Mając za sobą już jakieś wstępne doświadczenie pszczelarskie
oraz rozpoznany temat pszczelarstwa
naturalnego w różnych wariantach pewne działania zrobiłbym dzisiaj inaczej. Na
pewno dopracowałbym szczegóły i bardziej skupił się na pszczołach lokalnych
które uważam za klucz do wszystkiego co związane jest z szeroko rozumianym
pszczelarstwem naturalnym, bez leczenia, bezwęzowym itd.
Początek
Osoby które zaczynają zagłębiać się w tematyce nie leczenia
pszczół, selekcji naturalnej, nabywania odporności i samodzielnej
przeżywalności według mnie powinny mieć już jakiekolwiek pojęcie o pszczołach i
nie ważne czy to przy praktyce czysto komercyjnej czy amatorskiej na własnej
pasiece. Uważam, że rok obcowania z pszczołami to niezbędnie minimum. Więcej
lat to znowu sporo nieprzydatnych przyzwyczajeń, nakazów i innych czynności
które mogą nam tylko utrudnić większość spraw. Optymalnie takie 2-3 lata obycia
z pszczołami uważam za prawidłowe. Można się wtedy nauczyć robić odkładów,
dzielić rodziny, zobaczyć jak powstaje nowa matka, zobaczyć jak nasze pszczoły
reagują na dane środowisko przyrodnicze, jak wygląda zimowla oraz jak
przebiegają poszczególne pory roku. Jest to ważne i warto mieć taką wiedzę na
starcie.
Pasieki.
Zdecydowanie obstaje za opcją posiadanie dwóch i więcej
miejsc przeznaczonych na przyszłe pasieki. Idealnie było by mieć przynajmniej 3
miejsca ale czym więcej tym lepiej. Nie wiadomo kiedy może nam się przydać
jakieś inne rezerwowe miejsce które, w danej chwili nie jest zagospodarowane
ale w razie awaryjnej sytuacji może być przystosowane na przyszłą pasiekę.
Miejsce na przyszłą pasiekę też jest bardzo ważne. Nie oszukujmy się raczej
mało prawdopodobne jest prowadzenie pszczół bez leczenia na terenie ubogim
pożytkowo i z dużą monokulturą. Różnorodność pokarmu czyli pyłku, nektaru a
nawet i spadzi to według mnie następny kluczowy czynnik bez którego nie
będziemy w stanie przeskoczyć pewnych spraw. Pszczoły źle odżywione są słabe i
mało odporne. Nie nadrobimy tego syropem cukrowym czy substytutem pyłku.
Dlatego dobierane miejsce pod pasiekę musi być zróżnicowane przyrodniczo a
najlepiej aby był to teren dziki lub półdziki z mało intensywnym rolnictwem. Od
lata naturalnym siedliskiem pszczół były lasy więc i do lasów pszczoły były i
są przyzwyczajone.
Zaplecze.
Kto to ma pszczoły ten wie, że prawie zawsze są braki w
sprzęcie a to brakuje dennicy a to przydałoby się z 5 dodatkowych daszków itd.
Nie bez powodu pisałem o okresie 2-3 lat. Czas ten daje nam racjonalne
możliwości rozwoju pasieki która może się sama finansować i dalej inwestować w
sprzęt. Jest to jak najbardziej realne i sprawdzone w praktyce. Zgromadzony
sprzęt czyli kompletne ule, ramki, inny sprzęt pszczelarski ułatwi nam wystartowanie
w pszczelarstwie naturalnym. Na starcie praktycznie nie jesteśmy w stanie
zgromadzić potrzebnej ilości sprzętu a często sklecone na szybo ule z byle
jakiego materiału przyniosą nam więcej problemów niż oszczędności.
Systematycznie w przeciągu 2-3 sezonów jesteśmy w stanie zgromadzić zaplecze
sprzętowe oraz pozyskać nowe miejsca na pasieki.
Zaczynamy.
Jesteśmy już po 2-3 sezonach współpracy z pszczołami. Nie
ważne jak do tej pory współpraca ta się układała choć warto by było te wstępne
sezony przygotowywać się do przejścia na pszczelarstwo bez leczenia i bezwęzowe.
Wydaje mi się, że jedno i drugie jest ze sobą również bardzo ściśle powiązane.
Dlaczego te powiązania są tak ważne?
O ile mamy swój wosk który znamy i wiemy z czym poprzez
nasze leczenie pszczół miał kontakt to możemy być w miarę spokojni ale często
na starcie nie stać nas jeszcze na samodzielny wyrób węzy a węza pochodząca z
obojętnie jakiego źródła w dużym procencie będzie miała jakieś pozostałości
leków. Z tego co pamiętam Puławy chyba w 2010-2011 robiły badania pozostałości akarycydów
w próbkach węzy i wosku. Wyniki był smutne bo prawie 50% próbek zawierało
sztuczne substancje chemiczne. Dlatego warto na samym początku już zastanowić
się nad próbą wprowadzania gospodarki bezwęzowej lub znaleźć pewnego, lokalnego
dostawcę węzy jaka nas interesuje. Można
również przez pierwsze sezony używać węzy o komórce 4,9 mm. Jest ona zbliżona
do naturalnie budowanych komórek pszczelich na pszczoły robotnice. Warto w tym
okresie nauczyć swoje pszczoły budowy takiej komórki. Zaletą gospodarki na
małej komórce jest na pewno zwiększona higieniczność oraz wzmożone cechy opornościowe
czyli grooming, VSH itd. Cechy te będą przydatne w dalszej gospodarce. Pewny
wosk lub pewna dzika zabudowa pszczół nie osłabi nam dodatkowymi chemicznymi obciążeniami
rodziny pszczelej.
Kolejna sprawa to zestaw pszczół w naszych pasiekach. Na
pierwszym miejscu skupiłbym się na pszczołach lokalnych pochodzących ze starych
wręcz „zaniedbanych” pasiek w których matki nie były wymieniane a rozwój
pasieki opierał się na naturalnych rójkach lub sztucznych podziałach ze
swobodnym własnym odchowem matek przez rodziny pszczele. Na takich pszczołach oparłbym
przynajmniej 50% całości rodzin pszczelich w pasiekach. Drugą połowę mogą
stanowić inne pszczoły choćby pochodziły z komercyjnego źródła. Jednak warto
wyszukiwać pszczół o znanych cechach higienicznych i o udokumentowanym
przetrwaniu bez leczenia czy też przy udziale małej ilości środków organicznych
takich jak tymol, olejki, kwasy itd. Na tym etapie nie przejmowałbym się, że
pszczoły były leczone. Liczą się potencjalne przydatne cechy do całości puli
genetycznej na naszych pasiekach. Rasa, linia itd. nie ma żadnego znaczenia. Co
warto zrobić jeszcze w tym kierunku. Okres 2-3 sezonów to jednak mało czasu i
nie w pełni możemy poznać sprowadzone pszczoły, zwłaszcza jeśli pochodzą z
innych rejonów Europy. O ile lokalne kundle jesteśmy w stanie wysondować po
pierwszej zimowli to często sprowadzone komercyjne pszczoły różnie reagują na
pogodowe zawirowania. Często na jesienne ocieplenia i dopływ pyłku zwiększają
czerwienie. Są mało przewidywalne i dlatego warto je obserwować dłuższy czas
ale podstawowym warunkiem jest przez ten okres wyprowadzenie przynajmniej
jednego pokolenia córek unasiennionych z wolnego lotu a dobrze by było odchować
jeszcze wnuczki czyli F2 aby mieć lepszy pogląd na sprowadzony materiał. Jest
to trudne do przeprowadzenia przez 3 sezony ale możliwe.
Podstawowe sprawy mamy już wstępnie ogarnięte. Wchodzimy w
3-4 sezon w którym będziemy chcieli pójść krok dalej czyli zaprzestać
całkowitego leczenia czy wspomagania pszczół w krytycznych momentach. Wcześniej
już o tym pisałem ale jeszcze raz podsumuje. Warto już mieć większość plastrów
na małej komórce lub z dziką zabudową. Mamy „pewność” czystego wosku a
przynajmniej wiemy, że sami nie wprowadzaliśmy substancji które lubią w tym
wosku się kumulować i szkodzą pszczołom. Pomysłów na okres przejściowy będzie
tyle ile jest pszczelarzy. Ja mimo zrozumienia pewnych zależności naturalnych,
presji selekcyjnej itd. nie rozpoczynałbym wstępnej zabawy z pszczołami od
braku całkowitego leczenia itd. W pierwszych latach popełniamy za dużo błędów
własnych oraz ograniczeni jesteśmy ilościowo oraz jakościowo zarówno
odpowiednimi pszczołami jak i sprzętem. Dlatego te pierwsze sezony są ważne
logistycznie i organizacyjnie. Przez ten czas gromadzimy zasoby sprzętowe,
pszczele oraz doświadczenie do dalszej współpracy z pszczołami już na trochę
innych zasadach.
Przystępując do pszczelarstwa naturalnego bez leczenia czyli
nie oszukujmy się zgadzamy się na selekcję naturalną musimy mieć bardzo dużą
ilość rodzin pszczelich. Według mnie takie minimum na start pszczół wstępnie
przygotowanych to ilości rzędu 40-60 rodzin pszczelich. Czym więcej tym lepiej.
I znowu czas czyli okres przejściowy daje nam możliwość rozwinięcia pasieki do
oczekiwanego stanu rodzin pszczelich. W okresie przejściowym będziemy musieli
wspomagać pszczoły organicznymi środkami ograniczającymi namnażanie się Varroa.
Jakie te środki wybierzemy to już nasza indywidualna sprawa ale na etapie namnażania,
kompletowania sprzętu i uczenia się pszczół jest to przydatna sprawa. Starajmy
się tylko używać wszystkiego z głową i działać w takich okresach aby zminimalizować
szkody wyrządzone pszczołom a środki te nawet organiczne będą miały negatywny
wpływ na rodzinę. Oczywiście wiemy o tym doskonale ale przyjęliśmy sobie za
założenie rozbudować pasiekę do potrzebnej nam ilości pszczół. Następną sprawą
będzie odpowiednie rozmieszczenie pszczół na pasiekach. Cztery pasieki (różne
miejsca) w sezonie przejścia na PNBL to bardzo dobry start. Czym więcej tym
lepiej. Rodziny powinny być rozmieszczone w grupach po 8 - 20 szt. o różnym
pochodzeniu genetycznym. Warto już wtedy mieć pszczoły wstępnie ulokalnione
czyli przewaga matek pszczelich F2 unasiennionych z wolnego lotu. Tyczy się to głównie
sprowadzonych pszczół.
Startujemy wiosną z ilością 40 rodzin pszczelich na 3
pasiekach. 50% rodzin pszczelich to pszczoły lokalne bytujące na naszym terenie
od lat. 50% rodzin pszczelich to pszczoły uloklanione pochodzące od pszczół
sprowadzonych. Można by jeszcze stworzyć pasiekę „matkę” na której będą tylko
rodziny z matkami sprowadzonymi załóżmy 4-6 szt. które dalej będziemy
prowadzili z użyciem środków organicznych jako rezerwa genowa. Rozpoczęty sezon
bez całkowitego leczenia. Rodziny prowadzimy normalnie czyli tak jak do tej
pory starając się przechodzić całkowicie na gospodarkę bezwęzową. Co możemy
zrobić z takim potencjałem pszczół w sezonie. Na początku musimy przyjąć do wiadomości,
że pszczoły na pewno będą umierać i może zdarzyć się to już bardzo szybko choćby
w połowie lata czy jesienią. Musimy więc przyjąć dość smutny czy mało
optymistyczny scenariusz jeżeli chodzi o straty po zimie. Warto liczyć się ze
stratami rzędu 100% ale mamy bardzo duże szanse, że nasz okres przygotowawczy
jednak pomógł pszczołom w przejściu pierwszej większej naturalnej selekcji. Możemy działać na dwa sposoby. Założyć, że
spadki będą bardzo duże rzędu 80-90% (jest to bardzo prawdopodobna wersja) lub
założyć że spadki będą rzędu 50-60% co również przy tak przygotowanych pszczołach
może mieć miejsce.
Zakładając bardzo duże spadki skupiamy się na podziałach
czyli wykonujemy Model Ekspansji opisywany przez Bartka i wspomniany przezemnie. Wtedy staramy się dzielić rodziny w ich największej sile, kiedy wykazują
naturalną gotowość do rozmnożenia się czyli w okresie stanu rojowego. Myślę że
optymalnie będzie stworzenie z 1 rodziny 3 czyli zostaje rodzina ze starą matką
plus dwie nowe. Przy 40 rodzinach da nam to 120 rodzin. Oczywiście część matek
się nie unasienni, coś zawsze może pójść nie tak więc przyjmijmy że ostatecznie
udaje nam się do zimy doprowadzić 90
średnich rodzinek zdolnych samodzielnie zazimować.
W drugiej wersji przy założeniu mniejszych spadków również
staramy się uchwycić moment nastroju rojowego i dzielimy rodziny na pół czyli
tworzymy imitację rójki (pakiet ze starą matką) i zostawiamy macierzak który
sam sobie wychowa nową matkę. Jest to bardzo ważna sprawa, okres bez czerwiowy
będzie kluczowy w pasiekach bez leczenia. Z jednej rodziny powstają dwie. Przy
40 rodzinach dałoby nam to około 80 rodzin. Zakładając błędy i niepowodzenia
uznajmy, że do zimy udaje nam się doprowadzić 65 rodzin.
Na wiosnę po zimowli zostaje nam:
I wariant (80% strat) = 18 rodzin
II wariant (60% strat) = 26 rodzin
Dopiero w tym sezonie tak naprawdę zacznie się zabawa i
decydująca rozgrywka z selekcją naturalną.
Jak widać duża ilość rodzin nawet przy wysokich procentowo stratach
pozwala nam na odbudowę pasieki. Warto wiedzieć, że rodziny które przeżyły załóżmy
te 18 szt. z pierwszego wariantu to rodziny po ciężkich przejściach nie zawsze
w doskonałej kondycji. Na ten sezon zarówno w wariancie I jak i II musimy robić
to samo czyli dalej maksymalnie dzielić. Te 18 rodzin z pierwszego wariantu
można przyporządkować do dwóch grup. Rodziny stabilne które będą dały się
podzielić na więcej niż 2 i rodziny słabe które wymagają pomocy pszczelarza lub
same dojdą do siły ale podział nie będzie możliwy. Trzeba przyjąć równy podział
czyli 50% stabilnych i 50% słabych. Lepiej na początku podejść pesymistycznie
niż później się rozczarować.
Pierwsza grupa czyli 9 rodzin podzielimy na 3-4 nowe. Daje
nam to 27-36 szt. Uznajmy 27 finalnych rodzin. Druga grupa to dalej 9 rodzin
której poradziły sobie z naszą pomocą i do zimy pójdą jako średnie. Daje nam to
razem 36 szt. rodzin. W sezonie często zdarzają się obce rójki, przynajmniej ja
mam ich zawsze jakąś pewną ilość wahającą się od 4-6. Możemy dodać 4 rójki do
całości czyli do zimy wędrujemy z ilością 40 rodzin pszczelich. Fakt obliczenia
czysto teoretyczne ale oparte już na własnym doświadczeniu dają pobieżny obraz
jak to wszystko może wyglądać. Na tą chwilę rozpatrywałem mało optymistyczny
wariant ale na taki wariant na samym początku trzeba się przygotować aby nie
czuć się rozczarowanym. Co będzie dalej?
O ile spadki w następnych latach nie będą większe niż 60-70%
to prawdopodobnie co roku pasieka będzie mogła samoistnie się odbudowywać. Problem
pojawi się przy 2-3 latach z rzędu ze spadkami 80-90%. Wtedy możemy być przyciśnięci
do muru.
I sezon TF (80%) = 18 rodzin (40 )
II sezon TF(80%) = 8 rodzin (22)
III sezon TF(80%)= 4 rodziny (12)
Widać postępujący spadek liczebny rodzin. Oczywiście jest to
progres bo ciągle coś przeżywa i zostaje to co jest najlepsze i najsilniejsze
na danym terenie. Możemy tylko gdybać na razie, że w IV sezonie spadki osiągną
30-40% a później ustabilizują się na poziomie 40-60% z okresową co 3-4 lata
większą śmiertelnością rzędu 70-80%
Gdyby już w III sezonie śmiertelność zmalała to:
III sezon TF (30%)= 15 rodzin (33)
IV sezon TF(40%)= 20 rodzin (44)
V sezon TF(50%)= 22 rodziny (48)
Jak widać jesteśmy wtedy w stanie utrzymywać pasiekę na
odpowiednim poziomie i prawdopodobnie przy zdecydowanie mniejszym nakładzie
pracy pozyskiwać miód na jej utrzymanie.
Podsumowanie:
1-3 sezony:
- swój wosk, swoja pewna węza, dzika zabudowa
-lokalna pszczoła, pszczoła komercyjna o cechach przydatnych
-wspomaganie środkami organicznymi w celu powiększenia
pasieki do potrzebnej ilości pni na start
3-6 sezony:
- dzika zabudowa
- brak leczenia
- lokalna i ulokalniona pszczoła komercyjna
- model ekspansji
Do tego wszystkiego można by jeszcze dopisać o potrzebie zimowania
na miodzie czy na większym udziale miodu do cukru, o nie ingerowaniu w
środowisko ula czyli o zaprzestaniu dezynfekcji itd.
Przedstawiłem temat pobieżnie i raczej chciałem wskazać
pewien kierunek działania niż gotową receptę na pszczoły bez leczenia . Dużo
spraw o których tu nie napisałem można uzupełnić czytając forum WolnychPszczół czy naszą stronę stowarzyszenia.
Dodam tylko, że cały czas jest jeszcze wszystko testowane i sprawdzane w
praktyce dlatego z biegiem czasu i bieżącym doświadczeniem wypłyną nowe
problemy i inne sprawy. Wszystkie obliczenia były uproszczone i dostosowane do
moich realiów.
Łukasz, podsumowanie dobre, ale jak sam piszesz teoretyczne. Można przyjąć podobne statystyczne założenia, ale trzeba mieć z tyłu głowy, że przyroda to żywioł i choć statystycznie w cyklu wieloletnim się to sprawdzi, to w bieżącym sezonie nie ma żadnych reguł i ograniczeń.
OdpowiedzUsuńRównie dobrze może okazać się, że pasieka kilku uli da radę przetrwać przez wiele lat, jak i to, że wielka pasieka na pszczole lokalnej padnie w 100%, czy nawet to, że po 10 latach selekcji z sukcesami i tak wszystko padnie z jakiejś prozaicznej przyczyny (choćby pogody jaką mamy tak naprawdę od blisko 10 miesięcy... bo według moich obserwacji ostatnio korzystne warunki pszczoły miały właśnie 10 miesięcy temu...).
Dlatego napisałeś całkowitą prawdę jeżeli chodzi o próbę prowadzenia względnie samowystarczalnej pasieki przy założeniu dużego prawdopodobieństwa sukcesu. Wówczas potrzebne jest przygotowanie i założenia o jakich piszesz.
Ale jest też druga strona medalu.
Własne możliwości, przekonania, założenia oraz dzikość, żywiołowość i nieprzewidywalność przyrody. Dlatego wspieram z całego serca tych, którzy zaczynają od pszczół bez leczenia i mają założenie, że więcej niż 4 - 5 uli nigdy u nich nie stanie na pasiece, choćby i co roku miało wszystko padać. O tym pisał Charles Martin Simon - co rok próbował przez wiele lat praktycznie bez sukcesów, zdając się po prostu na przyrodę i jej łaskawość. Ja próbuję łączyć u siebie obydwa podejścia. Zachęcam każdego do prowadzenia (choćby od pierwszego kontaktu z pszczołami), według własnych przekonań, choćby i 2 uli, które mogą co roku padać, choć sam wierzę w potrzebę namnażania rodzin i przyjęcia modelu zbliżonego do tego co opisałeś, żeby zwiększyć szanse. Przyroda nie zawsze da się poddać naszym statystykom.
W każdym razie życzę powodzenia każdemu kto próbuje, choćby jego szanse były mizerne. Bo ważny jest nie tylko sukces, ale też każda próba. Te próby inspirują innych, a po zwiększeniu skali zjawiska nagle okazuje się, że nawet i sytuacja globalna może się poprawić. Choć na dziś to może zbyt optymistyczne założenie ;)
No jasne że tak, jest jeszcze tyle różnych zmiennych o których nie mamy pojęcia a mogą wpływać diametralnie na stan pasieki.
OdpowiedzUsuńNakreśliłem tylko pewne możliwości które może będę łatwiejsze do przełknięcia przez osoby rozpoczynające. Kto wie może komuś taka wiedza się przyda?