niedziela, 15 kwietnia 2018

Podsumowanie 3 zimy TF


Przyszła wiosna więc czas na podsumowanie kolejnej zimy TF na moich pasiekach. Z podsumowaniem przeważnie czekam do wiosennej, ciepłej pogody, kiedy wiem że rodziny pszczele są na stabilnym poziomie i same kierują już swoim rozwojem czyli wykonują loty na pyłek i nektar. Tak się składa, że w tym roku przyroda znowu jest opóźniona i pierwszy pyłek zaczął się praktycznie dopiero po świętach. Obecnie warunki pogodowe sprawiły, że roślinność nadrabia opóźnienia i pojawia się już w przyrodzie zarówno różnorodny pyłek jak i pierwszy nektar. Widok lotów pszczół przy pięknej pogodzie pozwala ocenić siłę rodzin i ich stan po zimowli. Od tego momentu jestem już spokojny jeżeli chodzi o zapasy nektaru i pyłku ponieważ z doświadczenia wiem, że przy ładnej pogodzie która trwa 5-10 dni pszczoły zdążą uzupełnić braki i zmagazynować nadwyżki. Dobrze wykorzystane okno pogodowe pozwoli pszczołom przetrwać jeszcze jeden trudny okres który u mnie zawsze wypada w porze kwitnienia głogów... co roku w tym okresie psuje się pogoda i robi naprawdę chłodno. Później nadchodzi pełnia maja a w maju kwitnie już bardzo dużo rożnych roślin pyłko i miododajnych. Jednak cały czas zachodzi obawa, że rodziny słabsze, mniejsze i te które „coś” trapi mogą nawet przy sprzyjającej pogodzie paść.

Krótko o zimowli

No cóż ostatnie zimowle są mało przewidywalne... Grudzień i styczeń ciepłe a luty i marzec zimne... Układ ten jest mało korzystny dla pszczół. Szkoda, że normalna zima nie może trwać od grudnia do marca. Zastanawiałem się nad tymi dziwnymi zimami które charakteryzują się zmiennością pogodową i dużymi skokami temperaturowymi i doszedłem do wniosku, że chyba pszczoły nie są w stanie dostosować się w 100% do takich zawirowań. Ostatnio kończyłem sprzątać resztę rodzin które nie dotrwały do wiosny i próbowałem analizować zastany widok. Co mogło być przyczyna śmierci tych rodzin? Jak zwykle większość rodzin które nie dotrwały do wiosny osypało się z głodu. Śmierć z głodu ma tu różny przebieg bo o ile rodzina umiera z głodu w grudniu czy nawet w styczniu to w ogóle mi takich rodzin nie szkoda. Ot dziady które nie potrafią całkowicie gospodarować pokarmem lub dały się rabować lub matka czerwiła cały czas a pszczoły jej na to pozwalały... Szkoda natomiast rodzin które miały pokarm obok a mrozy przełomu luty/marzec je unieruchomiły na plastrach i nie przeszły. Takich rodzin szkoda mi najbardziej ale znowu na myśl przychodzi mi to „wyprzedzanie pogody” przez pszczoły. Dlaczego tego nie przewidziały i nie przesunęły się o 2 plastry na prawo czy lewo... kolejna zagadka natury. Żeby nie było, że mam same głupie pszczoły bo kiedy przed mrozami zaglądałem pod daszek to niektóre kłęby były uwiązane po jednej stronie ula a tuż po mrozach widziałem je w całkiem innym miejscu a więc są tez rodziny które „myślą” i potrafią przemieszczać się w poziomie po plastrach i chyba właśnie te myślące dotrwały do wiosny. Ciągle nie mogę rozgryźć do końca tematu braku pokarmu w niektórych rodzinach na pasiece kiedy praktycznie wszystkie karmione były tak samo w dodatku ważone przed i po karmieniu aby ocenić realny zapas pokarmu. Ważenie wykonywałem po to aby lepiej zrozumieć fenomen braku pokarmu na wiosnę u niektórych rodzin. Nie chciałbym stosować metody zalewania gniazd pokarmem na siłę czyli dopóki pszczoły biorą dopóty im daję. W tym sezonie ostatni raz wprowadzę zmiany przy podkarmianiu zimowym pszczół. Jeżeli znowu na wiosnę będę widział duże spadki z powodu braku „żarcia” chyba będę musiał podejść do karmienia systemowo czyli lać ile w lezie czego bardzo bym chciał uniknąć. Napiszę jeszcze o tym, że samo umieranie rodzin z głodu jest też wpisane w selekcję pszczół na przeżywalność, no bo rodziny, które mają pokarm w ulu a nie potrafią z niego skorzystać nie bardzo są mi do dalszej selekcji potrzebne ale nie obraziłbym się jakby były. Chodzi o to, że nie wiem na ten moment co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. O ile problem z nie przechodzeniem pszczół pomiędzy korpusami dwa lata temu wyeliminowałem całkowicie, to za dużo mam spadków z głodu już drugi sezon. Tak jak pisałem wyżej w tym sezonie postaram się to całkowicie rozwiązać. Mam już na to nawet kilka prostych pomysłów bez dodawania sobie zbędnej roboty. Oceniam, że około 30% rodzin padło właśnie z różnych zawirowań związanych z brakiem pokarmu. Mam też w pamięci poprzednie sezony sprzed okresu TF i wtedy nie miałem problemów typu braki pokarmowe i głód w rodzinach. Może jedna rodzina na 3 sezony mogła się trafić. Sugeruje to, że braki pokarmowe muszą być powiązane z całością podejścia TF do pszczół i innym ich reagowaniem na różne czynniki wynikające z nie leczenia pszczół. W każdym bądź razie cały czas będę zdecydowanie wspierał model uzupełniania zapasów rodzinom pszczelim w okresie od sierpnia do września a ewentualne ratowanie od głodu rozpoczynał nie wcześniej niż początkiem marca wiedząc, że są ku temu realne szanse. Przy czym ratowanie od głodu zapasami przerobionym przez pszczoły. Mam na tą chwilę wypracowaną metodę zostawiania sobie zalanych plastrów z pokarmem na okres zimy w ilości moich dwóch korpusów. Zapewnia mi to możliwość poratowania kilkunastu rodzin, chodź sporadycznie z tego korzystam. 

Stan rodzin pszczelich wiosną 2018 roku

Pasieka P1
Przezimowanie rodzin na tej pasiece oceniam bardzo pozytywnie przed nawrotem mrozów końcem lutego na pasiece żyło 6 rodzin z 9 które szły w dobrej kondycji do zimowli. Akurat na tej pasiece rodziny spadły z przyczyn chorobowych niż z przyczyn głodowych. Jest to pasieka na której rodziny zimują przy dużym udziale miodu w pokarmie całkowitym do zimy. Finalnie po zakończeniu mrozów stwierdziłem 5 żywych rodzin.

B1(F) – rodzina z projektu fort knox pochodząca z pasieki Pana Trutnia. Daje nadzieje, że fort knox idzie w bardzo dobrą stronę. Cały czas jestem tą rodziną zaskoczony bo kiedy wydaje się, że traci na sile i pewnie zmarniej nagle dostaje jakiś zastrzyk i rusza do przodu. Trzeba też przypomnieć, że w 2017 dzięki niej w dużej mierze został odbudowany stan rodzin w projekcie dlatego do zimy poszła raczej średniaczek. Jej stan obecnie oceniam jako solidny i gotowy na rzepak.

L2/7 – jedna z córek po mojej staruszce L2 powstała z matecznika z cichej wymiany. Cóż mogę o niej napisać. Siłą i wyglądem przypomina materiał wyjściowy. Bardzo ładnie wyszła z zimy i prezentuje się super.

Mac 1 i Mac 5 – rok temu wyglądały tragicznie na wiosnę. Ledwo co przetrwały te chłody do połowy maja. Cały sezon dochodziły do siły i zbierały się z kryzysu. Dałem im możliwość swobodnego rozwoju i przez sezon prawie wcale do nich nie zaglądałem. Widok wiosną wspaniały, piękne silne i zdrowe rodziny w bardzo dużej sile jak na moje możliwości.

16.1/5 – najsłabsza na tej pasiece, jednak walczy więc prawdopodobnie wyjdzie na prostą i będzie rozwijać się swobodnie bez mojej ingerencji. Pochodzi z dobrego materiału więc liczę na nią w przyszłym sezonie.

Pasieka P2
Na tej pasiece poniosłem największe straty tej zimy. Otóż trzeba jasno stwierdzić, że sentymentalne zachcianki dotyczące starych uli przy ciągłej walce o to aby rodziny przeżywały bez leczenia należy jeszcze odłożyć na bok. Otóż 7 na 9 rodzin na siłę osadziłem w moich starych dadantach chcąc przywrócić im życie. Teraz wiem, że był to bardzo zły pomysł. Mało szczelne ule, ciągłe próby rabunków kosztowały pszczoły dużo. Niestety na tej pasiece przetrwała tylko jedna rodzina w ulu jednościennym. Nawet WZ nie przetrwał.


3 – rozpoczyna 4 sezon bez leczenia, co prawda w tamtym roku mało jej dokuczałem bo tylko 3 rodzinki z niej zrobiłem, jednak żadna młoda rodzinka po niej nie przetrwała do wiosny. Plan na ten sezon z nią zwiazany to wywózka na inną pasiekę i podział na więcej rodzin ale przewiezionych do unasienniania na specjalne nowo tworzone pasieczysko. Siła i kondycja bardzo dobra.

Pasieka P3
Niestety na tej pasiece osypało się najwięcej rodzin z głodu. Ogólnie może 2 rodziny padły z przyczyn chorobowych. Na 14 rodzin zostało 4.

L2/5 – kolejna córka po materiale L2. Wygląda bardzo ładnie, ma odpowiedni zapas pokarmu i wszystko wskazuje na to, że będzie bardzo dobrze się rozwijać.

16/5 – córka po matce 16. Wygląda średnio ale rodziny powiązane genetycznie z 16 z zimy wychodzą w średniej sile. Na pewno jest stabilna więc powoli będzie się rozwijac.

B7- rójka z zeszłego roku. Tak jak przewidywałem, ostała się tylko ona. Jest to rójka która naleciała się na wierzę korpusów z suszem. Przez sezon praktycznie bez obsługowa, wysoce obronna. Siła wiosną bardzo duża. Postaram się namnożyć ten materiał bo na moich pasiekach rójki rzadko przeżywają...

Car1- śmieszne bo opis z zeszłego roku mogę śmiało skopiować a więc: „jest to macierzak po mojej już byłej weterance Car. Lubię te pszczoły i chciałem aby chodź jedna rodzinka się po nich ostała. Liczyłem na staruszkę Car ale niestety jak większość padniętych rodzin zabrakło jej zapsów i padła z głodu. Ta młoda córka Car1 zachowuje się tak samo jak rodzina wyjściowa, idzie w siłę i widać że jest zdrowa. Na tą chwilę obsiada 5-6 ramek”

Pasieka P4
Moja leśna pasieka z którą zawsze wiąże bardzo duże nadzieje. Była to najliczniejsza pasieka i chyba najlepiej wyszła z tej zimy. Na zazimowane 17 rodzin przeżyło 10.W tym roku bez udziału zwierzyny leśnej. Dennice z podwójną siatką działają.

16.1/1 – jest to córka 16/1 ale powstała w macierzaku i pozostawiona na starym miejscu. Cieszę się, że przeżyła bo jej matka padła na innej pasiece. Wygląda słabo i daje jej 50% szans na wyjście z kryzysu.

L2/1 – będzie zaczynać 3 sezon bez leczenia. Wygląda dobrze, lepiej niż rok temu o tej porze.

L2.1/1 – córka L2/1. Wygląda lepiej niż jej matka. Spokojnie sobie dalej poradzi. Duża siła więc w sezonie będzie do wykorzystania.

L2/2 – kolejna córka po materiale L2. Wygląda stabilnie chodź siła średnia.

16.1/2 – kolejna córka po 16/1. Wygląda stabilnie, siła średnia

L2(f)- najstarsza rodzina w pasiece która trwa na tym samym miejscu już 5 sezon. Staruszka L2 niestety nie przeżyła zimy w maleńkim odkładziku który utworzyłem końcem sezonu bo pszczoły cały czas próbowały ją wymienić zakładając mateczniki na cichą wymianę. Siła L2(f) jest bardzo duża, piękna zdrowa rodzina.

16/4 – córka po 16 powstała w macierzaku. Zgłoszona do projektu fort knox. W projekcie ma nadane oznaczeni L5(f). Prezentuje średnią siłę ale stabilnie się rozwija.

L2/4 - kolejna córka po materiale L2. Wygląda stabilnie

5 – Staruszka która będzie zaliczać 4 sezon bez leczenia. Cały poprzedni sezon pozostawiona w spokoju. Praktycznie bez większych ingerencji. Wygląda bardzo dobrze.

16.1/3 – kolejna córka 16/1. Wygląda stabilnie

Pasieka P5
Tu zimowałem 5 rodzin głownie opartych na materiale z rójki A7. Rójak osypała się już jesienią.
Do wiosny dotrwała jedna rodzina. 
J6/3 - rodzinka po rójce z 2016 roku


Pasieka P6
Na pasiece była jedna rodzina która przeżyła czyli przeżywalność 100%. Jest to nowy materiał nazwany OB pozyskany od znajomego pszczelarza. Cieszę się, że ta rodzina przetrwała.

 
Zestawienie
Przeżywalność całościowa czyli ilość rodzin które dotrwały do obecnej chwili i dalej się rozwijają wynosi równe 40%. Przeżyło 22 rodziny na 55 zimowanych. 

Przeżywalność na poszczególnych pasiekach:

P1: 55%
P2: 11%
P3: 28%
P4: 58%
P5: 20%
P6: 100%

Jak widać najlepsza przeżywalność to 58% na mojej leśnej pasiece. Oczywiście pomijam tą jedną zimowaną rodzinę na pasiece P6. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że na tej pasiece właśnie obserwowałem rójenie się pszczół z powodów warrozy, z rodzin które przywiezione zostały do podziału w ramach fort knox. Czyli jednym słowem właśnie ta pasieka była najbardziej narażona na działanie „mite bomb”. Pszczoły mimo tak dużego obciążenia przeżyły. Co będzie w sezonie okaże się za 2 miesiące kiedy przyjdzie czas na podziały i dalszy rozwój.

Historia z rójkami powtarza się co sezon. Przeżywają nieliczne czyli tak jak już gdzieś pisałem czy mówiłem, przeżywa jakieś 10% rójek jakie złapałem i osadziłem u mnie w ulu na pasiekach lub same przyszły. W tym roku przeżyła jedna rójka na którą liczyłem od samego początku czyli od momentu kiedy sama naleciała się na korpusy z suszem. Zapach nalatujących się pszczół oraz dźwięki i ich ilość już wtedy świadczyły, że rodzina jest witalna i zdrowa. Widok na wiosnę przy pierwszym przeglądzie zachęcił mnie jeszcze bardziej do tych pszczół. Na pewno będę bacznie obserwował je w sezonie i postaram się powielić ich genetykę tak aby mieć szerszy obraz jakie mają możliwości przetrwania bez leczenia.

Przygotowałem trzy grafiki przedstawiające 3 główne linie pszczół u mnie na pasiekach. Głównie na tych pszczołach opiera się u mnie przeżywalność rodzin bez leczenia.
Grafiki przedstawiają trzy linie pszczół które posiadam z własnego chowu od 2014 roku. 


 
Linia L – z tymi pszczołami pracuje najdłużej bo w tym sezonie minie 5 lat. Bardzo żywotne, łagodne i plastyczne bo wszystkie moje zabiegi przyjmują bez żadnych problemów. W 2017 r. rodzin pszczelich utworzonych na genetyce wywodzącej się z linii L które poszły do zimy było aż 17. Do wiosny 2018 r. przetrwało 9 a więc prawie 53%

 
Linia 16 – pszczoły pochodzące od mojego kolegi, który deklarował, że rodzina wyjściowa od której pobierałem larwy na matki jest córką P8 mającej w swoim rodowodzie jakiś udział genetyki primorskiej. Jakby nie było u mnie na pasiekach już wielokrotne rozmnażane i przekrzyżowane. Jednak cały czas zachowują swój początkowy wzorzec zachowań. Rodziny tworzą średnie i ostrożnie się rozwijające. Wybuchają z rozwojem zazwyczaj początkiem maja. W 2017 r. rodzin pszczelich utworzonych na genetyce wywodzącej się z linii 16 które poszły do zimy było 13. Do wiosny 2018 r. przetrwało 6 a więc 46%.

 
Linia „Przedwojenna” - znane wszystkim zainteresowanym tematem PN pszczoły, które u mnie przynajmniej znalazły swoje miejsce i potrafiły przetrwać. Mimo swojego dość obronnego charakteru i dziwnego rozchwianego rozwoju, który czasami wygląda imponująco a czasami bardzo mizernie na skraju upadku pszczoły te cały czas się bronią i wychodzą obronną ręką z sezonu na sezon. Zawsze coś przeżywa. W 2017 r. rodzin pszczelich utworzonych na genetyce wywodzącej się z linii Przedwojenna które poszły do zimy było 6. Do wiosny 2018 r. przetrwało 2 a więc 33%.

Biorąc pod uwagę tylko rodziny z tych linii całościowo na 36 rodzin przeżyło 17. Daje to 47% a więc można przyjąć, że jest to taka stabilna i porządana przeżywalność dla całej pasieki przy pszczołach bez leczenia.

Wyciągając wnioski z przedstawionych danych trzeba nastawić się na namnażanie sprawdzonej genetyki, zaprzestać namnażania przypadkowych pszczół czyli nowo złapanych rójek, które czasami w danym sezonie potrafiłem namnożyć. Dodatkowo rodziny osłabione najlepiej pozostawić w spokoju aby same przełamały kryzys i doszły do odpowiedniej dla siebie siły. Jak wynika z doświadczenia rodziny takie na drugi sezon po zimowli tryskają energią i witalnością. Przykład dwóch rodzin Mac1 i Mac5 które pięknie przezimowały i cieszą oko swoją siła i rozwojem. W tym sezonie na pewno będę chciał namnożyć ten materiał w bardzo dużej ilości. 

Plany na sezon.

Patrzę na ten sezon z dużym optymizmem ponieważ ilość rodzin i ich jakość w pełni mnie zadowalają. Na pewno będę chciał to wykorzystać w 100%. Szykuje się kolejny sezon bardzo pracowity z dużą ilością młodych rodzin, przewożeniem ich i całą logistyką.
W tym sezonie postanowiłem też wdrożyć nowe miejsce przeznaczone w głównej mierze do unasienniania młodych matek w mini rodzinkach. Miejsce usytuowane jest w głębi lasu w pobliżu dwóch moich pasieczysk na których znajdują się rodziny z pełną swobodą wychowu trutni. Myślę, że pozwoli mi to jeszcze bardziej wpłynąć na jakość i ilość unasienniania młodych matek moimi przeżywającymi trutniami. Do tego celu zaopatrzyłem się w dużą ilość samodzielnie wykonanych skrzynek odkładowych wyposażonych w podkarmiaczki plastikowe o pojemności 2,5 l. Konstrukcja skrzynek oraz ich funkcjonalność pozwoli mi w razie czego nawet zimować w nich pszczoły co będę chciał przetestować w najbliższym sezonie. Skrzynki są toporne, wykonane z deski calówki. Posiadają dużo zalet od łatwości wykonania poprzez ich koszt. Jedyną wadą może okazać się ich ciężar czy nadmierna praca drewna. No cóż najlepiej wszystko wychodzi w sezonie. 










środa, 14 lutego 2018

Małe pasieki a pszczoły TF


Jesienią opisałem swoje doświadczenia z pszczołami w artykule który ukazał się na stronie Wolnych Pszczół pod tytułem: Metoda Małych Kroków do Pszczelarstwa Naturalnego dla Początkujących. Uważam, że przekazane tam informację również mogą pomóc małym pasieką w prowadzeniu pszczół w stronę pszczelarstwa bez leczenia.

Małe pasieki zazwyczaj są pasiekami początkującymi a więc zaczynającymi swoją przygodę z pszczołami i pszczelarstwem. Najpierw zdefiniuje co mam na myśli pisząc o małej pasiece. Mała pasieka to według mnie ilość rodzin prowadzonych przez pszczelarza w przedziale od 5 do 20 z sezonowymi wahaniami powyżej 20 rodzin ale nie przekraczającymi 30.

Pasieki takie zazwyczaj stacjonują w jednym miejscu a średnia ilość pni waha się od 8 do 12. Niestety ilość rodzin pszczelich w dużym stopniu decyduje o udanym prowadzeniu rodzin z uwzględnieniem zasad pszczelarstwa naturalnego i zwłaszcza na początku ilościowe podejście w okresie przejściowym i stabilizacji ma bardzo duże znaczenie. Można by rozpatrywać przypadki pasieki małej która została stworzona na materiale przeżywającym i funkcjonującym bez leczenia czyli zakupiona odpowiednia ilość pni od pszczelarza TF który pszczół nie leczył od lat. Niestety takie przypadki u nas w kraju nie występują i w dodatku według mnie nawet jeżeliby była taka szansa zakupu ustabilizowanych rodzin pszczelich z całymi ulami i przewiezienie ich na inne miejsce skończyłaby się równie podobnie co z pszczołami zakupionymi od lokalnego pszczelarza komercyjnego czyli nasza zakupiona i przywieziona pasieka musiałaby przejść znany cykl załamania i ozdrowienia. Może ale nie znam osoby która by to sprawdziła ten cykl byłby łagodniejszy, może byłby tylko jeden taki cykl a nie 2-3 jak ma to normalnie miejsce na pszczołach komercyjnych. Tak czy siak nie ma sensu rozpatrywać możliwości przetrwania takiej pasieki a lepiej skupić się na pasiekach które mamy pod ręką i na pszczołach które mamy dostępne. Żeby była jasność każdy będzie musiał na swojej pasiece przejść cykl załamania i ozdrowienia aby dochować się pszczół stabilnych. Kto myśli, że proces ten da się obejść, oszukać, złagodzić za pomocą lepszego odżywiania, wzmacniana odporności ten według mnie się myli i robi sobie i innym kolejne złudne nadzieje. Niestety proces wąskiego gardła, proces selekcji naturalnej jest na tyle bolesny ekonomicznie i może dla niektórych emocjonalnie, że bez własnych założeń wieloletnich uwzględniających poniesione straty nie ma sensu zaczynać działań TF i kończyć ich po 2-3 sezonach na małej ilość pni. Dlatego metoda małych kroczków przygotowuje i pokazuje pszczelarzowi gdzie jest, ponieważ sam pszczelarz może podejmować decyzję czy już w tym sezonie przechodzę do następnego etapu czy może jeszcze potrzebuję więcej doświadczenia i nauki a może jeszcze moje pszczoły nie są na to gotowe.

Opisując pierwsze lata z pszczołami w metodzie małych kroczków zaznaczyłem, że jest to czas nauki, zbierania doświadczenia, obserwacji pszczół i popełniania prostych błędów. Jeżeli ktoś startuje od początku z małą ilością pszczół i próbuje wdrażać pewne schematy i metody radykalnego nie leczenia pszczół bez odpowiedniej wiedzy, bez odpowiedniego doświadczenia i bez odpowiedniej ilości pszczół musi liczyć się z tym, że jego dalsza współpraca z pszczołami będzie przebiegać bardzo ciężko i przyniesie prędzej czy później rozczarowanie z zastosowanej własnej metody chodź chyba też nie ma co zakładać na 100% klęski bo mało oj mało takich prób w praktyce było aby to oceniać.

Otóż możemy to wszystko przedstawić na prostym przykładzie małej pasieki.
Sezon 1 do zimy idzie 7 rodzin pszczelich. Rodziny o różnej genetyce zarówno lokalnej jak i komercyjnej.
Sezon 2 po zimie z 7 rodzin zostaje 3 rodzin w słabej kondycji. Do zimy idzie 5 rodzin.
Sezon 3 po zimie z 5 rodzin zostaje 1 słaba rodzina.
Dokupione 6 nowych rodziny o podobnej genetyce plus rozmnożone 5 rodziny. Razem 12 rodzin do zimy z czego aż 10 rodzin na nowej genetyce dopiero co sprowadzonej na pasiekę a 2 rodziny na genetyce z poprzedniego sezonu która przeżywa.
Sezon 4 Przeżywa 1 rodzina z 12 na genetyce zakupionej w sezonie 3. Znowu zakup pszczół o obcej genetyce z innego środowiska, do zimy idzie ponownie 12 rodzin.

Jak widać z tego przykładu pszczelarz nie dał szans pszczołom przeżywającym. Nie miał możliwości większej rozbudowy swojej pasieki na rodzinie która przeżyła. Nie umiał tego zrobić, nie potrafił wychować matek od rodziny która przeżyła, nie powielił genów rodziny która przeżyła. Nie miał szans na to aby jego pszczoły mogły przejść proces selekcji naturalnej czy wstępnego ulokalnienia ponieważ nie było ciągłości powielanych genów zarówno ze strony ojcowskiej jak i ze strony matecznej. Niestety nie było podstaw aby tak mała pasieka mogła samoistnie dojść do pszczół względnie przystosowanych. Po 2 sezonach ostała się tylko 1 rodzina ale była to rodzina z ilości 12 rodzin czyli przeżywalność po 2 latach wynosiła ponad 8%... Można uznać ten etap za pierwsze wąskie gardło selekcji która tak właśnie działa, zostaje 5-10% rodzin z całości... I tu właśnie zaczyna się cała zabawa. Teraz z tej jednej rodziny trzeba zrobić jak najwięcej powielaczy genetyki. Z tej jednej rodziny przydałoby się przynajmniej 3-5 młodych rodzina ale można to zrobić tylko i wyłącznie na matkach pochodzących z tej rodziny czyli pracować na pszczołach obcych kupionych ale przenieść do nich genetykę przeżywającą tak aby na 12 rodzin które w 3 sezonie idą do zimy przynajmniej 50% a nawet i więcej było na genetyce przeżywającej. Niestety dalej mamy dopływ obcej genetyki, nieprzystosowanej do lokalnych warunków, nieprzystosowanej do gospodarki bez leków itd. Co następuje w 4 sezonie a no następuje kolejne załamanie które, powstaje z winy pszczelarza bo nie namnożył dostatecznie przeżywającej genetyki i w dodatku wprowadził obce geny... Według mnie i nie tylko mnie wprowadzanie co sezon obcej genetyki bez ustabilizowania własnych pasiek mija się z celem i jest raczej zagrożeniem dla dalszej stabilizacji. Tym bardziej jeżeli obca genetyka stanowi ponad 80% całości rodzin w pasiece...

O pszczołach bez leczenia zostało już bardzo dużo napisane. Podstawowe informację znajdują się tekście o „Czterech prostych krokach do poprawienia zdrowia pszczół”. Piszę tam jak byk:
  • Plaster
  • Brak leczenia
  • Hodowla lokalnie przystosowanych pszczół z najlepszych przeżywających pszczół
  • Naturalny pokarm

Hodowla lokalnie przystosowanych pszczół z najlepszych przeżywających pszczół.
W tym zdaniu zawiera się wszystko czego nie zrobiono w powyższym przykładzie. Choćby pozostałe punkty zostały spełnione to bez jakichkolwiek postępów w punkcie o Hodowli nie możemy myśleć o pozytywnych efektach naszej pracy z pszczołami a kolejną sprawą jest to czy będziemy umieli ten punkt o hodowli zastosować u Siebie na małej pasiece. Dlatego jeżeli ktoś zamierza dążyć do pszczół bez leczenia niech zacznie od podstawa czyli niech dostosuje swoje plany pasieczne z w/w czterema punktami... bo później znowu będzie, że niestety „NIE DA SIĘ”

a nie da się zawsze pada wtedy kiedy już wiemy że jesteśmy w czarnej dupie ale nie potrafimy wrócić się do naszych początków i przeanalizować wszystkie nasze działania z pszczołami które nie zawsze zgodne są z tymi czterema prostymi wytycznymi...

Co więc mają robić małe pasieki które chcą mieć stabilne pszczoły TF?

Przede wszystkim należy ogarnąć podstawy pszczelarskie. Należy bezwzględnie zapoznać się z tekstem o czterech krokach. Należy bezwzględnie przeczytać wszystko co jest dostępne o pszczołach bez leczenia, o pszczelarstwie naturalnym itd. Do tego celu posłuży strona „Wolnych Pszczół” plus forum na którym można dopytywać o szczegóły. Przedstawiać swoje plany podejścia do tematu itd.
Oczywiście małe pasieki będą miały trudniej niż duże. Będzie im ciężej rozwinąć pasiekę do poziomu stabilnej pasieki TF i chyba wydaje się pewne, że 3-4 rodziny pszczele które zakupimy z komercyjnego źródła będą raczej kiepskim materiałem wyjściowym na dalsze próby z pszczelarstwem naturalnym. Dla osób które nie mają wyjścia i muszą kupić rodziny ze źródeł komercyjnych proponuje łagodne wchodzenie w temat. Unikałbym i odradzałbym w pierwszym czy kolejnym sezonie puszczania pszczół bez leczenia. Lepiej podejść do tematu racjonalnie i małymi kroczkami przechodzić kolejne etapy. Wprowadzanie 4 kroków do poprawy zdrowia pszczół można rozłożyć na 3-4 sezony. Najlepiej zacząć od najłatwiejszego czyli od oczyszczania gniazda ze starego, przesączonego chemią suszu... z tym i tak zejdzie pewnie ze 2-3 sezony. Można też już w pierwszym sezonie rozpocząć podziały na zakupionych rodzinach. Wybierać do tego celu najłatwiejsze metody. Warto też zostawić pszczołom już od pierwszego sezonu większą część miodu w udziale pokarmu zimowego. Decyzję o nie leczeniu raczej proponuje odłożyć na później i skupić się na oczyszczeniu gniazda, namnożeniu materiału aby mógł się ulokalnić i wstępnie przystosować. Oczywiście osoby doświadczone które pasieki standardowe prowadzą od lat mogą już od pierwszych sezonów nastawionych na PN realizować wszystkie zalecenia naraz. Nie jest to bułka z masłem ale przy odrobinie szczęścia pszczelarskiego wszystko jest do zrobienia.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

O planowaniu




Jak wszyscy to i ja coś skrobnę… Czas jest dobry w końcu przestój zimowy przed rozpoczęciem sezonu na pasiekach. Co przyniesie nowy sezon? Jakie mam plany? 

Jak co roku późną jesienią już by się chciało zajrzeć do ula, podziałać coś na pasiekach a że nie można człowiek zaczyna rozmyślać i planować co by się chciało zrobić w sezonie z pszczołami. Zawsze wtedy planuje pewne czynności jakie wykonam na pszczołach. Jak będę dzielił, w którym kierunku przewoził młode rodziny i czy wszystko uda mi się tak jak chciałem. Zazwyczaj zakładam duży pesymizm w moich planach więc nie mam wygórowanych norm które muszę wypracować. Co roku udaj mi się nawet wykonać trochę więcej niż sobie planowałem. Plany na 2018 dotyczące moich pasiek dalej w sumie się nie wiele zmieniają od lat poprzednich. Dalej nie zamierzam leczyć pszczół, dalej zamierzam stosować model ekspansji i to w sumie tyle ze strategicznego planowania. Otóż w przypadku mojego pszczelarstwa niestety takie prawdziwe planowanie można dopiero rozpocząć końcem kwietnia i to jeszcze wtedy kiedy jesteśmy pewni w miarę stabilnej pogody.
Obecna zima jak na razie przypomina bardziej późną jesień. O mrozie nie można w zasadzie mówić bo to dopiero jakieś pierwsze dni z przymrozkami rzędu -5 -8 st. C. Prognozy na zimę 2018 takie właśnie były. Modele prognozowały, że średnie temp. w okresie zimowym będą aż o 2 st. C większe niż w tym samym okresie odnoszącym się do wielolecia.  Tylko „brukowce” internetowe krzyczały o zimie stulecia. Dlatego patrząc na pogodę i dość spore wskazania temperatury które są znacznie wyższe niż o te 2 st. pewnie przed nami trochę chłodniejszy okres zimy aby jednak utrzymać to prognozowane odchylenie zimowe na ten rok.  Pszczołom to chyba nie przeszkadza…  bo pamiętam, że swego czasu potrafiły być gorsze warunki które miały realny wpływ na spadki pszczół jak drastyczne wahania temperatury gdzie różnica sięgała nawet 30 st. C. Na tą chwilę wszystko jakoś przechodzi dość spokojnie bez nagłych skoków temperaturowych. 

Moje pszczoły w zimie muszą przetrwać więc staram się jak najmniej im w tym zimowym przetrwaniu przeszkadzać ale jak już mnie najdzie i „coś” każe mi pojechać na pasiekę i sprawdzić czy wszystko ok to zazwyczaj pukam w ściankę ula i nasłuchuje co do mnie mruczą. Ładne, natężone i energiczne mruknięcie zawsze dobrze świadczy o rodzinie która znajduje się po drugiej stronie drewnianej ścianki. Czasami też złamię się i zajrzę gdzieś pod daszek, tylko delikatnie uchylę i rzucę okiem gdzie znajduje się kłąb. Taki widok wystarczy mi na długo przynajmniej na okres jednego miesiąca lub dłużej w zależności od pogody i innych czynników które przez ten czas mogą się jeszcze wydarzyć. 

A więc jak się mają moje pszczoły? Na tą chwile chyba dobrze a przynajmniej dobrze tam gdzie byłem. Wiem, że na dwóch pasiekach przynajmniej po jednej rodzince straciłem. Obraz zawsze ten sam o tej porze roku, mało pszczół, dużo pokarmu czyli koniec listopada, początek grudnia zakończyły żywot. Nie oszukujmy się, że tylko na takich pojedynczych stratach się to zakończy… do maja jeszcze ponad 4 miesiące a nie wiemy co przyniesie nam wiosna… 
Jakby nie było na pewno trzeba będzie dalej prowadzić ten model pasieki. Dałem sobie czas do 2020 roku i zamierzam jeszcze te 3 sezony wytrwać w danym schemacie działania. Na tą chwilę nie widzę innej możliwości po tym co doświadczyłem na moich pszczołach. Po ich różnych załamaniach i powrotach do pełni sił itd. Myślę, że już po tej zimowli będę wiedział na czym dokładnie stoję. Na jakie pszczoły bardziej warto stawiać przy namnażaniu i na jakie pasieczyska wywozić większość młodych rodzin do unasienniania. Chcąc mieć pasiekę samowystarczalną bez leczenia trzeba bazować na sporej ilości rodzin, na różnej genetyce i na swoich umiejętnościach związanych z podziałem i hodowlą matek. Bez tego co sezon będziemy narzekać, że coś nam się nie udaje. Namnażając te pszczoły które przeżyły i unasienniając je w innych pasiekach gdzie również mamy pszczoły przeżywające, cały czas mieszamy korzystną genetykę. Dodając do tego zasób uli, zdrowe środowisko ulowe które już od dłuższego czasu nie było trute nie widzę innego wyjścia jak w końcu zaskoczenie całego modelu i wytworzenie pewnej równowagi w obrębie posiadanych pasiek. Patrząc jeszcze na genetykę trzeba pamiętać, że już któryś sezon rozprowadzana jest tylko z pszczół przeżywających a więc w pewnym sensie stabilizuje się i coraz bardziej może nie ujednolica ale zmierza w podobnym kierunku. Potwierdza to sprawa z rójkami którą obserwuje już któryś sezon. Praktycznie wszystkie rójki które osadzę u siebie na pasiece nie przeżywają zimy mimo, że są najmniej obciążone warrozą i powinny tryskać zdrowiem. Przeżywają nieliczne można powiedzieć, że jakieś 5% a moje pszczoły z materiału który przetrwał z sezonu na sezon i jest dalej namnażany przeżywają znacznie lepiej i lepiej sobie radzą na danej pasiece. Pokazuje to, że taki model jest słuszny chodź brutalny w swojej selekcji, jednak promuje tylko i wyłącznie rodziny zdolne oprzeć się patogenom, wirusom i warrozie w takim stopniu aby zachować odpowiedni poziom odporności. W tym roku do zimy poszły 3 rójki. Rójki które naprawdę wyglądały zdrowo i były pełnowartościowe biologicznie. Jedna z nich już zakończyła żywot jesienią, o dwóch pozostałych jeszcze nic nie wiem ale podejrzewam, że tylko jedna ma szanse dotrwać do wiosny.  Jestem ciekaw jak będzie wiosną. 

Jeszcze o zimowaniu.

Kiedyś chyba z rok temu czytałem gdzieś, już nie pamiętam gdzie, o różnych złych przyczynach zimowli pszczół i powodach spadków rodzin pszczelich. Jak to przeczytałem to w głowie miałem listę różnych przyczyn śmierci pszczół w zimie. Mowa tam była o błędach pszczelarza czyli źle dobrał wielkość gniazda, źle zakarmił ( za wcześnie, za późno), nie zrobił wentylacji, nie wypoziomował ula, i jeszcze wiele innych błędów o których nie miałem pojęcia… ale to nie wszystko do tego dochodzą inne przyczyny zewnętrzne i tak nasze pszczoły mają przechlapane z powodu: myszy, ryjówek, kun, dzięciołów(różne odmiany),sikorek, zwierzyny leśnej (sarny, dziki) itp. oraz z własnych powodów takich jak długie czerwienie, źle rozmieszczony pokarm, słaba odporność na choroby itd. Tak więc jest cała lista przyczyn złej zimowli pszczół a do tego dochodzi pszczelarz ze swoją troską i ciągłym instynktem opieki nad pszczołami. Wyłania się z tego obraz nie do ogarnięcia i człowiek jak to czyta zdaje sobie sprawę że nie chce w czymś takim uczestniczyć… Czy pszczoła naprawdę nie umie ułożyć pokarmu? Czy wielkość gniazda i jedna ramką w tą czy w tą decyduje o przeżyciu całej rodziny pszczelej?  Czy grubość ścianek ula decyduje o zdrowi pszczół? Czy rodzaj wentylacji pomaga czy szkodzi pszczołom?  Pytań można by mnożyć w nieskończoność… a odpowiedzi na nie mielibyśmy drugie tyle. 

Ja staram się traktować zimę i decyzje pszczół jako okres najlepszej selekcji. Skoro we wrześniu i w sierpniu po odebraniu miodu uzupełniłem im zapasy zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem to uważam, że zrobiłem wszystko aby dalej mogły same się gospodarować… Nie rozumie całkowicie ratowania rodzin pszczelich w grudniu i nawet w styczniu z głodu (no rozumiem ludzi którzy z tego żyją, mają dochodowe pasieki, biznesy pszczelarskie itd.). Chodź z drugiej strony jeśli ktoś posiada bardzo cenny materiał i nie chce go stracić prze głupi głód to czemu nie? Ale zaraz jak on może być cenny skoro w grudniu rodzina jest już głodna? Rok temu straciłem dość starą i cenną matkę z punktu pasieki TF z głodu … bo była to rodzina która w tym roku żyła by u mnie 5 sezon. Rodzina ta osypała się z głodu prawdopodobnie końcem grudnia… z pół wiadra pszczół leżało na dennicy… Wtedy bardzo żałowałem tej straty i myślałem sobie. Kurczę mogłem zajrzeć w listopadzie i może bym tą rodzinę uratował… Po tym sezonie wiem, że selekcja musi działać i w tym kierunku bo jakoś jej siostra potrafiła wygospodarować odpowiednią ilość pokarmu i przetrwać tamtą trudną zimę i długą wiosnę do pierwszych leśnych, późnych pożytków. Widocznie ta druga która się osypała z głodu miała jakieś problemy albo zdrowotne albo innego rodzaju o których nie wiem. Chyba tak działa selekcja?  

Czy jest plan B?

Wypadałoby mieć jakiś plan B na całkowitą klapę modelu gospodarki jaki przyjąłem… tylko na tą chwilę nic sensownego nie potrafię wymyślić bo uważam, że przy takich pszczołach jakich się dopracowałem cokolwiek bym nie zrobił i tak będzie podobnie. To znaczy, że tylko pewnie drastyczne wprowadzenie chemii mogłoby w jakiś sposób polepszyć procentową przeżywalność ale z drugiej strony mogłoby i pójść w inną stronę bo pszczoły u mnie już całkiem odzwyczaiły się chemii…i kto wie czy wtedy nie padałyby jak muchy od wprowadzanych pestycydów… Na szczęście raczej nigdy do tego nie dojdzie bo całkowicie odrzuciłem wspomaganie akarycydami moich pszczół już dawno. Ot rozważania teoretyczne i marudzenie… Tak głośno myśląc, jeżeli naprawdę widziałbym brak stabilizacji przez nadchodzące 2-3 sezony czyli spadki rodzin sięgną co sezon 80% to trzeba by coś zmieniać i dostosowywać… i tu można wymyślać cuda bo naprawdę jest bardzo dużo rozwiązań innych niż nie leczenia a jeszcze w miarę łagodnych mieszczących się ramach PN… 

O jakich rozwiązaniach piszę…?

Najłagodniejszym rozwiązaniem „chyba” byłoby wspomaganie pszczelej odporności…? Jak to robić nie wiem dokładnie ale różnego rodzaju wyciągi ziołowe mogłyby wpłynąć na poprawę odporności pszczół czyli immunostymulatory i adapotegny  które stosuje się u ludzi mogłyby pomóc i w przypadku pszczół. Piszę czysto teoretycznie… to wszystko trzeba by sprawdzać w sezonie na parunastu rodzinach na jednym pasieczysku w grupach testowych i kontrolnych. Ot znowu zaczyna się zabawa w testowanie różnych rozwiązań. No i tu ziółka pewnie będzie można podawać w formie syropu w formie oprysków itd. Tylko, że wiąże się to z dodatkową pracą i kolejnymi czynnościami których od dawna staram się unikać. Do tego wszystkiego można dodać jeszcze inne wzbogacania syropu o których tylko czytałem takie jak zakwaszanie kwasem askorbinowym czy octem jabłkowym itd.
Następnym ale już ingerującym w unicestwianie warrozy jest sposób z cukrem pudrem i pudrowanie pszczół w sezonie. Pewnie trzeba by to wykonać kilka razy aby w sposób zauważalny pomogło pszczołom. Też nie znam dokładnie tematu aby móc go zastosować u siebie na pasiece.
Z innych środków to pozostają jakieś łagodne kwasy takie jak kwas mlekowy, sok z cytryny itp. Jednak jak wszystko inne wymaga to bardzo dużo czasu którego nie chcę poświęcać na rzeczy co do których ma spore wątpliwości czy akurat pomogą pszczołom… a ich skuteczność zależy pewnie o odpowiedniego podania i regularności…
Tak więc można robić wszystko co się chce jeżeli się w to tylko wierzy. Ja wierzę w mądrość pszczół i przyrody. Wierzę, że po ostatnich słabych sezonach musi w końcu trafić się sezon dobry i dla pszczół i dla pszczelarza, wierzę że pszczoły nie będą musiały potrzebować żadnych wspomagaczy na moich pasiekach….

czwartek, 5 października 2017

Podsumowanie sezonu 2017 – pszczoły bez leczenia






Kolejna porcja świeżych informacji na temat moich pszczół na różnych pasiekach przy różnych pożytkach z dominacją spadzi i pożytków leśnych przy udziale różnych genetycznie pszczół. Podsumowanie wiosenne po zimie 2016/2017 znajduje się we wpisie: 

Krótkie wiosenne przypomnienie

Wiosną 2017 roku w pierwszej dekadzie kwietnia moja pasieka liczyła 27 rodzin. Rodziny były w różnej sile i w bardzo różnej kondycji zdrowotnej. Niektóre wyglądały na zdrowe i zwarte a inne na osłabione. Finalnie do okresu maj/czerwiec ostało się 22 rodziny. Jeszcze 5 rodzin skończyło żywot, część okazała się bezmatkami po zimie. Dwie rodziny zostały przekazane (4/1, 16/2) kolegom ze stowarzyszenia a niektóre musiały zostać połączone.

Na chwilę obecną z rodzin przezimowanych pozostały:

3, 5, 16, L2(F), B1(F), Mac1, Mac5, 70/1, L1/1=L1(F), L2/1, Car1, 5/1, 16/1, 16/3, I6, J6 

Rodziny które przetrwały zostały zbadane programem Identifly na przynależność rasową 

Oznaczenie  
rodziny
3                       – przypisana Amm
5                       – przypisana Amm
16                     – przypisana Buckfast x Amm
L2(F)                – przypisana Buckfast x Amm
B1(F)                – przypisana Buckfast
Mac1                 - przypisana Amac x Amm
Mac5                – przypisana Amac x Amm
70/1                  – przypisana Amm
L1/1=L1(F)      – przypisana Buckfast x A.siciliana
L2/1                 – przypisana Buckfast x Amm
Car1                 – przypisana Carnica x Amm
5/1                    – przypisana Amm x Carnica
16/1                  – przypisana Carnica x Buckfast
16/3                  – przypisana Carnica x Buckfast
 I6                     – przypisana Amm
J6                      – przypisana Amm


Opis przypisanych ras. Program „Identifly” na podstawie 19 punktów umiejscowionych na skrzydełku pszczelim w charakterystycznych miejscach czyli na przecięciach żyłek, zakończeniach itp. przypasowuje pszczołę do danej rasy… pewnie odnosząc się do biblioteki zgromadzonych ras. 

Moje przypasowania i przypisane przeze mnie rasy przedstawiam w następujący sposób. Rzadko zdarzy się że badana grupa skrzydełek załóżmy 12 szt. będzie w 100% zgodna z jedną rasą. Dlatego jeżeli na badanych 12 szt. skrzydełek 8-9 przynależy do danej rasy a pozostałe 4 są całkiem innych ras to  pszczoły przypisuje do rasy dominującej. Jeżeli na badane 12 szt. skrzydełek mniej więcej połowa przynależy do jednej z ras a druga do innej rasy wtedy dana pszczoła przypisana jest jako krzyżówka np. Buckfast x Amm  z tym że pierwsza wymieniona ras miała przewagę w ilości rozpoznanych skrzydełek pszczelich. Według mnie badanie przynależności rasowej warto sobie zrobić przynajmniej na rodzinach które przeżyły i przetrwały do okresu jesiennego… pokazuje to i będzie pokazywać w którą stronę będą przesuwać się pszczoły jeżeli chodzi o przynależność rasową w danym okresie czasu. 

Na tą chwilę zbadane rodziny występują w 5 rasach i są to zazwyczaj mieszańce. Rozkład poszczególnych ras prezentuje się następująco:


A.melifera.meliefra         – 31,5%
Buckfast x A.m.m           – 19%
A.m.mac x A.m.m           – 12,5%
A.m.car x Buckfast         – 12,5%
A.m.m x A.m.car             – 12,5%
Buckfast x A.m.siciliana – 6%

Buckfast                          – 6%
 





Uwzględniając obecność poszczególnych ras w krzyżówkach wyniki będą trochę inne. Proszę pamiętać, że jest to procent udziału poszczególnych ras w całości pszczół na pasiekach…

udział Amm – 75%
udział Buckfasta – 44%
udział Carnicy – 25%
udział Macedonki – 12,5 %
udział Sycyliany – 6 %

Z tego wynika, że pszczoły unasiennione z wolnego lotu które przeżywają mają w swojej krwi bardzo duży udział pszczół Apis.mellifera.mellifera. Duży udział mają też pszczoły Buckfast których jest prawie połowa… Trafiła się też pszczoła A.m.syscyliana i tutaj mam pewne wątpliwości o których pisałem już we wcześniejszych wpisach. Mianowicie program nie ma przypasowania do pszczoły A.m.cypria i prawdopodobnie A.m.cypria jest rozpoznawana jako A.m.syscylina. Uważam tak ponieważ nigdy na pasiece nie miałem pszczół A.m.s. Miałem natomiast pszczoły A.m.c. W każdym bądź razie wyniki wyglądają interesująco. Jestem ciekaw co przyniosą kolejne sezony i kolejne badanie przynależności czy tendencja wzrostu udziału amm będzie aż tak widoczna czy może będzie jakiś stały procent dwóch wiodących pszczół czyli amm i buckfasta… Osobiście nie preferuje żadnej z rasy czyli nie wykonuje celowych działań aby jakąś rasę promować a inną eliminować. Rodziny rozmnażam według prostego klucza. Rodzina wykazująca dużą lub średnią siłę, zdrowa, mająca za sobą przynajmniej jeden pełny sezon bez leczenia. Taki sposób rozmnażania rodzin promuje te które dobrze przezimowały, ładnie się rozwijały i nie miały problemów zdrowotnych w trakcie sezonu. Rodziny słabsze, w kryzysach albo nie były wcale rozmnażane albo po dojściu do siły miały robioną przerwę w czerwieniu czyli robiony odkład ze starą matką a macierzak hodował nową młodą matkę. 


Krótki opis rodzin w trakcie sezonu:

3- rodzina która zaliczyła 3 sezony bez leczenia i bez znacznych kryzysów czy jakichkolwiek kłopotów. W tym roku na wiosnę miała mało zapasu ale mimo to dotrwała do lotnej pogody i dalej rozwinęła się do siły średniej w trakcie sezonu oraz do siły dość dużej na koniec przed zimą. Udało mi się po matce z tej rodziny odchować 3 młode czerwiące matki.

5- jest to sistra 3 która również zalicza 3 sezon bez leczenia. Są to 2 rodzinki z trzech które przetrwały z projektu smartbees. Rodzinka ta charakteryzuje się bardzo dużą obronnością. W sezonie omijałem ją szerokim łukiem. Wglądy robiłem tylko na zasadzie podniesienia daszka i spojrzenia ile pszczoły obsiadają ramek. Nie próbowałem nawet ciągnąć od nich matek. Może za rok spróbuję o ile dotrwają do wiosny…

16- jest to ta trzecia rodzinka która przetrwała z projektu. Również zaliczyła 3 sezon bez leczenia. Zimę przetrwała bez problemu z dość sporym zasobem. W sezonie wstrzymywała się z intensywnym rozwojem. W lesie dokuczały jej mrówki ale gdy pojawił się większy pożytek wybuchła i nadrobiła zaległości. Bardzo fajna pszczoła nosząca w sobie jakieś cząstki genów pszczół primorskich. Udało mi się w tym sezonie odchować po niej chyba jedną czerwiącą matkę. 

L2(F)- piękna zimowla, bardzo duża siła w sezonie, matka w tej rodzinie zaliczyła 4 sezon z czego 3 bez leczenia. Przez cały sezon odebrałem sporo mateczników na cichą wymianę. Pszczoły jednak czuły już starość matki. Udało mi się uratować staruszkę i zrobić z nią mały odkładzik końcem lipca. Dałem jej szanse i mam nadzieje, że przezimuje szczęśliwe. W macierzaku została młoda matka z cichej wymiany która wyglądem jest identyczna jak stara matka. Oby odziedziczyła jak najwięcej cech po swojej staruszce. Udało mi się odchować po niej w tym roku sporo matek. Materiał warty powielania.

B1(F) – rodzina od Bartka w ramach projektu fort knox z 2016 roku a więc zaliczyła prawie 2 sezon. Ciekawe pszczoły, raczej średniej siły, samowystarczalne. Cały sezon bez większych kłopotów. W lipcu trochę osłabła ale później w sierpniu nadgoniła. 

Mac1, Mac5 – rodzinki bardzo słabe z zimy, prawdopodobnie łączone z innymi, cały sezon słaby rozwój i widoczny kryzys. Oby dwie stały z rozwojem na 6-8 ramkach. Dopiero końcem lipca, początkiem sierpnia ruszyły i nabrały wielkości. To ich 2 sezon bez leczenia. Nie udało mi się od nich odchować młodych matek. 

70/1- czysta amm, dość dobra zimowla, powolny rozwój wiosenny i wybuch wtedy kiedy ustabilizowała się pogoda, cały sezon z minimalną ingerencją. Służyła mi jako bank czerwiu czy zapasów. Przez sezon podkradałem od niej pszczoły do młodych odkładów. Niestety nie udało mi się od niej odchować młodych matek. To jej 2 sezon bez leczenia.

L1/1=L1(F) – bardzo dobra zimowla, długo czekała z czerwieniem wiosną. Później bardzo fajny rozwój. Jest to macierzak po mojej starej rodzinie L1 która nie przeżyła zimy. W ramach projektu fort knox zastąpiła starą rodzinę. W sezonie bez problemów. Odchowałem od niej kilka młodych czerwiących matek. To jej 2 sezon bez leczenia.

L2/1 – również bardzo dobra zimowla mimo niezbyt dużej siły. W sezonie bez problemów. Podobnie się zachowuje jak jej matka L2. Chciałem ją zostawić bez ingerencji, ale podkradłem co nie co ramek z czerwiem. Udało się też wychować parę matek czerwiących. To jej 2 sezon bez leczenia

Car1- jedyna córka która została po mojej Car która była na mojej pasiece bardzo długo. Była jej macierzakiem. Przezimowała w średniej sile. Cały sezon również w średniej sile. Taka typowa krainka. Jak jest pożytek to odżywa, jak brak pożytku to szybko się kurczy. Udało się odchować chyba tylko jedną matkę czerwiącą. To jej 2 sezon bez leczenia. 

5/1 – córka 5. Z zachowania już mniej obronna a więc, gdzieś te geny obronności się rozmyły. Cały sezon w dość dużej sile… Służyła mi jak dawca czerwiu do ratowania słabszych rodzin do wznawiania młodych odkładów które straciły matki itd. Niechęć do jej matki sprawiła, że nie rozmnażałem tej rodziny w tym sezonie. To jej 2 sezon bez leczenia.

16/1- córka z macierzaka 16. Bardzo ładnie przezimowała. Chyba najsilniejsza rodzina na pasiece. Cały sezon bez oznak kryzysów. Udało mi się rozmnożyć ten materiał dość licznie. Chciałbym więcej takich pszczół w pasiece. To jej 2 sezon bez leczenia. 

16/3- siostra 16/1. Niestety mimo dobrej zimowli, słaby rozwój, cały sezon kucała w miejscu. Do zimy idzie jako średnia. Nie udało mi się odchować od niej młodych matek. To jest 2 sezon bez leczenia

I6 i J6- obce rójki z roku 2016… Na tą chwilę mogę napisać, że sprawowały się całkiem dobrze. Chciałem je podzielić bo wiedziałem, że wyglądają na dość ulokalnione pszczoły. Udało mi się zrobić trochę młodych matek na tych pszczołach.

Podziały rodzin

We wcześniejszych wpisach nakreśliłem wykonywanie podziałów u mnie na pasiekach. Jak zwykle było dużo pracy, dużo przewożenia ale również dużo zabawy i wiele fajnych i ciekawych sytuacji. Jak to zwykle bywa z pszczołami nigdy nie wiadomo czym Cię dzisiaj zaskoczą. Zwłaszcza, że każda rodzina praktycznie jest inna…

Namnażanie pszczół według modelu ekspansji którego dalej się trzymam wymaga dzielenia tych rodzin które do podziału się nadają. Oczywiście różnie z tym bywa i czasami wychodzą dziwne sytuacje. Czasami po osieroceniu rodziny, liczy się na dużą ilość mateczników a tu raptem rodzina w dużej sile zakłada 5-6 szt. i to na jednej ramce hehe… trzeba wtedy na miejscu podejmować decyzję… W tym sezonie bo tak się ułożył rozwój rodzin niektóre zostały namnożone dość intensywnie a niektóre w ogóle. Niektóre rodziny były tylko bazą czerwiu i pszczół dla młodych rodzinek a matki pochodziły z mateczników od rodzin które chciałem rozmnożyć w większej ilości ze względu na ich przydatność i znaną przez mnie wartość. 

Zacznę od rodzin które zostały namnożone najliczniej. Oczywiście nie wszystkie młode rodziny były tworzone z danej wyjściowej. Do pomocy miałem rodziny które służyły mi za dawców czerwiu i pszczół. 

16/116.1/1; 16.1/2; 16.1/3; 16.1/4; 16.1/5; 16.1/6; 16.1/7; 16.1/8
L2(F) → L2/2; L2/3; L2/4; L2/5; L2/6; L2/7, L2(old)
J6 → J6/1; J6/2; J6/3; J6/4
3 → 3/1; 3/2; 3/3
A7 → A7/1; A7/2; A7/3 (tegoroczna rójka)
16 → 16/4=L5(F); 16/5
L1/1=L1(F) → L1.1/1; L1.1/2
I6 → I6/1; I6/2
 L2/1 → L2.1/1
Car1 → Car1/1
OB → OB1 (nowy materiał)
Reszta rodzin:
5 – brak podziałów
5/1 – brak podziałów
70/1 – brak podziałów
Mac1 – brak podziałów
Mac5 – brak podziałów
B1(F) – podziały w ramach fort knox
B7- tegoroczna rójka
C7- tegoroczna rójka
PR- rodzina od Bartka (córka po przetrwalniku)
MR – rodzina od Mariusza (chyba moja 4/1)


Opiszę jeszcze krótko niektóre rodziny. Rodzinka L2(old) dostała takie oznaczenie ponieważ jest to rodzinka utworzona ze starą matką L2 z 2014 roku. Zrobiłem z nią mały późny odkładzik ponieważ pszczoły przez większość sezonu zakładały mateczniki na cichą wymianę. Udało mi się dzięki temu pozyskać ze 3 matki z cichej wymiany po tej wartościowej matce. Rodzinka dość mała ale idzie samodzielnie do zimy. A7 to tegoroczna rójka. Zrobiłem na tej genetyce 3 młode rodziny tylko dlatego, że stała na nowym pasieczysku i tworzone odkłady którym za pierwszym razem nie udawało się unasienić matki dostawały ramkę z larwami od tej właśnie rodziny… bo była jedyna na miejscu z czerwiącą matką. OB jest to nowy materiał pozyskany od znajomego pszczelarza. Podobno rozmnażany z dziada pradziada poprzez mateczniki rojowe. Zobaczymy jak przetrwają wiosnę. Akurat jedna matka jest w moim jedynym ulu warszawskim zwykłym co również jest interesujące bo nigdy takiego ula nie miałem w pasiece. 

Dodam jeszcze, że utworzyłem na bazie w/w rodzin z oznaczeniem (F) rodziny do projektu SPNWP Fort Knox - 12 rodzin a więc w szczycie z rodzinami które były łączone do zimowli na pasiekach przebywało około 80 rodzin


Całość rodzin:


Początkiem października do zimy idzie 55 rodzin. Jest to ilość która w zupełności mnie zadowala po tym sezonie. Rodzinki prezentują się dobrze. Większość to solidne średniaki. 

Podział na pasieczyska

P1(9): L2/7; B1(F); MR; Mac1; Mac5; 16.1/4; 16.1/5; 70/1; Car1/1
P2(9): OB1; I6/2; 16.1/7; 16.1/8; 3/1; 3; C7; 3/2; 3/3
P3(14): 5/1; L1.1/1; 16/1; L2/5; L2/6; I6/1; 16/5; L1.1/2; L1(F); B7; 16/2; J6/2; 16.1/6; Car1
P4(17): J6; 16; PR; 16.1/1; L2/1; L2.1/1; L2/2; 16.1/2; L2(F); J6/1; L2(old); A7/3; 16/4=L5(F);      L2/3; L2/4; 5; 16.1/3
P5(5): A7; A7/1; A7/2; J6/3; J6/4
P6(1): OB
P7: brak rodzin 

Wynika z tego, że pszczoły będę zimował w 6 różnych lokalizacjach. Z tego 2 lokalizacje w lesie, 2 na skraju lasu i 2 w terenie wiejskim. W tym sezonie udało mi się pozyskać 3 nowe lokalizacje, 2 leśne i jedna na obszarze wiejskim z dużym udziałem stawów, rozlewisk i rzek…Do wiosny i prawdziwych oblotów około 6 miesięcy. Liczę na 50% przeżywalność. Jak będzie dowiemy się w kwietniu. 


Wnioski: 

Mimo początkowych obaw związanych z kolejnym sezonem TF i bardzo niekorzystną wiosną zdrowotność rodzin w trakcie sezonu i obecnie oceniam dość dobrze. Obawy spowodowane kolejnym sezonem TF a więc możliwością wystąpienia większych kryzysów, słabego rozwoju i ogólnej stagnacji okazały się nie uzasadnione. Rodzinki rozwijały się dość dobrze mimo słabej pogody. Część rodzin nie rozwinęła się na tyle aby mogła być rozmnożona. Rodziny takie albo pozostały bez interwencji albo posłużyły za dawców czerwiu i pszczół. Sezon ten natomiast dał mi możliwość przetestowania nowych rozwiązań czy sprawdzenia starych dobrze mi znanych. Z nowych rozwiązań zastosowałem sposób na hodowlę matek Kirka Webstera który za rok również będę stosowała. Stare sposoby takie jak tworzenie nowych rodzin z równoczesnym wychowem matek czy zasilanie rodzin w kryzysie czerwiem od zdrowych rodzin potwierdziły dotychczasowe doświadczenia w tym temacie. Warto sprawdzać różne rozwiązania i wybierać te które najbardziej nam pasują. 


Jeszcze w kwestii ratowania słabych, lichych rodzin oraz ich umierania w sezonie.

Problem śmierci rodzin pszczelich w sezonie przy gospodarce TF został wyolbrzymiony i sprowadzony do poziomu typu być albo nie być PN.
Moje skromne doświadczenia pokazują że taka śmierć rodziny w sezonie zdarzy się może w 3-5 rodzinach na 50 i nie jest to celowe działanie.
Sytuacja celowej śmierci czyli z upodobaniem patrzenie jak rodzina umiera jest praktycznie niemożliwa.... Zdarzy się, że rodzina umrze ale nie jest to spowodowane celowym brakiem zainteresowania pszczelarza czy chęcią jak najbrutalniejszej selekcji. Słabym rodzinom, w kryzysie które na moje oko nie dadzą rady wyjść z dołka o własnych siłach i pewnie padną, zazwyczaj pomagam w ramach PN. Otóż trzeba zacząć od tego, że słaba rodzina w kryzysie nie potrafi zadbać o podstawowe potrzeby czyli nie nazbiera odpowiedniej ilości pokarmu, nie obroni się prze rabunkami, nie ogrzeje czerwiu itd. Piszę tu, żeby była jasność o rodzinach które jestem w stanie ocenić i stwierdzić co będzie się z nimi działo. Z roku na rok już po samy patrzeniu na pszczoły w gnieździe, jak się poruszają na plastrze, jak pachną itd. można z dużą pewnością dokonać oceny stanu rodziny. Będzie żyć czy umrze?  Jeżeli kwalifikuje rodzinę do dalszego bytowania bez pomocy to robię to świadomie i praktycznie zawsze ta rodzina z kryzysu wychodzi a nawet jeśli źle ją oceniłem to do połowy sierpnia mam jeszcze czas na interwencję. Rodziny które nie rokują czyli oceniam, że w przeciągu 2-3 tygodni sobie nie poradzą mogę ratować na różne sposoby. Oczywiście wykorzystuje to co mam na pasiece. Podstawowym sposobem ratowania takich rodzinek jest zasilenie ich pszczołami, czerwiem czy ramką z zapasami pierzgi i miodu… Jeżeli rodzina jest bardzo słaba i boję się o to czy ogrzeje podany czerw to najpierw zasilam ją ramką z zapasami i obsiadanymi na niej zdrowymi pszczołami lub większą ilością młodych pszczół. Jeżeli rodzina posiada pewną ilość pszczół i widzę, że ramkę czerwiu na wygryzieniu spokojnie wygrzeje to podaje jej ramkę czerwiu na wygryzieniu od rodziny zdrowej. Najlepiej od razu podać ramkę na której jest i zapas pokarmu i sporo czerwiu na wygryzieniu i sporo młodej pszczoły… Myślę, że to nie problem w szczycie sezonu znaleźć w zdrowej rodzinie taką ramkę.  Inny bardziej radykalny sposób to likwidacja starej matki i zasilenie czerwiem i pszczołami z innej rodziny aby macierzak wychował nową własną matkę lub zsypanie takiej rodzinki na plastry suszu i plastry z zapasami a pozostałe ramki rozdysponować do zdrowych silnych rodzin o ile jest na nich czerw. Sposobów jest bardzo dużo… Chodzi tu głównie o zaszczepienie zdrowych pszczół które nierzadko mają przydatne higieniczne cechy oraz zaszczepienie zdrowej mikroflory. Druga sprawa to uzupełnienie pokarmu do poziomu na którym rodzina przeżyje aż wyjdzie z kryzysu dzięki nowej przeszczepionej pszczole. Zabieg z wychowem młodej matki daje natomiast czas na wyczyszczenie gniazda, przerywa proces reprodukcji warrozy i wzbogaca rodzinę o nowe geny. Wszystkie te działania tyczą się okresu rozwoju pszczół czyli od maja do sierpnia. Późniejsze terminy niestety już nie gwarantują wyjścia rodziny z kryzysu…

 Mój krótki filmik o pszczelarstwie naturalnym gdzie informacyjnie mówię o swoich doświadczeniach.




Na koniec 3 krótkie wywiady z zagranicznymi pszczelarzami-naukowcami. Warto posłuchać bo przekazują najważniejsze rzeczy w dość przystępny sposób. Ich sylwetki można odszukać w Internecie. Znane i bardzo cenione osoby jeżeli chodzi o genetykę pszczół i możliwości związane z hodowlą pszczół opornych na roztocze Varoa…


Ralph Buechler – pracuje w Instytucie Pszczół w Kirchhain. Zajmuje się hodowlą pszczół odpornych na warrozę, zintegrowanym zarządzaniem chorobami pszczół miodnych, patologią itp. Jest koordynatorem regionalnym w projekcie Coloss i Smartbees. Jest również członkiem komitetu naukowego projektu Arista Bee. 


Per Kryger – starszy pracownik naukowy Katedry Agroekologii na Uniwersytecie w Aarhus. Zajmuje się analizą genetyczną, chorobami i pasożytami pszczół miodnych oraz zachowaniem pszczół. Jest członkiem w projekcie Coloss. Zajmuje się badaniami bioróżnorodności populacji pszczół w Danii. Jak sam mówi ślady czystych amm mimo dużych hodowli pszczół innych ras w tym buckfasta są cały czas obecne mimo braku chętnych do utrzymywania pszczół w typie amm.  


Norman Carreck – pracuje w Laboratorium Owadów Pszczelich i Społecznych Uniwersytetu w Sussex. Jest członkiem Komitetu Wykonawczego Coloss. Jest dyrektorem naukowym i starszym redaktorem naczelnym Journal of Apicultural Research. Główne zainteresowania naukowe to patologia pszczół, zachowania i bioróżnorodność pszczół.