych komórek była spora zdarzały się małe komóreczki 4,7 mm jak i standardowe w górnych częściach plastra 5,4 mm. I o ile system małej komórki na własnej węzie z własnego wosku jest optymalny dla pasieki amatorskiej na pograniczu komercyjnych oczekiwań to przy prowadzeniu pasiek z większą ilością rodzin z dużymi podziałami pewne prace stają się uciążliwe… przerób wosku na węzę a później drutowanie i wtapianie jest dla mnie dość męczący i nużący… przy 50 rodzinach trzeba liczyć przynajmniej 10-12 arkuszy węzy na rodzinę co daje 600 arkuszy i 600 ramek do zadrutowania…  Niestety musiałem w pierwszych sezonach przerobić podobne ilości ale chyba opłaciła się taka praca bo pszczoły na dziko budują komórki w okolicach 4,9 mm a więc zmniejszenie ich naturalnej zabudowy stało się faktem. W tym sezonie nie zadrutowałem ani jednej ramki i mam zamiar już do końca moje przygody z pszczołami nie zadrutować ani jednej ramki więcej… 

Chciałem również odpowiedzieć na pojawiające się pytania dotyczące małej komórki i może trochę podsumować ten etap gospodarki przez jaki przeszedłem i tak naprawdę dalej w nim tkwię bo około 60% ramek z suszem u mnie na pasiekach to komórka 4,9 mm a reszta swobodna zabudowa pszczół o rozpiętości komórek pewnie od 4,6 mm do 6,8 mm… 

Podstawowym pytaniem jakie często się słyszy to czy pszczoły będą odbudowywać węzę 4,9 mm?
Tak pszczoły będą odbudowywać węzę 4,9 mm ale nie wszystkie i nie o każdej porze roku. Głównym problemem przy odbudowie węzy 4,9 mm jest to, że próbujemy wkładać ramki z tą węzą do rodzin które posiadają resztę plastrów na standardowej komórce. Takie działania praktycznie nigdy nie kończą się powodzeniem. Z tego co zaobserwowałem u Siebie to młode rodziny, rójki i pakiety w większości przypadków prawidłowo odbudowują podaną węzę 4,9 mm. Rodziny silne, produkcyjne praktycznie zawsze będą psuć chodź zdążają się też wyjątki. 
Czy genetyka pszczół ma na to jakiś wpływ? Możliwe, że dane rasa będzie lepiej lub gorzej budować węzę o komórce 4,9 mm ale decydującym wyznacznikiem jest biologiczny stan rodzin pszczelej. Rodziny młode budujące się będą chętnie odbudowywać ramki bo potrzebują dużo pszczoły pracującej. Rodziny produkcyjne, dojrzałe biologicznie będą psuć, przerabiać na trutnia, powiększać i tworzyć własne rozmiary. 

Kolejne pytanie to jaki powinien być rozstaw plastrów, czyli odległość od osi jednego plastra do drugiego plastra? Prekursorzy podają 30-32 mm i takich rozmiarów warto się trzymać tylko, że trzeba przy tym również myśleć a nie ślepo powielać czyjeś praktyki… dlaczego o tym piszę ponieważ ostatnio odezwał się do mnie jakiś „pszczelarz” który po zheblowaniu boczków hoffmanowskich do 30 mm przy standardowej ramce o górnej beleczce 25 mm stwierdził, że pszczoły teraz nie przejdą pomiędzy ramki bo powstanie szczelina 0,5 mm… No cóż i tak się zdarza że nie zawsze wszystko jest wyjaśnione co do każdego słowa (moje ramki mają górną beleczkę 20 mm)… Oczywiście to żaden problem ale dla perfekcjonistów pszczelarskich nie do zaakceptowania i błąd krytyczny przez co rodzina pszczela będzie w niezłych tarapatach…  Jeżeli ktoś zrobi tak jak ten pszczelarz to nie załamujcie rąk… tylko pomyślcie bo to żaden problem odsunąć od siebie ramki tak aby zyskać ten 1-2 mm albo przepleść nowe ramki ze starymi które już są podkitowane. Nigdy w ulu nie będzie tak, że nowa ramka cały czas będzie nowa. Te odległości będą się przesuwać itd. Pszczoły z pewnością sobie poradzą. Otóż mój wymiar 30 mm o którym już kiedyś wspominałem specjalnie był właśnie tak zrobiony aby w rzeczywistości wyszło te 32 mm bo pszczoły kitują, nadbudowują i choćbym chciał nie jestem w stanie dociskać co do mm ramki do ramki…  a na przyszłość zamówcie sobie ramki według własnego projektu z górną beleczką 20 mm.

Czy trzeba mieć swój wosk i swoją węzę?… Według mnie trzeba mieć i swój woski i swoją węzę. Nie wiem nawet czy czystość wosku nie jest ważniejsza niż rozmiar komórki wyciśniętej na arkuszu węzy. Dlatego warto dbać o swój wosk aby był czysty i nie zapaskudzony akarcydami i innymi świństwami które niektórzy pakują do ula. 

Pozycjonowanie prawd czy fałsz? Układanie ramek z suszem według teorii pozycjonowania może i ma jakieś prawdziwe uzasadnienie po obserwacjach naturalnych zabudów pszczelich i może naprawdę wpływa to jakoś pozytywnie na całość rodziny. Ja nie zauważyłem złych ani dobrych rzeczy w związku z pozycjonowaniem. Dzikich gniazd też nie miałem okazji oglądać pod tym kątem więc sam nie wiem czy to całe pozycjonowanie jest aż tak ważne. Z pewnością ważne jest nie mieszanie pszczołom w gnieździe i przerzucanie ramkami z jednego końca na drugi… 

Czy małe pszczoły lepiej radzą sobie z Varroa? Według mojej praktyki pszczoły które bytują na komórce 4,9 mm lepiej ograniczają roztocza Varroa. Ujawniają się u nich typowe zachowania higieniczne takie jak VSH, grooming, czyszczenie gniazda itd. o których pisałem we wcześniejszych wpisach na blogu. W dodatku na ten temat jest już sporo publikacji naukowych i badań. 

Podsumowując. Gospodarka na małej komórce przy użyciu tzw. „lekkiej chemii” raz-dwa razy na sezon jest jak najbardziej możliwa pod względem komercyjnych założeń czyli dość silne rodzin, znaczne ilości miodu, małe spadki po zimie itd. Nie mniej jednak dla mnie stanowi drogę dojścia do pszczół bez leczenia radzących sobie samodzielnie z ograniczoną pomocą pszczelarza typu podkarmienie rodzin w niekorzystnym pożytkowo roku. Wydaje mi się, że gospodarowanie typowo na małej komórce i odstawienie zabiegu ograniczającego roztocze nie koniecznie musi się udać ale żeby to sprawdzić dokładnie trzeba by doświadczyć więcej sezonów. Otóż mimo praktycznie całości rodzin na komórce 4,9 mm w 2015 roku większość osypała się z różnych przyczyn. Oczywiście część rodzin przeżyła o czym dokładnie poinformowałem we wpisie „pierwszy sezon TF” jednak samo posiadanie komórki 4,9 mm w pasiece nie gwarantuje przeżywalności na zasadach TF. Do tego potrzebne są jeszcze inne czynniki takie jak pszczoła przystosowana do miejscowych patogenów, radząca sobie ze zmianami pogody, reagująca na braki pożytkowe, umiejąca ograniczać roztocza Varroa itd. Dlatego więc namawiam do własnych doświadczeń i sprawdzania wszystkiego na własnej skórze bo tylko własna praktyka u siebie na pasiece pozwoli zweryfikować pewne podejścia do pszczelarstwa. 

Aktualnie
W tej chwili praktycznie wszystkie rodziny posiadają czerwiące matki, mają zapewniony pokarm, odpowiednią ilość plastrów i spokojnie rozwijają się według własnego rytmu... Została jeszcze maleńka część rodzin z matkami NU i 4 uliki które zostawione są raczej jako koła ratunkowe niż rodziny które mogą samodzielnie dojść do zimowli. Chodź pewnie jeśli nie będę potrzebował połączyć jakiejś rodzinki to zazimuje takie jakie będą. Zbiory miodu w tym roku raczej symboliczne i głównie na własny i znajomych użytek. Dużo podziałów, dużo nowych rodzinek i ogólnie sporo pracy chodź muszę przyznać, że mnogość ramek z suszem, mnogość gotowych uli i innych rzeczy takich jak przygotowane pasieczyska ułatwia pracę przynajmniej o połowę. Szczerze to przemknąłem przez ten sezon jak nigdy no bo już ten sezon praktycznie się kończy. W tym sezonie starałem się wszystko dokładnie notować co z czego wyszło i w jakiej formie było po zimie a że rodzin z zimy było mało ale wartościowe to postanowiłem wiedzieć jak potoczy się ich dalszy los... Początkiem sierpnia a najpóźniej we wrześniu postaram się zrobić rzetelne podsumowanie tego sezonu z uwzględnieniem wszystkich podziałów, stanu rodzin, problemów itd.

4 komentarze:

  1. Podziwiam twoje starania naprawdę szacunek wielki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki... Zrozumienie jest również bardzo ważne... dlatego dziękuje.

      Usuń
  2. Jestem pod wrażeniem. Bardzo ciekawie napisany artykuł.

    OdpowiedzUsuń