środa, 14 lutego 2018

Małe pasieki a pszczoły TF


Jesienią opisałem swoje doświadczenia z pszczołami w artykule który ukazał się na stronie Wolnych Pszczół pod tytułem: Metoda Małych Kroków do Pszczelarstwa Naturalnego dla Początkujących. Uważam, że przekazane tam informację również mogą pomóc małym pasieką w prowadzeniu pszczół w stronę pszczelarstwa bez leczenia.

Małe pasieki zazwyczaj są pasiekami początkującymi a więc zaczynającymi swoją przygodę z pszczołami i pszczelarstwem. Najpierw zdefiniuje co mam na myśli pisząc o małej pasiece. Mała pasieka to według mnie ilość rodzin prowadzonych przez pszczelarza w przedziale od 5 do 20 z sezonowymi wahaniami powyżej 20 rodzin ale nie przekraczającymi 30.

Pasieki takie zazwyczaj stacjonują w jednym miejscu a średnia ilość pni waha się od 8 do 12. Niestety ilość rodzin pszczelich w dużym stopniu decyduje o udanym prowadzeniu rodzin z uwzględnieniem zasad pszczelarstwa naturalnego i zwłaszcza na początku ilościowe podejście w okresie przejściowym i stabilizacji ma bardzo duże znaczenie. Można by rozpatrywać przypadki pasieki małej która została stworzona na materiale przeżywającym i funkcjonującym bez leczenia czyli zakupiona odpowiednia ilość pni od pszczelarza TF który pszczół nie leczył od lat. Niestety takie przypadki u nas w kraju nie występują i w dodatku według mnie nawet jeżeliby była taka szansa zakupu ustabilizowanych rodzin pszczelich z całymi ulami i przewiezienie ich na inne miejsce skończyłaby się równie podobnie co z pszczołami zakupionymi od lokalnego pszczelarza komercyjnego czyli nasza zakupiona i przywieziona pasieka musiałaby przejść znany cykl załamania i ozdrowienia. Może ale nie znam osoby która by to sprawdziła ten cykl byłby łagodniejszy, może byłby tylko jeden taki cykl a nie 2-3 jak ma to normalnie miejsce na pszczołach komercyjnych. Tak czy siak nie ma sensu rozpatrywać możliwości przetrwania takiej pasieki a lepiej skupić się na pasiekach które mamy pod ręką i na pszczołach które mamy dostępne. Żeby była jasność każdy będzie musiał na swojej pasiece przejść cykl załamania i ozdrowienia aby dochować się pszczół stabilnych. Kto myśli, że proces ten da się obejść, oszukać, złagodzić za pomocą lepszego odżywiania, wzmacniana odporności ten według mnie się myli i robi sobie i innym kolejne złudne nadzieje. Niestety proces wąskiego gardła, proces selekcji naturalnej jest na tyle bolesny ekonomicznie i może dla niektórych emocjonalnie, że bez własnych założeń wieloletnich uwzględniających poniesione straty nie ma sensu zaczynać działań TF i kończyć ich po 2-3 sezonach na małej ilość pni. Dlatego metoda małych kroczków przygotowuje i pokazuje pszczelarzowi gdzie jest, ponieważ sam pszczelarz może podejmować decyzję czy już w tym sezonie przechodzę do następnego etapu czy może jeszcze potrzebuję więcej doświadczenia i nauki a może jeszcze moje pszczoły nie są na to gotowe.

Opisując pierwsze lata z pszczołami w metodzie małych kroczków zaznaczyłem, że jest to czas nauki, zbierania doświadczenia, obserwacji pszczół i popełniania prostych błędów. Jeżeli ktoś startuje od początku z małą ilością pszczół i próbuje wdrażać pewne schematy i metody radykalnego nie leczenia pszczół bez odpowiedniej wiedzy, bez odpowiedniego doświadczenia i bez odpowiedniej ilości pszczół musi liczyć się z tym, że jego dalsza współpraca z pszczołami będzie przebiegać bardzo ciężko i przyniesie prędzej czy później rozczarowanie z zastosowanej własnej metody chodź chyba też nie ma co zakładać na 100% klęski bo mało oj mało takich prób w praktyce było aby to oceniać.

Otóż możemy to wszystko przedstawić na prostym przykładzie małej pasieki.
Sezon 1 do zimy idzie 7 rodzin pszczelich. Rodziny o różnej genetyce zarówno lokalnej jak i komercyjnej.
Sezon 2 po zimie z 7 rodzin zostaje 3 rodzin w słabej kondycji. Do zimy idzie 5 rodzin.
Sezon 3 po zimie z 5 rodzin zostaje 1 słaba rodzina.
Dokupione 6 nowych rodziny o podobnej genetyce plus rozmnożone 5 rodziny. Razem 12 rodzin do zimy z czego aż 10 rodzin na nowej genetyce dopiero co sprowadzonej na pasiekę a 2 rodziny na genetyce z poprzedniego sezonu która przeżywa.
Sezon 4 Przeżywa 1 rodzina z 12 na genetyce zakupionej w sezonie 3. Znowu zakup pszczół o obcej genetyce z innego środowiska, do zimy idzie ponownie 12 rodzin.

Jak widać z tego przykładu pszczelarz nie dał szans pszczołom przeżywającym. Nie miał możliwości większej rozbudowy swojej pasieki na rodzinie która przeżyła. Nie umiał tego zrobić, nie potrafił wychować matek od rodziny która przeżyła, nie powielił genów rodziny która przeżyła. Nie miał szans na to aby jego pszczoły mogły przejść proces selekcji naturalnej czy wstępnego ulokalnienia ponieważ nie było ciągłości powielanych genów zarówno ze strony ojcowskiej jak i ze strony matecznej. Niestety nie było podstaw aby tak mała pasieka mogła samoistnie dojść do pszczół względnie przystosowanych. Po 2 sezonach ostała się tylko 1 rodzina ale była to rodzina z ilości 12 rodzin czyli przeżywalność po 2 latach wynosiła ponad 8%... Można uznać ten etap za pierwsze wąskie gardło selekcji która tak właśnie działa, zostaje 5-10% rodzin z całości... I tu właśnie zaczyna się cała zabawa. Teraz z tej jednej rodziny trzeba zrobić jak najwięcej powielaczy genetyki. Z tej jednej rodziny przydałoby się przynajmniej 3-5 młodych rodzina ale można to zrobić tylko i wyłącznie na matkach pochodzących z tej rodziny czyli pracować na pszczołach obcych kupionych ale przenieść do nich genetykę przeżywającą tak aby na 12 rodzin które w 3 sezonie idą do zimy przynajmniej 50% a nawet i więcej było na genetyce przeżywającej. Niestety dalej mamy dopływ obcej genetyki, nieprzystosowanej do lokalnych warunków, nieprzystosowanej do gospodarki bez leków itd. Co następuje w 4 sezonie a no następuje kolejne załamanie które, powstaje z winy pszczelarza bo nie namnożył dostatecznie przeżywającej genetyki i w dodatku wprowadził obce geny... Według mnie i nie tylko mnie wprowadzanie co sezon obcej genetyki bez ustabilizowania własnych pasiek mija się z celem i jest raczej zagrożeniem dla dalszej stabilizacji. Tym bardziej jeżeli obca genetyka stanowi ponad 80% całości rodzin w pasiece...

O pszczołach bez leczenia zostało już bardzo dużo napisane. Podstawowe informację znajdują się tekście o „Czterech prostych krokach do poprawienia zdrowia pszczół”. Piszę tam jak byk:
  • Plaster
  • Brak leczenia
  • Hodowla lokalnie przystosowanych pszczół z najlepszych przeżywających pszczół
  • Naturalny pokarm

Hodowla lokalnie przystosowanych pszczół z najlepszych przeżywających pszczół.
W tym zdaniu zawiera się wszystko czego nie zrobiono w powyższym przykładzie. Choćby pozostałe punkty zostały spełnione to bez jakichkolwiek postępów w punkcie o Hodowli nie możemy myśleć o pozytywnych efektach naszej pracy z pszczołami a kolejną sprawą jest to czy będziemy umieli ten punkt o hodowli zastosować u Siebie na małej pasiece. Dlatego jeżeli ktoś zamierza dążyć do pszczół bez leczenia niech zacznie od podstawa czyli niech dostosuje swoje plany pasieczne z w/w czterema punktami... bo później znowu będzie, że niestety „NIE DA SIĘ”

a nie da się zawsze pada wtedy kiedy już wiemy że jesteśmy w czarnej dupie ale nie potrafimy wrócić się do naszych początków i przeanalizować wszystkie nasze działania z pszczołami które nie zawsze zgodne są z tymi czterema prostymi wytycznymi...

Co więc mają robić małe pasieki które chcą mieć stabilne pszczoły TF?

Przede wszystkim należy ogarnąć podstawy pszczelarskie. Należy bezwzględnie zapoznać się z tekstem o czterech krokach. Należy bezwzględnie przeczytać wszystko co jest dostępne o pszczołach bez leczenia, o pszczelarstwie naturalnym itd. Do tego celu posłuży strona „Wolnych Pszczół” plus forum na którym można dopytywać o szczegóły. Przedstawiać swoje plany podejścia do tematu itd.
Oczywiście małe pasieki będą miały trudniej niż duże. Będzie im ciężej rozwinąć pasiekę do poziomu stabilnej pasieki TF i chyba wydaje się pewne, że 3-4 rodziny pszczele które zakupimy z komercyjnego źródła będą raczej kiepskim materiałem wyjściowym na dalsze próby z pszczelarstwem naturalnym. Dla osób które nie mają wyjścia i muszą kupić rodziny ze źródeł komercyjnych proponuje łagodne wchodzenie w temat. Unikałbym i odradzałbym w pierwszym czy kolejnym sezonie puszczania pszczół bez leczenia. Lepiej podejść do tematu racjonalnie i małymi kroczkami przechodzić kolejne etapy. Wprowadzanie 4 kroków do poprawy zdrowia pszczół można rozłożyć na 3-4 sezony. Najlepiej zacząć od najłatwiejszego czyli od oczyszczania gniazda ze starego, przesączonego chemią suszu... z tym i tak zejdzie pewnie ze 2-3 sezony. Można też już w pierwszym sezonie rozpocząć podziały na zakupionych rodzinach. Wybierać do tego celu najłatwiejsze metody. Warto też zostawić pszczołom już od pierwszego sezonu większą część miodu w udziale pokarmu zimowego. Decyzję o nie leczeniu raczej proponuje odłożyć na później i skupić się na oczyszczeniu gniazda, namnożeniu materiału aby mógł się ulokalnić i wstępnie przystosować. Oczywiście osoby doświadczone które pasieki standardowe prowadzą od lat mogą już od pierwszych sezonów nastawionych na PN realizować wszystkie zalecenia naraz. Nie jest to bułka z masłem ale przy odrobinie szczęścia pszczelarskiego wszystko jest do zrobienia.

1 komentarz:

  1. Najlepiej pochłaniać wiedzę gdzie się tylko da. Ale to akurat pewniaki.

    OdpowiedzUsuń