Mija kolejny sezon pszczół bez
leczenia na moich pasiekach, piszę o pasiekach bo powstają nowe w
innych miejscach a więc zajmuję coraz większy obszar swoimi
rodzinami pszczelimi w których zawsze mam masę trutni... Tak się
dobrze to wszystko układa, że w tym roku postanowiłem jeszcze
lepiej podejść do modelu ekspansji... Postanowiłem jeszcze
bardziej zwiększyć szansę na unasiennienie młodych matek moimi
trutniami lub trutniami dzikimi, które żyją w lesie a żyją na
pewno. Utworzyłem a raczej wybrałem dogodne miejsce w lesie w
którym postanowiłem ustawiać młode rodzinki przeznaczone do
dalszego rozwoju a więc młode rodzinki z czerwiem, pszczołą lotną
i matecznikiem lub matecznikami na wygryzieniu. Przyjąłem
założenie, że młode rodziny wywiezione w spokojne, leśne,
pierwotne miejsce będą zdecydowanie lepiej się rozwijać niż w
przepszczelonym terenie. Stworzyłem taką namiastkę trutowiska a
raczej miejsce przebywania młodych rodzin na czas unasiennienia się
matek pszczelich oraz ich dalszego rozwoju do czasu przewiezienia na
docelowe miejsce w którym będą zimować... Można to nazwać taką
stacją godową lub stacją odkładową bo te młode rodzinki nie są
ulikami weselnymi a rodzinkami które mają potencjał na to aby do
zimy utworzyć w średniej sile pełnowartościowe rodziny pszczele
gotowe do zimowli. Jak postanowiłem tak zrobiłem i już początkiem
czerwca postawiłem tam pierwsze skrzynki odkładowe wykonane
własnoręcznie które kosztowały mnie za szt. mniej niż cena
ramkowej podkarmiaczki do jakiegokolwiek typu ula. Co ciekawe rozwój
pszczół w drewnie, nawet w dość świeżym drewnie wypada lepiej
niż w skrzynkach ze sztucznych materiałów drewnowpodobnych... ot
takie porównanie na kilkudziesięciu rodzinkach.
Model ekspansji uważam na tą chwile
za jedno z bardziej słusznych rozwiązań czy konceptów dotyczących
pszczół bez leczenia. Wychodzi na to, że bez opanowania namnażania
rodzin przeżywających nie zrobimy nawet o pół kroku do przodu...
Jeśli sami nie nauczymy się wyciągać właściwych wniosków z
obserwacji swoich pszczół to niestety ale współpraca w kierunku
pszczół zdrowych, bez leczenia nigdy nie będzie miała
powodzenia... Słowa Kirka Webstera idealnie obrazują to o czym i ja
myślę patrząc na te wszystkie sezony od 2013 roku...
„Na ile potrafię to ocenić,
potrzeba pięciu lat systematycznej pracy i uwagi poświęconej
pszczołom, roztoczom i pszczelarzom, aby osiągnąć harmonijną
równowagę. Ci, którzy szukają drogi na skróty lub frajerów do
brudnej roboty, poniosą porażkę.”
W istocie to święta
prawda. Wszelkiego rodzaju oszukiwanie przyrody i różne triki
pszczelarskie muszą skończyć się źle bo pszczoły nie będą
nigdy miały wystarczających szans na przystosowanie się do
okolicznych warunków przyrodniczych. Kiedy czytam, że ktoś liczy
na unasiennianie własnych matek trutniami z jednego czy dwóch uli
które mają te trutnie zapewnić to zastanawiam się czy to żart
czy prawdziwa wiara w swoją zgromadzoną wiedzę?
W sezonie w nowo
utworzonym miejscu unasienniłem około 50 matek pszczelich a może i
więcej sam już nie wiem bo trochę tych matek wyprowadziłem z
pasieki w sumie pierwszy raz w tak dużych ilościach na zewnątrz. W
okolicy miałem dwie pasieki które stanowiły dość duże siły
produkujące trutnie. Wszystko razem tworzyło taki „trójkąt”
na którego rogach znajdowały się właśnie pasieki... gdzie
najdalej wysunięty róg stanowił miejsce wylotów młodych matek na
unasiennianie. Mimo według mnie dość dogodnych warunków nie
jestem w stanie stwierdzić i zapewnić, że moje trutnie obsłużą
w 100% młode matki ale podejrzewam, że 60-70% udział jest bardzo
prawdopodobny. Liczę też na jakieś 10% trutni leśnych od pszczół
dzikich lub zdziczałych. Reszta to trutnie z okolicznych pasiek.
A więc ten sezon
przyniósł nowe nauki i nowe działania. Pokazał również, że
„Wielebni z Arizony” mieli rację, że po zapaści przychodzi
ozdrowienie, że rodziny zbierają się z siłą do rozmiarów rodzin
komercyjnych, że ilość pozyskanego miodu z czasem nie będzie
odbiegać od normy dla danej okolicy, że prawie wszyscy którzy
zwątpili, którzy pukali się w głowę i mówili, że to
barbarzyństwo, męczenie pszczół nie mieli po prostu racji, mylili się a ich paplanina nie miała nic wspólnego z rzeczywistością...
Nagrałem serię
filmików przedstawiającą model ekspansji w praktyce. Będzie to
kilka filmików które obrazują jak dzielę rodziny w ramach modelu
ekspansji... a przy okazji będzie można ocenić zdrowie pszczół
ich dynamikę i rozwój mając w głowie, że to już 6 sezon
pszczelarstwa naturalnego a 4 bez leczenia... a w sumie to już
początek 5...
Filmiki będą pojawiać się w odstępach dwutygodniowych lub częściej w zależności od dysponowanego przeze mnie czasu
Sprzedam 5 szt. matek pszczelich czerwiących.
Matki pochodzą po materiale z linii 16 a więc dość dobrze ugruntowana u mnie linia pszczół które przeżywają bez leczenia. Zaznaczam, że materiał prowadzę tylko i wyłącznie po stronie matecznej a więc znam dokładne pochodzenie pszczół z ostatnich 4 sezonów od strony matecznej.
Uczciwość nakazuje zaznaczyć, że dla większości pszczelarzy komercyjnych będą to zwykłe kundle czy też mieszańce. Dla mnie jest to materiał który bardzo dobrze odnajduje się w moich warunkach w dość jednak ostrym mikroklimacie o krótkim okresie wegetacji. Matki wychowane metodą Kirka Webstera i unasiennione w lesie na mojej głównej pasiece gdzie do dyspozycji miały bardzo dużą ilość trutni pochodzących od rodzin nieleczonych przeżywających.
Zaznaczam również, że matki nie gwarantują 100% powodzenia w gospodarce bez leczenia. Mogą natomiast stanowić cenny materiał do wzbogacenia własnej puli genowej czy też do poprowadzenia dalszej selekcji na przeżywalność pszczół bez udziału leków wszelkiego rodzaju.
Matki ze sprawdzonym czerwiem pszczelim. Czerwią już ponad 20 dni a więc pierwsze młode pszczoły zaczynają pojawiać się w rodzinkach. Matki unasiennione w ulikach miniplus.
Cena 100 zł szt. Preferuje odbiór osobisty po wcześniejszym uzgodnieniu.
W razie pytań proszę dzwonić 609457114
Przyszła wiosna więc czas na
podsumowanie kolejnej zimy TF na moich pasiekach. Z podsumowaniem
przeważnie czekam do wiosennej, ciepłej pogody, kiedy wiem że
rodziny pszczele są na stabilnym poziomie i same kierują już swoim
rozwojem czyli wykonują loty na pyłek i nektar. Tak się składa,
że w tym roku przyroda znowu jest opóźniona i pierwszy pyłek
zaczął się praktycznie dopiero po świętach. Obecnie warunki
pogodowe sprawiły, że roślinność nadrabia opóźnienia i pojawia
się już w przyrodzie zarówno różnorodny pyłek jak i pierwszy
nektar. Widok lotów pszczół przy pięknej pogodzie pozwala ocenić
siłę rodzin i ich stan po zimowli. Od tego momentu jestem już
spokojny jeżeli chodzi o zapasy nektaru i pyłku ponieważ z
doświadczenia wiem, że przy ładnej pogodzie która trwa 5-10 dni
pszczoły zdążą uzupełnić braki i zmagazynować nadwyżki.
Dobrze wykorzystane okno pogodowe pozwoli pszczołom przetrwać
jeszcze jeden trudny okres który u mnie zawsze wypada w porze
kwitnienia głogów... co roku w tym okresie psuje się pogoda i robi
naprawdę chłodno. Później nadchodzi pełnia maja a w maju kwitnie
już bardzo dużo rożnych roślin pyłko i miododajnych. Jednak cały
czas zachodzi obawa, że rodziny słabsze, mniejsze i te które „coś”
trapi mogą nawet przy sprzyjającej pogodzie paść.
Krótko o zimowli
No cóż ostatnie zimowle są mało
przewidywalne... Grudzień i styczeń ciepłe a luty i marzec
zimne... Układ ten jest mało korzystny dla pszczół. Szkoda, że
normalna zima nie może trwać od grudnia do marca. Zastanawiałem
się nad tymi dziwnymi zimami które charakteryzują się zmiennością
pogodową i dużymi skokami temperaturowymi i doszedłem do wniosku,
że chyba pszczoły nie są w stanie dostosować się w 100% do
takich zawirowań. Ostatnio kończyłem sprzątać resztę rodzin
które nie dotrwały do wiosny i próbowałem analizować zastany
widok. Co mogło być przyczyna śmierci tych rodzin? Jak zwykle
większość rodzin które nie dotrwały do wiosny osypało się z
głodu. Śmierć z głodu ma tu różny przebieg bo o ile rodzina
umiera z głodu w grudniu czy nawet w styczniu to w ogóle mi takich
rodzin nie szkoda. Ot dziady które nie potrafią całkowicie
gospodarować pokarmem lub dały się rabować lub matka czerwiła
cały czas a pszczoły jej na to pozwalały... Szkoda natomiast
rodzin które miały pokarm obok a mrozy przełomu luty/marzec je
unieruchomiły na plastrach i nie przeszły. Takich rodzin szkoda mi
najbardziej ale znowu na myśl przychodzi mi to „wyprzedzanie
pogody” przez pszczoły. Dlaczego tego nie przewidziały i nie
przesunęły się o 2 plastry na prawo czy lewo... kolejna zagadka
natury. Żeby nie było, że mam same głupie pszczoły bo kiedy
przed mrozami zaglądałem pod daszek to niektóre kłęby były
uwiązane po jednej stronie ula a tuż po mrozach widziałem je w
całkiem innym miejscu a więc są tez rodziny które „myślą” i
potrafią przemieszczać się w poziomie po plastrach i chyba właśnie
te myślące dotrwały do wiosny. Ciągle nie mogę rozgryźć do
końca tematu braku pokarmu w niektórych rodzinach na pasiece kiedy
praktycznie wszystkie karmione były tak samo w dodatku ważone przed
i po karmieniu aby ocenić realny zapas pokarmu. Ważenie wykonywałem
po to aby lepiej zrozumieć fenomen braku pokarmu na wiosnę u
niektórych rodzin. Nie chciałbym stosować metody zalewania gniazd
pokarmem na siłę czyli dopóki pszczoły biorą dopóty im daję. W
tym sezonie ostatni raz wprowadzę zmiany przy podkarmianiu zimowym
pszczół. Jeżeli znowu na wiosnę będę widział duże spadki z
powodu braku „żarcia” chyba będę musiał podejść do
karmienia systemowo czyli lać ile w lezie czego bardzo bym chciał
uniknąć. Napiszę jeszcze o tym, że samo umieranie rodzin z głodu
jest też wpisane w selekcję pszczół na przeżywalność, no bo
rodziny, które mają pokarm w ulu a nie potrafią z niego skorzystać
nie bardzo są mi do dalszej selekcji potrzebne ale nie obraziłbym
się jakby były. Chodzi o to, że nie wiem na ten moment co jest
przyczyną takiego stanu rzeczy. O ile problem z nie przechodzeniem
pszczół pomiędzy korpusami dwa lata temu wyeliminowałem
całkowicie, to za dużo mam spadków z głodu już drugi sezon. Tak
jak pisałem wyżej w tym sezonie postaram się to całkowicie
rozwiązać. Mam już na to nawet kilka prostych pomysłów bez
dodawania sobie zbędnej roboty. Oceniam, że około 30% rodzin padło
właśnie z różnych zawirowań związanych z brakiem pokarmu. Mam
też w pamięci poprzednie sezony sprzed okresu TF i wtedy nie miałem
problemów typu braki pokarmowe i głód w rodzinach. Może jedna
rodzina na 3 sezony mogła się trafić. Sugeruje to, że braki
pokarmowe muszą być powiązane z całością podejścia TF do
pszczół i innym ich reagowaniem na różne czynniki wynikające z
nie leczenia pszczół. W każdym bądź razie cały czas będę
zdecydowanie wspierał model uzupełniania zapasów rodzinom
pszczelim w okresie od sierpnia do września a ewentualne ratowanie
od głodu rozpoczynał nie wcześniej niż początkiem marca wiedząc,
że są ku temu realne szanse. Przy czym ratowanie od głodu zapasami
przerobionym przez pszczoły. Mam na tą chwilę wypracowaną metodę
zostawiania sobie zalanych plastrów z pokarmem na okres zimy w
ilości moich dwóch korpusów. Zapewnia mi to możliwość
poratowania kilkunastu rodzin, chodź sporadycznie z tego korzystam.
Stan rodzin pszczelich wiosną 2018
roku
Pasieka P1
Przezimowanie rodzin na tej pasiece
oceniam bardzo pozytywnie przed nawrotem mrozów końcem lutego na
pasiece żyło 6 rodzin z 9 które szły w dobrej kondycji do
zimowli. Akurat na tej pasiece rodziny spadły z przyczyn chorobowych
niż z przyczyn głodowych. Jest to pasieka na której rodziny zimują
przy dużym udziale miodu w pokarmie całkowitym do zimy. Finalnie po
zakończeniu mrozów stwierdziłem 5 żywych rodzin.
B1(F) – rodzina z projektu fort knox
pochodząca z pasieki Pana Trutnia. Daje nadzieje, że fort knox
idzie w bardzo dobrą stronę. Cały czas jestem tą rodziną
zaskoczony bo kiedy wydaje się, że traci na sile i pewnie zmarniej
nagle dostaje jakiś zastrzyk i rusza do przodu. Trzeba też
przypomnieć, że w 2017 dzięki niej w dużej mierze został
odbudowany stan rodzin w projekcie dlatego do zimy poszła raczej
średniaczek. Jej stan obecnie oceniam jako solidny i gotowy na
rzepak.
L2/7 – jedna z córek po mojej
staruszce L2 powstała z matecznika z cichej wymiany. Cóż mogę o
niej napisać. Siłą i wyglądem przypomina materiał wyjściowy.
Bardzo ładnie wyszła z zimy i prezentuje się super.
Mac 1 i Mac 5 – rok temu wyglądały
tragicznie na wiosnę. Ledwo co przetrwały te chłody do połowy
maja. Cały sezon dochodziły do siły i zbierały się z kryzysu.
Dałem im możliwość swobodnego rozwoju i przez sezon prawie wcale
do nich nie zaglądałem. Widok wiosną wspaniały, piękne silne i
zdrowe rodziny w bardzo dużej sile jak na moje możliwości.
16.1/5 – najsłabsza na tej pasiece,
jednak walczy więc prawdopodobnie wyjdzie na prostą i będzie
rozwijać się swobodnie bez mojej ingerencji. Pochodzi z dobrego
materiału więc liczę na nią w przyszłym sezonie.
Pasieka P2
Na
tej pasiece poniosłem największe straty tej zimy. Otóż trzeba
jasno stwierdzić, że sentymentalne zachcianki dotyczące starych
uli przy ciągłej walce o to aby rodziny przeżywały bez leczenia
należy jeszcze odłożyć na bok. Otóż 7 na 9 rodzin na siłę
osadziłem w moich starych dadantach chcąc przywrócić im życie.
Teraz wiem, że był to bardzo zły pomysł. Mało szczelne ule,
ciągłe próby rabunków kosztowały pszczoły dużo. Niestety na
tej pasiece przetrwała tylko jedna rodzina w ulu jednościennym.
Nawet WZ nie przetrwał.
3 – rozpoczyna 4 sezon bez leczenia,
co prawda w tamtym roku mało jej dokuczałem bo tylko 3 rodzinki z
niej zrobiłem, jednak żadna młoda rodzinka po niej nie przetrwała
do wiosny. Plan na ten sezon z nią zwiazany to wywózka na inną
pasiekę i podział na więcej rodzin ale przewiezionych do
unasienniania na specjalne nowo tworzone pasieczysko. Siła i
kondycja bardzo dobra.
Pasieka P3
Niestety
na tej pasiece osypało się najwięcej rodzin z głodu. Ogólnie
może 2 rodziny padły z przyczyn chorobowych. Na 14 rodzin zostało
4.
L2/5 – kolejna córka po materiale
L2. Wygląda bardzo ładnie, ma odpowiedni zapas pokarmu i wszystko
wskazuje na to, że będzie bardzo dobrze się rozwijać.
16/5 – córka po matce 16. Wygląda
średnio ale rodziny powiązane genetycznie z 16 z zimy wychodzą w
średniej sile. Na pewno jest stabilna więc powoli będzie się
rozwijac.
B7- rójka z zeszłego roku. Tak jak
przewidywałem, ostała się tylko ona. Jest to rójka która
naleciała się na wierzę korpusów z suszem. Przez sezon
praktycznie bez obsługowa, wysoce obronna. Siła wiosną bardzo
duża. Postaram się namnożyć ten materiał bo na moich pasiekach
rójki rzadko przeżywają...
Car1- śmieszne bo opis z zeszłego
roku mogę śmiało skopiować a więc: „jest
to macierzak po mojej już byłej weterance Car. Lubię te pszczoły
i chciałem aby chodź jedna rodzinka się po nich ostała. Liczyłem
na staruszkę Car ale niestety jak większość padniętych rodzin
zabrakło jej zapsów i padła z głodu. Ta młoda córka Car1
zachowuje się tak samo jak rodzina wyjściowa, idzie w siłę i
widać że jest zdrowa. Na tą chwilę obsiada 5-6 ramek”
Pasieka P4
Moja
leśna pasieka z którą zawsze wiąże bardzo duże nadzieje. Była
to najliczniejsza pasieka i chyba najlepiej wyszła z tej zimy. Na
zazimowane 17 rodzin przeżyło 10.W tym roku bez udziału zwierzyny leśnej. Dennice z podwójną siatką działają.
16.1/1
– jest to córka 16/1 ale powstała w macierzaku i pozostawiona na
starym miejscu. Cieszę się, że przeżyła bo jej matka padła na
innej pasiece. Wygląda słabo i daje jej 50% szans na wyjście z
kryzysu.
L2/1
– będzie zaczynać 3 sezon bez leczenia. Wygląda dobrze, lepiej
niż rok temu o tej porze.
L2.1/1
– córka L2/1. Wygląda lepiej niż jej matka. Spokojnie sobie
dalej poradzi. Duża siła więc w sezonie będzie do wykorzystania.
L2/2
– kolejna córka po materiale L2. Wygląda stabilnie chodź siła
średnia.
16.1/2
– kolejna córka po 16/1. Wygląda stabilnie, siła średnia
L2(f)-
najstarsza rodzina w pasiece która trwa na tym samym miejscu już 5
sezon. Staruszka L2 niestety nie przeżyła zimy w maleńkim
odkładziku który utworzyłem końcem sezonu bo pszczoły cały czas
próbowały ją wymienić zakładając mateczniki na cichą wymianę.
Siła L2(f) jest bardzo duża, piękna zdrowa rodzina.
16/4
– córka po 16 powstała w macierzaku. Zgłoszona do projektu fort
knox. W projekcie ma nadane oznaczeni L5(f). Prezentuje średnią
siłę ale stabilnie się rozwija.
L2/4
- kolejna córka po materiale L2. Wygląda stabilnie
5
– Staruszka która będzie zaliczać 4 sezon bez leczenia. Cały
poprzedni sezon pozostawiona w spokoju. Praktycznie bez większych
ingerencji. Wygląda bardzo dobrze.
16.1/3
– kolejna córka 16/1. Wygląda stabilnie
Pasieka
P5
Tu
zimowałem 5 rodzin głownie opartych na materiale z rójki A7. Rójak
osypała się już jesienią.
Do
wiosny dotrwała jedna rodzina.
J6/3 - rodzinka po rójce z 2016 roku
Pasieka
P6
Na
pasiece była jedna rodzina która przeżyła czyli przeżywalność
100%. Jest to nowy materiał nazwany OB pozyskany od znajomego
pszczelarza. Cieszę się, że ta rodzina przetrwała.
Zestawienie
Przeżywalność całościowa czyli
ilość rodzin które dotrwały do obecnej chwili i dalej się
rozwijają wynosi równe 40%. Przeżyło 22 rodziny na 55 zimowanych.
Przeżywalność na poszczególnych
pasiekach:
P1: 55%
P2: 11%
P3: 28%
P4: 58%
P5: 20%
P6: 100%
Jak widać najlepsza przeżywalność
to 58% na mojej leśnej pasiece. Oczywiście pomijam tą jedną
zimowaną rodzinę na pasiece P6. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że
na tej pasiece właśnie obserwowałem rójenie się pszczół z
powodów warrozy, z rodzin które przywiezione zostały do podziału
w ramach fort knox. Czyli jednym słowem właśnie ta pasieka była
najbardziej narażona na działanie „mite bomb”. Pszczoły mimo
tak dużego obciążenia przeżyły. Co będzie w sezonie okaże się
za 2 miesiące kiedy przyjdzie czas na podziały i dalszy rozwój.
Historia z rójkami powtarza się co
sezon. Przeżywają nieliczne czyli tak jak już gdzieś pisałem czy
mówiłem, przeżywa jakieś 10% rójek jakie złapałem i osadziłem
u mnie w ulu na pasiekach lub same przyszły. W tym roku przeżyła
jedna rójka na którą liczyłem od samego początku czyli od
momentu kiedy sama naleciała się na korpusy z suszem. Zapach
nalatujących się pszczół oraz dźwięki i ich ilość już wtedy
świadczyły, że rodzina jest witalna i zdrowa. Widok na wiosnę
przy pierwszym przeglądzie zachęcił mnie jeszcze bardziej do tych
pszczół. Na pewno będę bacznie obserwował je w sezonie i
postaram się powielić ich genetykę tak aby mieć szerszy obraz
jakie mają możliwości przetrwania bez leczenia.
Przygotowałem trzy
grafiki przedstawiające 3 główne linie pszczół u mnie na
pasiekach. Głównie na tych pszczołach opiera się u mnie
przeżywalność rodzin bez leczenia.
Grafiki przedstawiają trzy linie
pszczół które posiadam z własnego chowu od 2014 roku.
Linia L – z tymi pszczołami pracuje
najdłużej bo w tym sezonie minie 5 lat. Bardzo żywotne, łagodne i
plastyczne bo wszystkie moje zabiegi przyjmują bez żadnych
problemów. W 2017 r. rodzin pszczelich utworzonych na genetyce
wywodzącej się z linii L które poszły do zimy było aż 17. Do
wiosny 2018 r. przetrwało 9 a więc prawie 53%
Linia 16 – pszczoły pochodzące od
mojego kolegi, który deklarował, że rodzina wyjściowa od której
pobierałem larwy na matki jest córką P8 mającej w swoim
rodowodzie jakiś udział genetyki primorskiej. Jakby nie było u
mnie na pasiekach już wielokrotne rozmnażane i przekrzyżowane.
Jednak cały czas zachowują swój początkowy wzorzec zachowań.
Rodziny tworzą średnie i ostrożnie się rozwijające. Wybuchają z
rozwojem zazwyczaj początkiem maja. W 2017 r. rodzin pszczelich
utworzonych na genetyce wywodzącej się z linii 16 które poszły do
zimy było 13. Do wiosny 2018 r. przetrwało 6 a więc 46%.
Linia „Przedwojenna” - znane
wszystkim zainteresowanym tematem PN pszczoły, które u mnie
przynajmniej znalazły swoje miejsce i potrafiły przetrwać. Mimo
swojego dość obronnego charakteru i dziwnego rozchwianego rozwoju,
który czasami wygląda imponująco a czasami bardzo mizernie na
skraju upadku pszczoły te cały czas się bronią i wychodzą
obronną ręką z sezonu na sezon. Zawsze coś przeżywa. W 2017 r.
rodzin pszczelich utworzonych na genetyce wywodzącej się z linii
Przedwojenna które poszły do zimy było 6. Do wiosny 2018 r.
przetrwało 2 a więc 33%.
Biorąc pod uwagę tylko rodziny z tych
linii całościowo na 36 rodzin przeżyło 17. Daje to 47% a więc
można przyjąć, że jest to taka stabilna i porządana
przeżywalność dla całej pasieki przy pszczołach bez leczenia.
Wyciągając wnioski z przedstawionych
danych trzeba nastawić się na namnażanie sprawdzonej genetyki,
zaprzestać namnażania przypadkowych pszczół czyli nowo złapanych
rójek, które czasami w danym sezonie potrafiłem namnożyć.
Dodatkowo rodziny osłabione najlepiej pozostawić w spokoju aby same
przełamały kryzys i doszły do odpowiedniej dla siebie siły. Jak
wynika z doświadczenia rodziny takie na drugi sezon po zimowli
tryskają energią i witalnością. Przykład dwóch rodzin Mac1 i
Mac5 które pięknie przezimowały i cieszą oko swoją siła i
rozwojem. W tym sezonie na pewno będę chciał namnożyć ten
materiał w bardzo dużej ilości.
Plany na sezon.
Patrzę na ten sezon z dużym
optymizmem ponieważ ilość rodzin i ich jakość w pełni mnie
zadowalają. Na pewno będę chciał to wykorzystać w 100%. Szykuje
się kolejny sezon bardzo pracowity z dużą ilością młodych
rodzin, przewożeniem ich i całą logistyką.
W tym sezonie postanowiłem też
wdrożyć nowe miejsce przeznaczone w głównej mierze do
unasienniania młodych matek w mini rodzinkach. Miejsce usytuowane
jest w głębi lasu w pobliżu dwóch moich pasieczysk na których
znajdują się rodziny z pełną swobodą wychowu trutni. Myślę, że
pozwoli mi to jeszcze bardziej wpłynąć na jakość i ilość
unasienniania młodych matek moimi przeżywającymi trutniami. Do
tego celu zaopatrzyłem się w dużą ilość samodzielnie wykonanych
skrzynek odkładowych wyposażonych w podkarmiaczki plastikowe o
pojemności 2,5 l. Konstrukcja skrzynek oraz ich funkcjonalność
pozwoli mi w razie czego nawet zimować w nich pszczoły co będę
chciał przetestować w najbliższym sezonie. Skrzynki są toporne,
wykonane z deski calówki. Posiadają dużo zalet od łatwości
wykonania poprzez ich koszt. Jedyną wadą może okazać się ich
ciężar czy nadmierna praca drewna. No cóż najlepiej wszystko
wychodzi w sezonie.
Jesienią opisałem swoje doświadczenia
z pszczołami w artykule który ukazał się na stronie Wolnych
Pszczół pod tytułem: Metoda Małych Kroków do Pszczelarstwa Naturalnego dla Początkujących. Uważam, że przekazane tam
informację również mogą pomóc małym pasieką w prowadzeniu
pszczół w stronę pszczelarstwa bez leczenia.
Małe pasieki zazwyczaj są pasiekami
początkującymi a więc zaczynającymi swoją przygodę z pszczołami
i pszczelarstwem. Najpierw zdefiniuje co mam na myśli pisząc o
małej pasiece. Mała pasieka to według mnie ilość rodzin
prowadzonych przez pszczelarza w przedziale od 5 do 20 z sezonowymi
wahaniami powyżej 20 rodzin ale nie przekraczającymi 30.
Pasieki takie zazwyczaj stacjonują w
jednym miejscu a średnia ilość pni waha się od 8 do 12. Niestety
ilość rodzin pszczelich w dużym stopniu decyduje o udanym
prowadzeniu rodzin z uwzględnieniem zasad pszczelarstwa naturalnego
i zwłaszcza na początku ilościowe podejście w okresie
przejściowym i stabilizacji ma bardzo duże znaczenie. Można by
rozpatrywać przypadki pasieki małej która została stworzona na
materiale przeżywającym i funkcjonującym bez leczenia czyli
zakupiona odpowiednia ilość pni od pszczelarza TF który pszczół
nie leczył od lat. Niestety takie przypadki u nas w kraju nie
występują i w dodatku według mnie nawet jeżeliby była taka
szansa zakupu ustabilizowanych rodzin pszczelich z całymi ulami i
przewiezienie ich na inne miejsce skończyłaby się równie podobnie
co z pszczołami zakupionymi od lokalnego pszczelarza komercyjnego
czyli nasza zakupiona i przywieziona pasieka musiałaby przejść
znany cykl załamania i ozdrowienia. Może ale nie znam osoby która
by to sprawdziła ten cykl byłby łagodniejszy, może byłby tylko
jeden taki cykl a nie 2-3 jak ma to normalnie miejsce na pszczołach
komercyjnych. Tak czy siak nie ma sensu rozpatrywać możliwości
przetrwania takiej pasieki a lepiej skupić się na pasiekach które
mamy pod ręką i na pszczołach które mamy dostępne. Żeby była
jasność każdy będzie musiał na swojej pasiece przejść cykl
załamania i ozdrowienia aby dochować się pszczół stabilnych. Kto
myśli, że proces ten da się obejść, oszukać, złagodzić za
pomocą lepszego odżywiania, wzmacniana odporności ten według mnie
się myli i robi sobie i innym kolejne złudne nadzieje. Niestety
proces wąskiego gardła, proces selekcji naturalnej jest na tyle
bolesny ekonomicznie i może dla niektórych emocjonalnie, że bez
własnych założeń wieloletnich uwzględniających poniesione
straty nie ma sensu zaczynać działań TF i kończyć ich po 2-3
sezonach na małej ilość pni. Dlatego metoda małych kroczków
przygotowuje i pokazuje pszczelarzowi gdzie jest, ponieważ sam
pszczelarz może podejmować decyzję czy już w tym sezonie
przechodzę do następnego etapu czy może jeszcze potrzebuję więcej
doświadczenia i nauki a może jeszcze moje pszczoły nie są na to
gotowe.
Opisując pierwsze lata z pszczołami w
metodzie małych kroczków zaznaczyłem, że jest to czas nauki,
zbierania doświadczenia, obserwacji pszczół i popełniania
prostych błędów. Jeżeli ktoś startuje od początku z małą
ilością pszczół i próbuje wdrażać pewne schematy i metody
radykalnego nie leczenia pszczół bez odpowiedniej wiedzy, bez
odpowiedniego doświadczenia i bez odpowiedniej ilości pszczół
musi liczyć się z tym, że jego dalsza współpraca z pszczołami
będzie przebiegać bardzo ciężko i przyniesie prędzej czy później
rozczarowanie z zastosowanej własnej metody chodź chyba też nie ma
co zakładać na 100% klęski bo mało oj mało takich prób w
praktyce było aby to oceniać.
Otóż możemy to wszystko przedstawić
na prostym przykładzie małej pasieki.
Sezon 1 do zimy idzie 7 rodzin
pszczelich. Rodziny o różnej genetyce zarówno lokalnej jak i
komercyjnej.
Sezon 2 po zimie z 7 rodzin zostaje 3
rodzin w słabej kondycji. Do zimy idzie 5 rodzin.
Sezon 3 po zimie z 5 rodzin zostaje 1
słaba rodzina.
Dokupione 6 nowych rodziny o podobnej
genetyce plus rozmnożone 5 rodziny. Razem 12 rodzin do zimy z czego
aż 10 rodzin na nowej genetyce dopiero co sprowadzonej na pasiekę a
2 rodziny na genetyce z poprzedniego sezonu która przeżywa.
Sezon 4 Przeżywa 1 rodzina z 12 na
genetyce zakupionej w sezonie 3. Znowu zakup pszczół o obcej
genetyce z innego środowiska, do zimy idzie ponownie 12 rodzin.
Jak widać z tego przykładu pszczelarz
nie dał szans pszczołom przeżywającym. Nie miał możliwości
większej rozbudowy swojej pasieki na rodzinie która przeżyła. Nie
umiał tego zrobić, nie potrafił wychować matek od rodziny która
przeżyła, nie powielił genów rodziny która przeżyła. Nie miał
szans na to aby jego pszczoły mogły przejść proces selekcji
naturalnej czy wstępnego ulokalnienia ponieważ nie było ciągłości
powielanych genów zarówno ze strony ojcowskiej jak i ze strony
matecznej. Niestety nie było podstaw aby tak mała pasieka mogła
samoistnie dojść do pszczół względnie przystosowanych. Po 2
sezonach ostała się tylko 1 rodzina ale była to rodzina z ilości
12 rodzin czyli przeżywalność po 2 latach wynosiła ponad 8%...
Można uznać ten etap za pierwsze wąskie gardło selekcji która
tak właśnie działa, zostaje 5-10% rodzin z całości... I tu
właśnie zaczyna się cała zabawa. Teraz z tej jednej rodziny
trzeba zrobić jak najwięcej powielaczy genetyki. Z tej jednej
rodziny przydałoby się przynajmniej 3-5 młodych rodzina ale można
to zrobić tylko i wyłącznie na matkach pochodzących z tej rodziny
czyli pracować na pszczołach obcych kupionych ale przenieść do
nich genetykę przeżywającą tak aby na 12 rodzin które w 3
sezonie idą do zimy przynajmniej 50% a nawet i więcej było na
genetyce przeżywającej. Niestety dalej mamy dopływ obcej genetyki,
nieprzystosowanej do lokalnych warunków, nieprzystosowanej do
gospodarki bez leków itd. Co następuje w 4 sezonie a no następuje
kolejne załamanie które, powstaje z winy pszczelarza bo nie
namnożył dostatecznie przeżywającej genetyki i w dodatku
wprowadził obce geny... Według mnie i nie tylko mnie wprowadzanie
co sezon obcej genetyki bez ustabilizowania własnych pasiek mija się
z celem i jest raczej zagrożeniem dla dalszej stabilizacji. Tym
bardziej jeżeli obca genetyka stanowi ponad 80% całości rodzin w
pasiece...
Hodowla lokalnie przystosowanych
pszczół z najlepszych przeżywających pszczół
Naturalny pokarm
Hodowla lokalnie przystosowanych
pszczół z najlepszych przeżywających pszczół.
W tym zdaniu zawiera się wszystko
czego nie zrobiono w powyższym przykładzie. Choćby pozostałe
punkty zostały spełnione to bez jakichkolwiek postępów w punkcie
o Hodowli nie możemy myśleć o pozytywnych efektach naszej pracy z
pszczołami a kolejną sprawą jest to czy będziemy umieli ten punkt
o hodowli zastosować u Siebie na małej pasiece. Dlatego jeżeli
ktoś zamierza dążyć do pszczół bez leczenia niech zacznie od
podstawa czyli niech dostosuje swoje plany pasieczne z w/w czterema
punktami... bo później znowu będzie, że niestety „NIE DA SIĘ”
a nie da się zawsze pada wtedy kiedy
już wiemy że jesteśmy w czarnej dupie ale nie potrafimy wrócić
się do naszych początków i przeanalizować wszystkie nasze
działania z pszczołami które nie zawsze zgodne są z tymi czterema
prostymi wytycznymi...
Co więc mają robić małe pasieki
które chcą mieć stabilne pszczoły TF?
Przede wszystkim należy ogarnąć
podstawy pszczelarskie. Należy bezwzględnie zapoznać się z
tekstem o czterech krokach. Należy bezwzględnie przeczytać
wszystko co jest dostępne o pszczołach bez leczenia, o
pszczelarstwie naturalnym itd. Do tego celu posłuży strona „Wolnych
Pszczół” plus forum na którym można dopytywać o szczegóły.
Przedstawiać swoje plany podejścia do tematu itd.
Oczywiście małe pasieki będą miały
trudniej niż duże. Będzie im ciężej rozwinąć pasiekę do
poziomu stabilnej pasieki TF i chyba wydaje się pewne, że 3-4
rodziny pszczele które zakupimy z komercyjnego źródła będą
raczej kiepskim materiałem wyjściowym na dalsze próby z
pszczelarstwem naturalnym. Dla osób które nie mają wyjścia i
muszą kupić rodziny ze źródeł komercyjnych proponuje łagodne
wchodzenie w temat. Unikałbym i odradzałbym w pierwszym czy
kolejnym sezonie puszczania pszczół bez leczenia. Lepiej podejść
do tematu racjonalnie i małymi kroczkami przechodzić kolejne etapy.
Wprowadzanie 4 kroków do poprawy zdrowia pszczół można rozłożyć
na 3-4 sezony. Najlepiej zacząć od najłatwiejszego czyli od
oczyszczania gniazda ze starego, przesączonego chemią suszu... z
tym i tak zejdzie pewnie ze 2-3 sezony. Można też już w pierwszym
sezonie rozpocząć podziały na zakupionych rodzinach. Wybierać do
tego celu najłatwiejsze metody. Warto też zostawić pszczołom już
od pierwszego sezonu większą część miodu w udziale pokarmu
zimowego. Decyzję o nie leczeniu raczej proponuje odłożyć na
później i skupić się na oczyszczeniu gniazda, namnożeniu
materiału aby mógł się ulokalnić i wstępnie przystosować.
Oczywiście osoby doświadczone które pasieki standardowe prowadzą
od lat mogą już od pierwszych sezonów nastawionych na PN
realizować wszystkie zalecenia naraz. Nie jest to bułka z masłem
ale przy odrobinie szczęścia pszczelarskiego wszystko jest do
zrobienia.
Jak wszyscy to i ja coś skrobnę… Czas jest dobry w końcu
przestój zimowy przed rozpoczęciem sezonu na pasiekach. Co przyniesie nowy
sezon? Jakie mam plany?
Jak co roku późną jesienią już by się chciało zajrzeć do
ula, podziałać coś na pasiekach a że nie można człowiek zaczyna rozmyślać i
planować co by się chciało zrobić w sezonie z pszczołami. Zawsze wtedy planuje
pewne czynności jakie wykonam na pszczołach. Jak będę dzielił, w którym
kierunku przewoził młode rodziny i czy wszystko uda mi się tak jak chciałem.
Zazwyczaj zakładam duży pesymizm w moich planach więc nie mam wygórowanych norm
które muszę wypracować. Co roku udaj mi się nawet wykonać trochę więcej niż
sobie planowałem. Plany na 2018 dotyczące moich pasiek dalej w sumie się nie
wiele zmieniają od lat poprzednich. Dalej nie zamierzam leczyć pszczół, dalej
zamierzam stosować model ekspansji i to w sumie tyle ze strategicznego
planowania. Otóż w przypadku mojego pszczelarstwa niestety takie prawdziwe
planowanie można dopiero rozpocząć końcem kwietnia i to jeszcze wtedy kiedy
jesteśmy pewni w miarę stabilnej pogody.
Obecna zima jak na razie przypomina bardziej późną jesień. O
mrozie nie można w zasadzie mówić bo to dopiero jakieś pierwsze dni z
przymrozkami rzędu -5 -8 st. C. Prognozy na zimę 2018 takie właśnie były.
Modele prognozowały, że średnie temp. w okresie zimowym będą aż o 2 st. C
większe niż w tym samym okresie odnoszącym się do wielolecia.Tylko „brukowce” internetowe krzyczały o
zimie stulecia. Dlatego patrząc na pogodę i dość spore wskazania temperatury
które są znacznie wyższe niż o te 2 st. pewnie przed nami trochę chłodniejszy
okres zimy aby jednak utrzymać to prognozowane odchylenie zimowe na ten
rok.Pszczołom to chyba nie
przeszkadza…bo pamiętam, że swego czasu
potrafiły być gorsze warunki które miały realny wpływ na spadki pszczół jak
drastyczne wahania temperatury gdzie różnica sięgała nawet 30 st. C. Na tą
chwilę wszystko jakoś przechodzi dość spokojnie bez nagłych skoków
temperaturowych.
Moje pszczoły w zimie muszą przetrwać więc staram się jak
najmniej im w tym zimowym przetrwaniu przeszkadzać ale jak już mnie najdzie i
„coś” każe mi pojechać na pasiekę i sprawdzić czy wszystko ok to zazwyczaj
pukam w ściankę ula i nasłuchuje co do mnie mruczą. Ładne, natężone i
energiczne mruknięcie zawsze dobrze świadczy o rodzinie która znajduje się po
drugiej stronie drewnianej ścianki. Czasami też złamię się i zajrzę gdzieś pod
daszek, tylko delikatnie uchylę i rzucę okiem gdzie znajduje się kłąb. Taki
widok wystarczy mi na długo przynajmniej na okres jednego miesiąca lub dłużej w
zależności od pogody i innych czynników które przez ten czas mogą się jeszcze
wydarzyć.
A więc jak się mają moje pszczoły? Na tą chwile chyba dobrze
a przynajmniej dobrze tam gdzie byłem. Wiem, że na dwóch pasiekach przynajmniej
po jednej rodzince straciłem. Obraz zawsze ten sam o tej porze roku, mało
pszczół, dużo pokarmu czyli koniec listopada, początek grudnia zakończyły
żywot. Nie oszukujmy się, że tylko na takich pojedynczych stratach się to
zakończy… do maja jeszcze ponad 4 miesiące a nie wiemy co przyniesie nam
wiosna…
Jakby nie było na pewno trzeba będzie dalej prowadzić ten
model pasieki. Dałem sobie czas do 2020 roku i zamierzam jeszcze te 3 sezony
wytrwać w danym schemacie działania. Na tą chwilę nie widzę innej możliwości po
tym co doświadczyłem na moich pszczołach. Po ich różnych załamaniach i
powrotach do pełni sił itd. Myślę, że już po tej zimowli będę wiedział na czym
dokładnie stoję. Na jakie pszczoły bardziej warto stawiać przy namnażaniu i na
jakie pasieczyska wywozić większość młodych rodzin do unasienniania. Chcąc mieć
pasiekę samowystarczalną bez leczenia trzeba bazować na sporej ilości rodzin, na
różnej genetyce i na swoich umiejętnościach związanych z podziałem i hodowlą
matek. Bez tego co sezon będziemy narzekać, że coś nam się nie udaje.
Namnażając te pszczoły które przeżyły i unasienniając je w innych pasiekach
gdzie również mamy pszczoły przeżywające, cały czas mieszamy korzystną
genetykę. Dodając do tego zasób uli, zdrowe środowisko ulowe które już od
dłuższego czasu nie było trute nie widzę innego wyjścia jak w końcu zaskoczenie
całego modelu i wytworzenie pewnej równowagi w obrębie posiadanych pasiek.
Patrząc jeszcze na genetykę trzeba pamiętać, że już któryś sezon rozprowadzana
jest tylko z pszczół przeżywających a więc w pewnym sensie stabilizuje się i
coraz bardziej może nie ujednolica ale zmierza w podobnym kierunku. Potwierdza
to sprawa z rójkami którą obserwuje już któryś sezon. Praktycznie wszystkie
rójki które osadzę u siebie na pasiece nie przeżywają zimy mimo, że są najmniej
obciążone warrozą i powinny tryskać zdrowiem. Przeżywają nieliczne można powiedzieć,
że jakieś 5% a moje pszczoły z materiału który przetrwał z sezonu na sezon i
jest dalej namnażany przeżywają znacznie lepiej i lepiej sobie radzą na danej
pasiece. Pokazuje to, że taki model jest słuszny chodź brutalny w swojej
selekcji, jednak promuje tylko i wyłącznie rodziny zdolne oprzeć się patogenom,
wirusom i warrozie w takim stopniu aby zachować odpowiedni poziom odporności. W
tym roku do zimy poszły 3 rójki. Rójki które naprawdę wyglądały zdrowo i były
pełnowartościowe biologicznie. Jedna z nich już zakończyła żywot jesienią, o
dwóch pozostałych jeszcze nic nie wiem ale podejrzewam, że tylko jedna ma
szanse dotrwać do wiosny.Jestem ciekaw
jak będzie wiosną.
Jeszcze o zimowaniu.
Kiedyś chyba z rok temu czytałem gdzieś, już nie pamiętam gdzie, o
różnych złych przyczynach zimowli pszczół i powodach spadków rodzin pszczelich.
Jak to przeczytałem to w głowie miałem listę różnych przyczyn śmierci pszczół w
zimie. Mowa tam była o błędach pszczelarza czyli źle dobrał wielkość gniazda,
źle zakarmił ( za wcześnie, za późno), nie zrobił wentylacji, nie wypoziomował
ula, i jeszcze wiele innych błędów o których nie miałem pojęcia… ale to nie
wszystko do tego dochodzą inne przyczyny zewnętrzne i tak nasze pszczoły mają
przechlapane z powodu: myszy, ryjówek, kun, dzięciołów(różne odmiany),sikorek,
zwierzyny leśnej (sarny, dziki) itp. oraz z własnych powodów takich jak długie
czerwienie, źle rozmieszczony pokarm, słaba odporność na choroby itd. Tak więc
jest cała lista przyczyn złej zimowli pszczół a do tego dochodzi pszczelarz ze
swoją troską i ciągłym instynktem opieki nad pszczołami. Wyłania się z tego
obraz nie do ogarnięcia i człowiek jak to czyta zdaje sobie sprawę że nie chce
w czymś takim uczestniczyć… Czy pszczoła naprawdę nie umie ułożyć pokarmu? Czy
wielkość gniazda i jedna ramką w tą czy w tą decyduje o przeżyciu całej rodziny
pszczelej?Czy grubość ścianek ula
decyduje o zdrowi pszczół? Czy rodzaj wentylacji pomaga czy szkodzi pszczołom?Pytań można by mnożyć w nieskończoność… a
odpowiedzi na nie mielibyśmy drugie tyle.
Ja staram się traktować zimę i decyzje pszczół jako okres
najlepszej selekcji. Skoro we wrześniu i w sierpniu po odebraniu miodu
uzupełniłem im zapasy zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem to uważam, że
zrobiłem wszystko aby dalej mogły same się gospodarować… Nie rozumie całkowicie
ratowania rodzin pszczelich w grudniu i nawet w styczniu z głodu (no rozumiem
ludzi którzy z tego żyją, mają dochodowe pasieki, biznesy pszczelarskie itd.). Chodź
z drugiej strony jeśli ktoś posiada bardzo cenny materiał i nie chce go stracić
prze głupi głód to czemu nie? Ale zaraz jak on może być cenny skoro w grudniu
rodzina jest już głodna? Rok temu straciłem dość starą i cenną matkę z punktu
pasieki TF z głodu … bo była to rodzina która w tym roku żyła by u mnie 5 sezon.
Rodzina ta osypała się z głodu prawdopodobnie końcem grudnia… z pół wiadra
pszczół leżało na dennicy… Wtedy bardzo żałowałem tej straty i myślałem sobie.
Kurczę mogłem zajrzeć w listopadzie i może bym tą rodzinę uratował… Po tym
sezonie wiem, że selekcja musi działać i w tym kierunku bo jakoś jej siostra
potrafiła wygospodarować odpowiednią ilość pokarmu i przetrwać tamtą trudną
zimę i długą wiosnę do pierwszych leśnych, późnych pożytków. Widocznie ta druga
która się osypała z głodu miała jakieś problemy albo zdrowotne albo innego
rodzaju o których nie wiem. Chyba tak działa selekcja?
Czy jest plan B?
Wypadałoby mieć jakiś plan B na całkowitą klapę modelu
gospodarki jaki przyjąłem… tylko na tą chwilę nic sensownego nie potrafię
wymyślić bo uważam, że przy takich pszczołach jakich się dopracowałem cokolwiek
bym nie zrobił i tak będzie podobnie. To znaczy, że tylko pewnie drastyczne
wprowadzenie chemii mogłoby w jakiś sposób polepszyć procentową przeżywalność ale
z drugiej strony mogłoby i pójść w inną stronę bo pszczoły u mnie już całkiem
odzwyczaiły się chemii…i kto wie czy wtedy nie padałyby jak muchy od wprowadzanych
pestycydów… Na szczęście raczej nigdy do tego nie dojdzie bo całkowicie
odrzuciłem wspomaganie akarycydami moich pszczół już dawno. Ot rozważania
teoretyczne i marudzenie… Tak głośno myśląc, jeżeli naprawdę widziałbym brak
stabilizacji przez nadchodzące 2-3 sezony czyli spadki rodzin sięgną co sezon
80% to trzeba by coś zmieniać i dostosowywać… i tu można wymyślać cuda bo
naprawdę jest bardzo dużo rozwiązań innych niż nie leczenia a jeszcze w miarę
łagodnych mieszczących się ramach PN…
O jakich rozwiązaniach piszę…?
Najłagodniejszym rozwiązaniem „chyba” byłoby wspomaganie
pszczelej odporności…? Jak to robić nie wiem dokładnie ale różnego rodzaju
wyciągi ziołowe mogłyby wpłynąć na poprawę odporności pszczół czyli
immunostymulatory i adapotegny które
stosuje się u ludzi mogłyby pomóc i w przypadku pszczół. Piszę czysto
teoretycznie… to wszystko trzeba by sprawdzać w sezonie na parunastu rodzinach
na jednym pasieczysku w grupach testowych i kontrolnych. Ot znowu zaczyna się zabawa
w testowanie różnych rozwiązań. No i tu ziółka pewnie będzie można podawać w
formie syropu w formie oprysków itd. Tylko, że wiąże się to z dodatkową pracą i
kolejnymi czynnościami których od dawna staram się unikać. Do tego wszystkiego
można dodać jeszcze inne wzbogacania syropu o których tylko czytałem takie jak
zakwaszanie kwasem askorbinowym czy octem jabłkowym itd.
Następnym ale już ingerującym w unicestwianie warrozy jest
sposób z cukrem pudrem i pudrowanie pszczół w sezonie. Pewnie trzeba by to
wykonać kilka razy aby w sposób zauważalny pomogło pszczołom. Też nie znam
dokładnie tematu aby móc go zastosować u siebie na pasiece.
Z innych środków to pozostają jakieś łagodne kwasy takie jak
kwas mlekowy, sok z cytryny itp. Jednak jak wszystko inne wymaga to bardzo dużo
czasu którego nie chcę poświęcać na rzeczy co do których ma spore wątpliwości
czy akurat pomogą pszczołom… a ich skuteczność zależy pewnie o odpowiedniego
podania i regularności…
Tak więc można robić wszystko co się chce jeżeli się w to
tylko wierzy. Ja wierzę w mądrość pszczół i przyrody. Wierzę, że po ostatnich
słabych sezonach musi w końcu trafić się sezon dobry i dla pszczół i dla pszczelarza,
wierzę że pszczoły nie będą musiały potrzebować żadnych wspomagaczy na moich
pasiekach….