wtorek, 11 kwietnia 2017

Podsumowanie kolejnej zimy TF



Tło
Kto czyta mojego bloga ten wie, że od jakiegoś czasu staram się współpracować z pszczołami tak aby one traciły jak najmniej na tej współpracy. Różnie to wygląda ale myślę, że z czasem może być tylko lepiej. Rok 2017 będzie 3 sezonem nie leczenia pszczół... chodź patrząc na całość czyli bardziej naturalny kierunek to okres ten robi się dłuższy.  Przez te wszystkie sezony wprowadziłem węzę własnej produkcji o komórce 4,9 mm, zmniejszyłem odstępy między osiami plastra do 30 mm, sprowadziłem dużo różnego materiału genetycznego o cechach przydatnych jeżeli chodzi o przeżywalność i zdrowie rodziny pszczelej. Już od dwóch sezonów moje pszczoły mają całkowitą swobodę w odbudowie plastrów. Nie stosuje lekarstw, ziół, wspomagaczy czy suplementów. Staram się zimować pszczoły na dużej domieszce miodu która w tym sezonie stanowiła większy udział niż pokarm cukrowy. Bazuje już teraz tylko na własnych matkach córkach które przetrwały na moich pasiekach w moim terenie. Rok 2015 a raczej zima 2015/2016 pokazały, że nie tylko genetyka się liczy a bardziej powiązanie poszczególnych rodzin pszczelich z okolicznym środowiskiem. Wtedy z ponad 60 rodzin ostało się finalnie 10 czyli przyroda potraktowała moje pasieki dość surowo i sprowadziła na ziemię moje plany na wiecznie zdrowe i miodne pszczoły. Oczywiście gdzie potrafiłem to wyciągnąłem wnioski i pewne aspekty mojej gospodarki pasiecznej poprawiłem, choćby podejście do zimowli które opisałem dokładnie w temacie „Zimowanie”. Mogę tylko dodać, że po tej zimie nie miałem przypadku aby rodzina utknęła gdzieś na dole w korpusie i umarła z głodu mając nad głową dużo jedzenia. Stwierdzam, że wyeliminowałem ten problem u mnie w pasiece.  Unikam porównań pszczół nieleczonych z leczonymi które poddawane są całemu procesowi przyśpieszania, pobudzania i standaryzacji w danej pasiece. Nie ma sensu tego robić bo to całkiem inne pszczoły i całkiem inne priorytety pszczelarskie a jeżeli ktoś myśli, że różnica pomiędzy 5 g tymolu a pszczołami nieleczonymi to żadna różnica czy między ziółkami a pszczołami nieleczonymi to przekona się o tym w pierwszym, góra drugim sezonie kiedy odstawi swój czynnik leczniczy. Wtedy na jesieni po całym sezonie stwierdzi, że miałem rację lub uzna że się „nie da”. 

Miniony sezon czyli rok 2016 nie był zły, był to taki dobry średniak, pożytek prawie ciągły chodź nie intensywny, sporo różnego pyłku, dość ciepły wrzesień i normalna aż dziw jesień która pierwsze chłodne dni pokazała już w październiku oraz całkiem również normalna i dość wcześnie rozpoczęta zima która trwała do 15 lutego 2017 roku. Pszczoły miały dość długą przerwę w czerwieniu w porównaniu z innymi latami. 

Wiosna 2017 która obecnie według mnie jest mało stabilna z różnymi anomaliami temperaturowymi nie wydaje się korzystna dla pszczół w moim regionie chodź, pewnie pszczoły wiedzą lepiej co dla nich jest lepsze. 

                                                                        trochę wiosny


Otóż stan rodzin pszczelich na dzień 10 kwietnia 2017 przedstawia się następująco:

Pasieka P1: Przezimowanie wydawało się dobre bo na 10 zazimowanych rodzin koło 15 lutego obleciało się 9. Dawało to nadzieję na fajną zimowlę. Na tej pasiece było aż 5 obcych rójek oraz 5 rodzin młodych wyprowadzonych z rodzin które przeżyły już jeden pełny sezon bez leczenia. Pasieka ta zimowała w największym % na miodzie. Ostatecznie po dość niekorzystnym marcu stan rodzin skurczył się do połowy czyli ostało się 5 rodzin w różnej sile.

B1(F) – rodzina z projektu fort knox. Przywieziona od Bartka chyba początkiem lipca w dość słabej sile i z potężnym porażeniem warrozą. Nie mogłem patrzeć na taką miernotę i zasiliłem ją chyba dwiema ramkami z miodem wraz z obsiadającymi je pszczołami. Przez dwa miesiące czyli lipiec i sierpień, rozwijała się dość stabilnie bez fajerwerków. Kiedy początkiem września zrobiłem na niej test CO2 na obecność warrozy byłem w szoku… Spodziewałem się znaleźć bardzo dużo roztocza z racji jej początkowego stanu gdzie gołym okiem było widać na co drugiej pszczole samice V. Pierwszy test wykazał 1,5 V. na 100 pszczół. Drugi test z kolejną porcją pszczół czyli około 300 robotnic wykazał 1 V. na 100 pszczół. Wyniki tylko mnie ucieszyła i rodzinka poszła do zimy w średniej sile. Na tą chwilę na tej pasiece jest najsilniejsza i bardzo ładnie się rozwija. Obsiada 7-8 ramek.

L1/3 – jedna z córek po matce L1(F) z projektu. Przezimowała w średniej sile i od oblotu dość mocno osłabła. Obecnie stabilnie się rozwija. Obsiada nie więcej jak 3-4 ramki.

70/1 – jedyna córka po matce 70. Stara matka z 2015 roku niestety nie dotrwała wiosny. Cieszy mnie zatem to, że linia trwa dalej w postaci rodzinki z jej córką. Rodzinka również malutka, obsiadają 2-3 ramki, stabilne loty po pyłek i wodę. 

A6 - pierwsza rójka w mojej pasiece. Jest to rójka która sama się naleciała na z piętrowane uliki weselne. Na jesieni miałem z nią mały incydent. Dwa razy dostała dawkę około 3 l syropu w stosunku 1:1 ale dopiero za drugim razem odkryłem, że podkarmiaczka była pęknięta i z jednej komory syrop wylewał się do ula i przez siatkę pod ul na trawę. Mimo to nie była rabowana i przeżyła. Rodzinka również malutka, obsiada 3-4 ramki. Loty stabilne.

C6 - kolejna rójka która przeżyła. Nie znam dokładnie jej pochodzenia i skąd była przywieziona. Na pewno złapana gdzieś w mieście. Rodzinka również malutka, obsiada 3-4 ramki. Loty stabilne.

Pasieka P2:  Na tej pasiece do zimy szło najwięcej rodzin. Było to 15 rodzin z czego przed zimą jedna rójka została połączona bo okazało się, że nie ma czerwiącej matki. Po pierwszym oblocie na pasiece było 9 rodzin. Jednak do teraz przetrwało 5 rodzin.

Mac2 – jedna z córek po oryginale z Macedonii. Dość dobrze wyglądała po pierwszym oblocie jednak z czasem traciła sporo pszczoły. Obecnie dość w słabej kondycji na 2-3 ramkach.

Mac5- kolejna i ostatnia z córek które przeżyły po wyjściowej matce Mac. Również w dość słabej kondycji na 2-3 ramkach. Ich matka nie przeżyła zimy, padła w drugiej połowie marca. Córki-siostry padły również na przedwiośniu. 

3 – ta rodzinka rozpoczyna trzeci sezon u mnie na tej pasiece. Jest najstarsza ale stabilnie się rozwija. Potomkini pszczół „przedwojennych”. Jej jedyna córka nie przetrwała zimowli. Rodzinka obsiada 4-5 ramek.

Sz(F) – rodzina od Szymona w ramach forty knox. Początkowo po oblocie najsilniejsza na pasiece. Bardzo dużo pszczoły, intensywne loty po pyłek. Fajnie się zapowiadała. Obecnie znacznie osłabła i balansuje na granicy przetrwania. Czekam na to, że wywinie się kłopotów. Widać, że ubyło jej sporo pszczoły ale matka czerwi i młoda pszczoła się wygryza. Może uda się jej wyjść na prostą. Obsiada 2-3 ramki. 

G6 – rójka którą wyciągnąłem z komina w sąsiedztwie mojej pasieki a więc lokalne pszczoły… Przeżyła chodź jesienią dawałem jej 50% szans ponieważ słabo pobierała pokarm i była dość mała. Obecnie obsiada 2-3 ramki. 

Pasieka P3: Na tej pasiece do zimy poszło 11 rodzin. Jedna rodzina już jesienią się osypała z racji braku matki który trwał od końca lipca. Liczyłem, że dadzą radę wychować swoją nową królową. Po pierwszym oblocie, który na tej pasiece był dość liczny stwierdziłem 9 rodzin które przezimowały w dobrej kondycji. Pszczelarz komercyjny byłby zadowolony z takiego przezimowania tych rodzin w moim terenie. Obecnie na pasiece zostało 7 rodzin. Dwie rodziny zostały przekazane kolegom ze stowarzyszenia WP czyli suma przezimowanych rodzin to 9. 

16/3- młoda rodzinka, córka po matce 16. Dość fajnie przezimowały i ładnie idą w siłę. Dobrze wyglądają i na tą chwilę obsiadają 5-6 ramek. 

16/2 – siostra rodziny powyżej. Również ładnie przezimowała i stabilnie się rozwijała. Została przekazana Bartkowi bo stanowi dobrą genetykę. Wszystkie jej siostry jak i rodzina wyjściowa z matką 16 przezimowały w dobrej kondycji. 

Car1- jest to macierzak po mojej już byłej weterance Car. Lubię te pszczoły i chciałem aby chodź jedna rodzinka się po nich ostała. Liczyłem na staruszkę Car ale niestety jak większość padniętych rodzin zabrakło jej zapsów i padła z głodu. Ta młoda córka Car1 zachowuje się tak samo jak rodzina wyjściowa, idzie w siłę i widać że jest zdrowa. Na tą chwilę obsiada 5-6 ramek 

Car2- siostra rodzinki powyżej. Przezimowała dobrze chodź jest trochę słabsza niż siostra. Na tą chwilę obsiada 3-4 ramki i ładnie się rozwija. Ma dość spore własne zapasy. 

4/1- córka wywodząca się z linii 4 po pszczołach przedwojennych. Również w dobrej kondycji. Obsiadała 4-5 ramek. Została przekazana Mariuszowi do dalszego namnażania u niego w pasiece.

5/1- córka wywodząca się z linii 5 również po pszczołach przedwojennych. Przeżyła w dość fajnej i sporej sile w porównaniu z większością rodzin. Obsiada 7-8 ramek i ładnie zasuwa na pożytki.

H6 – rójka przedwojenna, bardzo dobra kondycja, nie widać oznak osłabienia, ładnie gospodaruje zapasami. W tej chwili na 6-7 ramkach

I6- również rójka przedwojenna, kondycja podobna jak u poprzedniczki, rozwój bez zastrzeżeń.  W tej chwili na 6-7 ramkach. Widać, że idzie w siłę nie tracąc starej pszczoły. 

J6- rójka złapana w mieście. Nie znam dokładnego pochodzenia ale również ładnie się prezentuje jak wszystkie rodziny na tej pasiece.

Pasieka P4: Pasieka leśna, późno zaczyna i szybko kończy. Na tej pasiece do zimy poszło 9 rodzin. Przy pierwszej wizycie końcem lutego stwierdziłem 7 rodzin które przezimowały. Wgląd pod daszek potwierdził, że rodzinki mają się całkiem dobrze. Dwie rodziny nie przezimowały. Moja staruszka L1 po której pociągnąłem sporo młodych matek umarła z głodu. Bardzo duża ilość pszczół powbijana w plastry tworząca zwarty kłąb na 6 ramkach… musiały paść w środku zimy… Druga rodzina to 4 również starsza rodzinka. Niestety zbyt mała ilość pszczół nie potrafiąca się ogrzać. Kłąbik na 1-2 ramkach…

L2(F)- najstarsza pszczoła w pasiece. Rodzina swój początek ma w 2014 roku. Jest to siostra L1 która również długo żyła u mnie na pasiece i w dodatku przejawiała wszystkie pożądane cechy komercyjne takie jak miodność, łagodność, nie rojliwość. L2 również zachowuje się podobnie. Rodzina zgłoszona do fortu. Liczę na nią w tym sezonie i jak największe podziały. Obecnie obsiadają 8-9 ramek i są najsilniejsze na tej pasiece. Moja ulubiona rodzina.  

L2/1- jedyna córka z linii L2. Przez cały sezon szły z przygodami i do zimowli i poszły raczej jako słabe. Zimę przezimowały bardzo dobrze. Tyle pszczół ile było jesienią, tyle samo zostało do wiosny. Obecnie obsiadają 4-5 ramek i ładnie się rozwijają 

L1/1 – córka po L1. Rodzinka raczej słabsza przez cały sezon i na wiosnę obecnie też w dość słabej ale stabilnej kondycji. Widać, że chodź jest mało pszczół to wyglądają zdrowo. Rodzinka obsiada 2-3 ramki i powolutku się rozwija.

L1/2 – macierzak L1 z młodą matką-córką. Dobra siłą, matka czekała bardzo długo z czerwieniem. Ruszyła z intensywnym kładzeniem jaj dopiero jak w przyrodzie pojawił się pyłek i nektar z wierzb aby więcej takich rodzin w pasiece. Na tą chwilę obsiadają 5-6 ramek i bardzo ładnie pracują. Klon rodzicielki L1

16- ta rodzinka brała  udział w projekcie smartbees i jako nieliczna dotrwała do dzisiaj. Oprócz niej są to jeszcze 3 i 5. Ma dobrą genetykę bo jej córki również przetrwały zimowlę. Aby ten sezon okazał się dla niej bardzo dobry. Ostrożnie zaczyna sezon ale jak zgromadzi świeży pyłek i nektar wybucha z rozwojem. Jest to raczej typowy średniak na którego zawsze można liczyć. Na tą chwilę obsiadają 4-5 ramek.

16/1 – macierzak 16 z młodą matką. Kopia, klon matki wyjściowej. To samo zachowanie pszczół, taki sam układa gniazda. Dobre czerwienie i również stabilny rozwój. Na tą chwilę obsiadają 5-6 ramek

5- staruszka po pszczołach przedwojennych. Chyba jedyna z pierwszego rzutu tych pszczół u mnie w pasiece. Warto było sprowadzić taką genetykę i takie pszczoły bo widać, że znaczny udział tych pszczół dalej przeżywa i wzbogaca pozostałe. Rodzinka stabilna o dużym instynkcie obronnym. Na tą chwilę obsiada 4-5 ramek. 

 mój standard wiosenny

Zestawienie
Całościowo ze wszystkich pasiek przeżyło 27 rodzin. Stan rodzin jesienią 46. Daje to przeżywalność na poziomie 58%
Poszczególne pasieki przeżywalność:
P1: 50%
P2: 33%
P3: 81%
P4: 77% 

Jak widać warto mieć pasieki w różnych miejscach w różnym terenie aby minimalizować straty rodzin pszczelich i zwiększać przeżywalność.  Ogólnie lepiej zdecydowanie wypadły pasieki typowo leśne gdzie pszczoły cały rok mają dostęp do różnych pożytków w tym obfitej spadzi która stanowi duży procent w zimowli… 

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

Poszczególne rodziny czyli różna genetyka różnie reaguje:
- Mac i jej córki a było ich w sumie 7 czyli 6 córek i rodzina mateczna. Zostały się tylko dwie córki w dość słabej kondycji. Nie mniej jednak coś przetrwało i może dalej w kolejnym ulokalnieniu będzie wyglądać to lepiej.
-16 i jej córki a było ich w sumie 4 czyli 3 córki i rodzina mateczna. Przetrwały wszystkie na dwóch różnych pasieczyskach. Wygląda na to, że te pszczoły kumają o co chodzi na moim terenie.
-L1-L2 – siostry staruszki których razem było dość sporo czyli 8 z tego 6 córek i 2 rodziny mateczne. Przetrwało 5 rodzin a więc większość co również daje podstawy do stwierdzenia, że te pszczoły sobie radzą, zwłaszcza biorąc pod uwagę długość życia rodzin matecznych.
- B1- rodzinka od Bartka której nie dawałem szans na przezimowanie a mimo to przezimowała i ma się teraz najlepiej na danej pasiece. Warto zwrócić uwagę, że u Bartka sito selekcyjne było w tym roku bezlitosne więc ta rodzina również może okazać się cenna dla całego fortu.
- Rójki- Na 11 rójek przetrwało 6 z czego 3 dość stabilne a 3 bardzo słabe. To również pokazuje, że rójka która wychodzi w danym sezonie bez obciążeń w postaci roztoczy nie jest czasami zdolna do prawidłowego przezimowania.
- Pszczoły przedwojenne- ta genetyka chodź czasami słabnąca również stanowi pewien udział w pasiece. Co prawda jest to na tą chwilę około 20% rodzin to jednak taka ilość gwarantuje stały dopływ dzikich genów. 

Na tą chwilę przedstawiam dane dotyczące rodzin które przetrwały. Jestem na etapie przetwarzania danych ze skrzydełek pszczelich aby każdej rodzinie przypasować odpowiednią dla niej rasę lub przybliżoną w zależności co wyjdzie w programie. Z każdej rodziny pobieram po 10-15 pszczół robotnic i analizuje ich przynależność rasową programem identifly. 

Wnioski:
Zacznę od wniosków dotyczących zimowli. 40% rodzin niestety nie dało rady dotrwać do kwietniowych pożytków. Sporo rodzin z tego procentu dotrwało do pierwszego oblotu w lutym ale chłody i dość zmienna pogoda nie pozwoliły dalej im trwać. Oczywiście pogoda nie jest tu winna a kondycja pszczół które były osłabione lub ciągnęły na oparach. Ta zimowla poraziła mnie brakiem pokarmu w wielu rodzinach. Tylko jedna rodzin ze spadłych miała oznaki wypszczelenia jesiennego czyli garstka pszczół z matką na jednym plastrze. Reszta rodzin poległa z głodu, pszczoły powbijane w komórki plastrów, zastygnięte na plastrze z dużą ilością pszczół na dennicy…  Przyczyn takiego stanu może być co najmniej kilka. Mam na tą chwilę kilka teorii na poczekaniu ale czy prawdziwe to nie wiem. Na jesieni tak jak pisałem zimowałem pszczoły głównie na miodzie czyli w granicach 60-80% pokarmu zimowego to był miód. Wyrywkowe kontrole rodzin i już jakiś własny pogląd na ilościowy zapas dawały mi obraz dobrze zakarmionych rodzin obłożonych w pokarm w przedziale 13-15 kg w zależności od rodziny. Przypuszczam, że pszczoły zimujące na miodzie potrzebują tego miodu stosunkowo więcej niż zimujące na syropie cukrowym. Obstawiam, że można to rozłożyć w takim stosunku zimowla na cukrze 15 kg/ na miodzie 20 kg. Oczywiście nie wiem czy mam racje ale tak mi się wydaje. Wiem doskonale, że rodziny które padły z głodu to również jakiś proces selekcyjny ale na tą chwilę wolałbym uniknąć takiej formy selekcji  zwłaszcza, że innych presji jest mnogo. Rok temu rozmyślałem jak poprawić ułożenia gniazda do zimy a raczej jak poprawić brak ułożenia czyli jak nie mieszać pszczołom. Według mnie udało mi się to zrobić tak jak należy. Na ten sezon chce rozwiązać kwestię oszacowania każdej rodziny pszczelej w pokarm aby nie tracić rodzin z głodu. Mam już dość prosty i tani pomysł bez zbędnej mechanizacji. 

Co mnie czeka?
Podziały czyli model ekspansji stosowany w poprzednim sezonie. Obawiam się siły i kondycji rodzin nieleczonych ale skoro rok temu dałem radę to może i ten również jakoś pokonamy z dużym naddatkiem rodzin. Dzielenia czeka mnie sporo z racji zobowiązań fortowych jak i innych pomocowych spraw członków stowarzyszenia. Aby pożytek dopisywał. Mam również jeszcze kilka swoich małych projektów jak uruchomienia pasieki na kłodach-dziuplankach własnej roboty, uruchomieniu pasieki ze starymi dadantami które odstawiłem w kąt. Rozstawieniu skrzynek na zbłądzone roje itd.
Początkiem sezonu udało mi się pozyskać dwa całkiem nowe miejsca w najbliższej okolicy za to w pięknym leśnym terenie. Te dwa nowe miejsca będą się po części zazębiać z moim starymi, w sensie loty trutni spokojnie powinny sięgać z pasieki do pasieki. Powoli powstaje fajna siatka pasiek a jest ich już 7 co również mnie cieszy ze względów na całkowitą wolność w zabudowie trutowej w moich rodzinach… Aby bilans pszczół nieleczonych ciągle się powiększał a z roku na rok powinno być lepiej chodź, podobno czekają mnie jeszcze ze 2 duże załamania? Jak je przejdę dam znać… czy było warto. 


nowe pasieczysko czeka na zagospodarowanie



środa, 22 lutego 2017

Nadzieje sezonu 2017




Widać zmiany w przyrodzie, przynajmniej śnieg się topi bo nocami temperatury zazwyczaj w ostatnich dniach są powyżej 0 st. C. Zima prawdopodobnie już nie wróci bo zgodnie ze staropolskim przysłowiem „Gdy w lutym do połowy zima się wysili, to na koniec miesiąca już się nie wychyli.” i oby tak było. W tym roku zima była normalna czyli i mroźna i śnieżna. W moim regionie zaczęła się końcem listopada gdzie temperatury spadły poniżej zera i pojawił się pierwszy śnieg. Pszczoły które przeżyły obleciały się dokładnie 15 lutego. Oczywiście nie na wszystkich pasiekach i podejrzewam, że taki pełny oblot zrobiła tylko jedna pasieka, w dość dobrze doświetlonym i zacisznym miejscu. No cóż na koniec miesiąca zapowiadają już dość wysokie temp. bo prognozują nawet 8 st. C oraz słońce. Przy braku pokrywy śnieżnej otoczenie szybko się nagrzeje i w słońcu z pewnością będzie powyżej 15 st. C. 

Jak się mają pszczoły bez leczenia?

Pszczoły bez leczenia mają się różnie, zdążyłem już to zauważyć, że kondycja poszczególnych rodzin bywa naprawdę bardzo różna mimo podobnego stanu wyjściowego i umiarkowanej siły na jesieni. Widocznie każda rodzina z innym genotypem reaguje na różne presje w inny sposób. Na tą chwilę nie udało mi się zrobić wglądu do żadnej żywej rodziny. Nie wiem w jakim konkretnie są stanie. Oceniam je wizualnie po wielkości kłębu, po zachowaniu pszczół, po czystości w gnieździe itd. Pewnie pierwszy cieplejszy dzień pozwalający na wgląd do gniazda trafi się w pierwszej dekadzie marca. Za to sprawdziłem trzy rodziny które nie przetrwały tej zimowli. Na pierwszy rzut oka widać braki pokarmowe. Sprawdzenie rodzin które nie dały rady przeżyć pozwala ocenić szanse pozostałych bo jeśli danej rodzinie na tym samym pasieczysku brakło pokarmu i osypała się z głodu to możemy domniemywać, że pozostałe też mają mało zapasów lub jadą na oparach. Oczywiście dzięki temu każdą żywą rodzinkę wizualnie od góry sprawdziłem pod kątem ilości zapasów. Te które miały bardzo mało lub wchodziły w głód dostały nad głowę ramkę zasklepionego pokarmu. Dziwna sprawa bo na jesieni wyrywkowe sprawdzenie pokarmu potwierdziło odpowiedni zapas jedzenia w gnieździe (13-15 kg). Powodów takiego stanu znalazłby pewnie kilka ale szczerze nie chce mi sią nad tym zastanawiać bo ważne jest to co żyje. Można wyciągnąć z tego jakąś naukę czyli na jesieni przejrzeć wszystkie rodziny co do odpowiedniej ilości zapasów albo poważyć ule co wydaje się dość proste do przeprowadzenia i da nam spokojną głowę, że ilość zapasów jest ok a co z nimi zrobią pszczoły to już ich wola. Przecież nikt matką pszczelim nie każe czerwić do grudnia… !

O nadziejach.

Mam dziwne przeczucie, że sezon 2017 będzie decydującym jeśli chodzi o przetrwanie rodzin bez leczenia. Trzeba nastawić się na konkretne podziały czyli model ekspansji pełną gębą. Nadzieje daje to, że po dość mroźnej zimie sezon może okaże się łaskawy jeśli chodzi o pożytki i o pogodę dla młodych matek do unasienniania. Poprzedni sezon jeśli chodzi o hodowlę matek wspominam jako chyba najgorszy w historii. Matki nie chciały się hodować!                                                                 Na tą chwilę z pobieżnych wglądów do rodzin pszczelich żyje na pasiekach 34 rodziny. Jesienią w listopadzie było ich 45 a więc od listopada do końca lutego ubyło 11 rodzin. Jest to dość dobry wynik i daje duże nadzieje na nadchodzący sezon. Obawiam się nadchodzącego sezonu z kilku powodów. W poprzednim sezonie miałem do dyspozycji potężny arsenał ramek z suszem, ramek pustych, korpusów, dennic, daszków, ogromne ilości pokarmu i sporo szczęścia. W tym sezonie mogę utknąć logistycznie czyli braknie mi podstawowych elementów takich jak ramki, skrzynki odkładowe oraz nie mam prawie wcale ramek z pokarmem które dla młodych rodzin są zbawienne na samym początku. Liczę za to na udany sezon i dopływ pokarmu w każdym miesiącu od połowy marca do końca września. Obawiam się również słabego rozwoju i tzw. „stania w miejscu” większości rodzin. Jeżeli ta słabsza część nie będzie większa niż połowa rodzin to powinno być dobrze i podziały zostaną przeprowadzone dość sprawnie. Na tą chwilę nie mam jeszcze konkretnego planu przeprowadzenia podziałów ale prawdopodobnie zastosuje metodę którą przetrenowałem w poprzednim sezonie. Będę zostawiał ramkę z czerwiem i starą matką na starym miejscu a resztę rodziny przestawiał w inne miejsce aby lotna pszczoła naleciała się na czerwiącą matkę. Następnie po 9 dniach reszta rodziny zostanie podzielona na kilka odkładów z matecznikami które same sobie odciągnęły… Oczywiście pociągnę też kilka serii matek hodowlanych dla podtrzymania umiejętności przekładania larw i zapewnienia sobie rezerwy matek w razie nie powodzeń a wiem, że niepowodzenia w unasiennianiu będą zawsze.

Te co padły

Dokładnie jeszcze nie wiem które konkretnie rodziny padły ale z pamięci oceniam, że około połowy rójek z 2016 roku niestety nie dotrwało lutego. To jest dopiero porażka całego pszczelarstwa aby rójki które w danym roku w maju wychodziły z ula i osiadały na nowym gnieździe odbudowanym praktycznie na dziko nie dawały rady przetrwać 10 miesięcy? Ktoś powie, że nie ma nic zdrowszego niż rójka i ma rację, jednak nie każda rójka będzie mogła przeżyć bez leczenia tak samo jak i nie każda pszczoła przeżyje bez leczenia jednego pełnego sezonu. No cóż będę powtarzał to bez końca to tylko świadczy o tym jak słabe mamy pszczoły.

wtorek, 17 stycznia 2017

O pszczołach bez leczenia



Mam wrażenie, że temat pszczół bez leczenia nigdy nie zostanie wyczerpany, a cały czas wymaga dokładnego wyjaśniania i określania pewnych dość oczywistych i prostych zasad… Te zasady mimo, że opisane już wielokrotnie w różnych artykułach przez ostatnie dwa lata za pośrednictwem Wolnych Pszczół dalej dla niektórych wydają się ideologiczną propagandą o masakrowaniu pszczół… 

No cóż, nie wypada nic innego robić jak zacząć kolejny raz opisywać wszystko od początku i przedstawić swój punkt widzenia i swoje priorytety, które wbrew pozorom nie są wrogie dla innych pszczelarzy a mogą, i im w pewnych sprawach pszczelarskich pomóc lub zachęcić do własnych prób. No bo cóż my pszczelarze możemy więcej wiedzieć niż wiedzą same pszczoły. Naprawdę… obserwując naturalne zachowania pszczół, w ich nie skrępowanych gniazdach gdzie mogą budować jak chcą i nie muszą się martwić, że zostaną wyrabowane, i na zimę poukładane według pszczelarza można dopatrzeć się genialnych, zaplanowanych i całościowych ruchów…

Zacznijmy od najważniejszego czyli od pszczół…

Na pierwszym miejscu muszą stać pszczoły, nie pszczelarz, nie system gospodarki, nie pozyskiwane ilości miodu i innych produktów, tylko rodzina pszczelarza jako całościowy organizm który dąży do przetrwania… 

Kiedy odrzucimy ekonomię czyli priorytet zarabiania na pszczołach zrozumiemy proste zasady jakim rządzą się prawa przyrody i selekcja naturalna. Bez przyjęcia strat i odrzucenia dochodu na początkowym etapie nie będziemy w stanie pomyśleć o pszczołach inaczej niż dotychczas. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ, pszczelarze prawie zawsze chcą miodu tylko dla siebie i rodziny ale później pewne nadwyżki warto byłoby sprzedać a za zarobione pieniądze poczynić inwestycję i rozbudować pasiekę… Wszystkie te działania są jak najbardziej w porządku i w większości przypadków robiłem i robię podobnie. Jednak wszystkie te działania sprowadzają się do czynnika ekonomicznego i zbilansowania pasieki w przeciągu 1-2 sezonów. Prawie nikt nie myśli o długofalowym planie dla własnej pasieki a już naprawdę mało osób pozwoli sobie założyć w planie jeśli go mają, okresy z dużymi stratami w pszczołach i poniesionymi przez to kosztami. Takich rzeczy nigdy się przecież nie zakłada bo i po co? Pszczoły umierają leczone i umierają  nieleczone… Co jakiś czas nawet pszczoły skrupulatnie leczone zaliczają duże straty na pasiekach… kwestia tylko czasu i napiętrzenia się problemów. Mimo dużych strat i tak nic pozytywnego z tego nie wynika, ponieważ pszczelarze zazwyczaj przykładają się jeszcze bardziej do leczenia czyli kupują nowe leki, sięgają po mocniejsze środki itd. Prawie zawsze kupują nowe pszczoły, nowe lepsze matki repredukcyjne. Ponieważ okazuje się, że te co mieli do tej pory nie były dobre na ich terenie i dlatego padały jak muchy… Prawie nikt nie zastanowi się aby z tych pszczół które przeżyły wybrać kilka rodzin i rozmnożyć je na własnych matkach. Może znajdą się rodziny które żyją dłużej niż jeden sezon…? Pszczelarze piszą, że u nich rodziny żyją i żyją tak długą jak pszczelarz chce… ale zapominają dodać, że co roku lub góra co dwa lata każda rodzina ma wymienioną matkę na nową pochodzącą od lepszych pszczół czyli od nowej Rep. Niestety jest to selekcja na nieprzystosowanie…  

Wracając do prostych sprawa. Pszczoły potrzebują czystego wosku w swoim gnieździe. Gdzie znajdziemy czystszy wosk niż naturalnie zbudowany plaster przez rodzinę pszczela? Nie ma innego czystszego wosku niż wosk który pszczoły same wyprodukowały. Można przyjąć zamknięty obieg wosku u siebie w pasiece i przerabiać go na węzę lub paski węzy tak aby pszczoły mogły też część komórek stworzyć według własnego wzoru i potrzeby w danym momencie… Nie spotkałem się jeszcze z badaniem dotyczącym roli poszczególnych pszczół wygryzionych z różnej wielkości komórek w rodzinie pszczelej, a może każda jedna pszczółka która tworzy kolonię pszczelą i wygryzła się z komórki o różnej wielkości ma też różne zadania do wykonania w ulu… Czy ktoś to kiedyś badał i obserwował? Na tą chwile wiadomo tylko tyle, że komórka 5,4 mm nie jest wiodącą komórką budowaną na pszczoły robotnice a została sztucznie wprowadzona do pszczelarstwa w celach czysto ekonomicznych. Więcej na ten temat piszę tutaj: "O tym jak chciano powiększyć pszczołę" Wiadomo również, że komórka 4,9 mm i wygryzające się z niej pszczoły mają zwiększone instynkty higieniczne… Co z resztą wielkości komórek? Jakie zadania będą miały pszczoły wygryzione z komórek 4,7-4,8 mm bo i takie się zdarzają? Jakie zadanie będą mieć pszczoły wygryzione z komórek 5,0-5,2 mm? Różnorodność komórkowa w naturalnie budowanym plastrze pszczelim nie jest według mnie przypadkowa a pszczoły w danym momencie, okresie budują takie komórki jakich najwięcej potrzebują. Potwierdza to prosty przykład budowania komórek trutowych w okresie dojrzałości biologicznej rodziny pszczelej. Młode pszczoły wygryzione w czystym plastrze bez pozostałości chemicznej będą zdrowsze, będą dłużej żyć i lepiej opiekować się następnym pokoleniem pszczół. Jest to tak proste że nie da się tego inaczej rozpatrywać a kto twierdzi, że węza kupiona w sklepie nie ma najmniejszego znaczenia to srogo się myli… 

Często słyszę, że przecież pszczoły przeżyją bez leczenia 2-3 sezony bez specjalnych zabiegów a na następny sezon padną… Może dawniej tak było ale spróbuj zrobić to teraz, w tej chwili… Na wiosnę po oblocie wytypuj 5-10-15-20 rodzin i zostaw je bez leczenia w takim stanie w jakim do tej pory bytowały… traktuj je tak jak wszystkie inne rodzin w pasiece, możesz nawet wywieźć je na inne pasieczysko a jesienią tego samego roku daj znać co u nich słychać a jeśli przeżyją to podziel się o tym fakcie na wiosnę, jak się mają i czy te 2-3 sezony dalej są takie proste i oczywiste… Otóż okazuje się, że nie jest to takie łatwe a już często 6 miesięcy licząc od wiosennego oblotu bez leków jest dla takich rodzin nie do przeskoczenia… Wtedy winą obarcza się wszystko do około włącznie ze środowiskiem w którym żyją i uznaje się, że jest to rzecz niemożliwa do przeprowadzenia. Wystarczy sobie zadać wtedy proste pytanie czy dałem pszczołom szanse na przeżycie? 

Czy zapewniłem im czysty wosk? Czy pozwoliłem im na budowanie własnych plastrów? Czy ul w którym bytowały od lat nie był traktowany chemią przez wcześniejsze sezony? Czy pszczoły w tym ulu chodź ze dwa sezony miały szansę na zapoznanie się z okolicą i zetknięcie się z miejscowymi patogenami? Czy pszczoły zdążyły poznać miejscową bazę pożytkową? Czy miały szanse zimować na miodzie w którym była spadź? Czy matki zdążyły przekrzyżować się lokalnie z wolnego lotu?... a to tylko cześć pytań… 

Jeżeli na któreś z tych pytań nie będę znał odpowiedzi lub będzie to odpowiedź negatywna to mogę być pewny, że większość pszczół padnie do zimy a kolejne padną w trakcie zimowli. Jest jednak nadzieja, o ile nie obleci mnie strach, żal, rozgoryczenie i nie stchórzę…  w postanowieniu nie leczenia pszczół, że na wiosnę z tych które przeżyły będę mógł rozmnożyć pasiekę do pierwotnego stanu a co najważniejsze z pszczół które nie miały zapewnionych sprzyjających warunków wyprowadzę silniejsze, zahartowane pszczoły obeznane z okolicą, patogenami i prawdopodobnie posiadające umiejętności przydatne na danym terenie… Wtedy docenię proste i logiczne powiązania i inaczej spojrzę na pszczoły które posiadam we własnych ulach. 

Śmierć rodziny nie oznacza końca życia… w takim ulu pozostaje jeszcze masa innych stworzeń które również składają się na całość ekosystemu ulowego. Mało o tym wiemy ale z pewnością mogę stwierdzić, że wprowadzanie do ula obcej substancji zaburza, zabija i niszczy życie ulowe na różnych poziomach i na długo pozostawia negatywny ślad.  Przyroda nie pozwala na pustkę i śmierć jednych jest początkiem kolejnych. Oczywiście pszczelarzom zależy tylko i wyłącznie na przeżywaniu pszczół obojętnie jakich… promują słabe, sztuczne, nie przystosowane geny ciągłą pomocą i ratowaniem rodzin pszczeli które powinny umrzeć nie przekazując dalej swoich genów. Przy okazji umierania rodzin pszczelich, nie doszukujmy się jakiegoś klucza, czy zależności i powiązań. Zazwyczaj umierają te które nie potrafią na danym terenie „po uwolnieniu” (patrz pytania) sprostać otaczającym je zagrożeniom a mogą to być patogeny, wirusy, nadmierne ilości warrozy i różnego rodzaju inne przyczyny o których nie mamy bladego pojęcia. Jeżeli chcemy rzetelnie mówić o pszczołach bez leczenia to jak inaczej to sprawdzić niż poprzez zaprzestanie leczenia? Jest inny sposób? Warto wtedy uświadomić sobie fakt umierania i przeżywania tych które albo się nadają albo miały szczęście a nasze działania nie pogorszyły ich stanu. To nam zapewnia zazwyczaj pierwszy i drugi sezon… Każdy kolejny sezon i liczba rodzin które przeżyły będzie nam pokazywał czy się da czy się nie da na zasadach w których pszczoły żyją na czystych, własnej budowy plastrach. Bytują na danym terenie już któryś sezon. Matki unasienniają się lokalnie i żyją tak długo jak zdecydują o tym pszczoły i inne okoliczności a pszczelarz nie będzie miał na to wpływu. Reguły są proste. Pozwolić pszczołom na własne decyzje, pozwolić pszczołom na naturalne instynkty w tym podstawowy instynkt rozmnażania się aby przetrwać. Oczywiście można dopasowywać to co już wiemy i umiemy robić przy pszczołach w normalnej gospodarce pasiecznej. Przecież odpowiedni podział rodziny możemy przeprowadzić w okresie naturalnego pędu do rójki. Możemy wtedy wykonać odkład, pakiet i cokolwiek sobie wymyślimy z rodziną pszczelą w taki sposób aby odniosła wrażenie, że część roju opuściła stare miejsce i dokonał się naturalny podział.

Często podejmowana jest dyskusja na temat współistnienia Pszczół i Warrozy. Otóż przykładów na takie współistnienie w świecie jest już dość sporo a liczba pszczelarzy którzy nie leczą ciągle rośnie. Zarzuty dotyczące poszukiwania pszczoły idealnej, doskonałej są formułowane albo złośliwie albo z braku zrozumienia  czy niewiedzy na temat pszczelarstwa naturalnego czy bez leczenia. Otóż nikt nie szuka pszczół cudownych które pozwolą nam prowadzić wydajne i dochodowe pasieki na takim poziomie jak obecnie, nikt nie dąży do takich pszczół… Wszystko jest albo źle zrozumiane albo celowo przekręcane aby ośmieszyć, wykpić i zdyskredytować drugą stronę. Fakty są takie, że pszczoły i warroza sobie poradzą i wpływ jednych na drugich będzie na bezpiecznym poziomie dla pszczelarzy czyli warroza nie będzie stanowiła głównego zagrożenia. Oczywiście tak samo dzieje się w przypadku wirusów, patogenów i innych zagrożeń z którymi pszczoły się stykają i wypracowują własne zachowania obronne poprzez zwiększoną odporność jaki i inne czynniki o których jeszcze nie wiemy. Głosy ze środowiska pszczelarskiego na ten temat są różne ale przeważają poglądy, że pszczoła nie zdąży przystosować się do warrozy i okres 5-10 lat jest nierealny i zbyt krótki na wypracowanie równowagi. Jednak w przyrodzie na co dzień zachodzą takie procesy o których nie mamy pojęcia i często nie zdajemy sobie sprawy a na naszych oczach dochodzi do zmian ewolucyjnych…

Zacytuje część  wywiadu (niektórzy może już czytali) z prof. Janem Kozłowskim o tytule: „Ewolucja jak trzeba to przyspiesza”.
-Twierdzi Pan, że procesy ewolucyjne zachodzą znacznie szybciej, niż kiedyś myślano. Powszechne przekonanie jest takie, że ewolucja następuje bardzo powoli.
- Bo jest i tak, i tak.  Wyobraźmy sobie taką cechę jak rozmiar ciała. W środowisku w miarę stabilnym, w którym zmiany praktycznie nie zachodzą, dany gatunek może przez setki tysięcy lat zachowywać podobny rozmiar ciała optymalny z własnego punktu widzenia, czyli taki, który pozwala w ciągu zycia pozostawić możliwie najwięcej potomstwa.
-Jeżeli zmienią się warunki środowiska i do wydania potomstwa korzystniejsze będzie np. powiększenie ciała?
- Wtedy ewolucja przebiega bardzo szybko. Niekiedy wystarczy kilka czy kilkanaście pokoleń, co w przypadku niektórych gatunków może być krótkim odcinkiem czasu z punktu widzenia człowieka, by istotnie zmienić swój rozmiar ciała. Takie zachowania są sednem ewolucji. Ona wybiera to co jest w danym momencie najlepsze i szybko działa. A jeśli nie ma potrzeby to nawet przez miliony lat nie działa lub w znikomym zakresie.
-Czy ewolucja kieruje się myśleniem?
-Nie. Jej funkcjonowanie można w uproszczeniu porównać do ruchu samochodowego w zakorkowanym mieście. Na ogół samochód stoi na światłach lub porusza się ślamazarnie, ale od czasu do czasu przyśpieszy, pokonując w krótkim czasie dłuższy odcinek. Średnia wychodzi niska. Sporo można podać przykładów ewolucji zachodzącej na naszych oczach.
- Na przykład?
- Mamy powrót wszawicy w szkołach, chodź wydawałoby się, że wszy zostały wytępione.
- Dlaczego wróciły?
- Bo uodporniły się na środki owadobójcze. Inny przykład: najlepsze hotele na całym świecie mają problem z pluskwami. Przyczyna jest taka sama. Przeżyły takie odmiany wszy czy pluskiew, których nie niszczą dotychczasowe środki owadobójcze. Od pewnego czasu mamy natomiast wielki problem z tzw. opornością bakterii na antybiotyki. Najłatwiej zarazić się w szpitalach. Tam stosuje się najwięcej antybiotyków, w efekcie czego bakterie, np. gronkowca złocistego, nie reagują na żadne antybiotyki. Analogicznie jest z gruźlicą która po kilkudziesięciu latach wróciła i jest oporna na antybiotyki.(…)”

To tylko fragment wywiadu dlatego proponuje zapoznać się z całością a najlepiej poczytać inne teksty profesora. Nie będę wyciągał wniosków z tego krótkiego fragmentu wywiadu ale niech każdy sam zinterpretuje go tak jak uważa. Czasami warto dopuścić do głowy myśl, że obok nas dzieje się coś naprawdę dużego, i że pewne zmiany zachodzą bez naszej świadomości.

Ostatnio znowu przeczytałem ciekawostkę która pasuje do tematu ewolucyjnego przyśpieszenia. Otóż australijscy specjaliści z University of Notre Dame w Sydney odkryli, że papugi mają dłuższe skrzydła. W przeciągu 45 lat skrzydła papug z gatunku rozella czarnogłowa wydłużyły się średnio o 4-5 centymetrów. Uważają, że spowodowane jest to globalnym ociepleniem.
„Gdy jest wyższa temperatura powietrza, kończyny zwierząt stają się większe. Pomaga to ptakom usuwać do otoczenia nadmiar ciepła z organizmu. Dzięki temu gatunek ma większe szanse na przetrwanie, pomimo zmieniających się warunków zewnętrznych.”

 Dlatego zachęcam wszystkich do opisywania swoich poczynań z pszczołami. Ja lubię używać słowa „współpracy” z pszczołami bo coraz bardziej podoba mi się wizja pszczelarstwa z doskoku czyli pszczoły żyją na dziko a ja tylko przeszkadzam im co jakiś czas. Pasożytnictwo jakoś mi nie pasuje ;)