niedziela, 21 lipca 2019

Sezon 2019 – bardzo trudny sezon



Przed nami ostatni miesiąc letni... później wrzesień i koniec. Zacznie się wolne od pszczół, zostaną pobieżne odwiedziny i doglądanie czy ule stoją całe i czy zwierzęta nie próbują nakarmić się naszymi pszczołami i ich zapasami.

Sezon wyjątkowo trudny. Nie wiem czy tylko ja mam takie odczucie ale większość znajomych pszczelarzy skarży się na nieprzewidywalność pogody, za mokro, za sucho, za gorąco i za zimno... tak to wyglądało do tej pory. No cóż nie mamy na to najmniejszego wpływy i zarówno pszczoły jak i pszczelarz muszą się dostosować do panujących warunków.

U mnie i na pasiekach względnie normalnie czyli jak na tą porę roku jest stabilnie ale bez szału. Zimny lipiec a przynajmniej pierwsze jego dwie dekady przyhamowały rozwój starszych rodzin i całkowicie zatrzymały rozwój młodych rodzin. Pojawił się okres około 10 dniowy w którym pszczoły (jak wynika z obserwacji- moich) nie przynosiły do ula wystarczających ilości nektaru czy spadzi a zapasy gwałtownie malały prze co cześć rodzi otarła się o głód. Chodź trzeba zaznaczyć, że 3 leśne miejscówki znowu pokazały, że warto w nie inwestować kolejne rodziny pszczele bo tam choćby wszędzie była bida zawsze coś dla pszczół się znajdzie. Zawsze jest więcej wody, wilgotniej i zawsze coś nektaruje lub spadziuje... oczywiście w ilościach takich aby rodzina mogła przeżyć.

Praktycznie na tą porę mam już dwie pasieki przygotowane do zimy. Gniazda ogarnięte, na dwóch korpusach, matki młode czerwią, jakieś delikatne ilości pokarmu, tylko podkarmiać a później zalać do zimy. Niestety te miejsca w tym roku nic nie pokazały i były bardziej na składowanie młodych rodzin lub na postój dla rodzin które szły do lasu na lepsze pożytki. Zdarza się to pierwszy raz odkąd pamiętam abym musiał już w lipcu podkarmiać pszczoły na tych dwóch pasiekach. Pozostałe 3 leśne miejsca jeszcze dają radę, a nawet bym powiedział, że po ostatnich przeglądach daje im duże szanse na jakieś większe przybytki. Tak więc tam pewnie dopiero koło połowy sierpnia pojawię się z syropem cukrowym aby może dolać młode rodziny bo produkcyjne pewnie będą jeszcze dawać radę i dopiero końcem sierpnia dostaną pierwsze dawki syropu na zimę.

Tak się zastanawiam, czy takie okresowe dziury pożytkowe bardziej szkodzą czy bardziej pomagają. Obserwuje, że niektóre rodziny potrafią takie dziury przewidzieć a może robią to z automatu i wcześniej ograniczają czerwienie dolewając matce więcej nektaru/spadzi w sam środek gniazda... Takie okresy głodu o ile są zapasy pszczoły mogą wykorzystać na porządki w gnieździe lub inne „higieniczności” związane z warrozą... bo gdy nie ma zapasów to raczej starają się nie marnować energii i bezczynnie siedzą w ulu a tylko nieliczne wylatują i szukają źródła pokarmu na który warto polecieć? Czy tak jest w istocie tego nie wiem... Obserwuje takie rodziny i się zastanawiam czy one mają jakiś plan awaryjny czy padną z głodu... Oczywiście tak jak już wyżej pisałem nie zamierzam czekać na ich plan awaryjny. Znowu mając większą ilość młodych rodzin o różnej genetyce w tym samym miejscu obserwuję różne umiejętność wyszukiwania pokarmu i gromadzenia zapasów oraz umiejętne zarządzanie tymi zapasami. Swego czasu chyba „Jacuch” pisał na WP, że młode rodziny które nie potrafią same nazbierać dla siebie na rozwój nie są warte dalszej selekcji (to było coś w tym stylu)... stwierdzam, że ma to sens o ile jest naprawdę z czego nazbierać... no ale przecież piszę, że obserwuję różne gromadzenie zapasów a więc w pewnym sensie skoro młodziak sobie nie radzi w tej samej okolicy co inni to nie warto w niego inwestować co nie znaczy pozwolić mu umrzeć ale może warto to jakoś oznaczyć, żeby dalej go nie powielać... Sam nie wiem, bo temat selekcji rodzin przeżywających jest bardzo trudny. Znaczy, chodzi mi o to, że selekcji która da sukces i posunie wszystko do przodu czyli z sezonu na sezon będzie nam przeżywać nie 30-40% rodzin a przynajmniej 60-70%. Bo dzielić wszystko jak leci też można lecz wtedy jest to bardziej lub mniej metoda a nuż się uda i coś zawsze przeżyje. Chodź metoda podziału wszystkiego co przeżywa nie jest zła i chyba jedynie właściwa na pierwsze sezony... Ja już te sezony mam za sobą (chyba pierwsze 3 sezony można do tego zaliczyć) i już jakiś czas zastanawiam się nad dalszą bardziej celową selekcją bo każde nasze działanie to jednak jest jakaś selekcja, wybieramy i dzielimy przyjmując pewne założenia. Ja na przykład, dzielę te rodziny które pokazują siłę biologiczną... mogą nie być wyjątkowo miodne ale muszą pokazywać witalność czyli iść w rozwój jak rodziny komercyjne, czyli posiadać siłę i nie mieć przy tym problemów z warrozą czy innych widocznych objawów chorobowych. Oczywiście są robione jeszcze inne podziały, nazwijmy je „sanitarne”. Wykonywane wtedy kiedy widzę, że coś rodzina jest nie zbyt wyraźna, jakby zaczyna tracić chęć do życia... Wtedy wykonuje odkład ze starą matką a macierzak ma tyle czasu ile potrzebuje aby wychować nową matkę i ruszyć z rozwojem po zebraniu sił.
Czy to pomaga? W 90% przypadków pomaga... jednak niektóre rodziny i tak „klękną” po jakimś czasie jeszcze w tym sezonie. No więc trzeba reagować na bieżąco i z potrzebą chwili podchodzić do rożnych problemów na pasiece. A co do problemów w tym sezonie jak na złość pszczoły nie chciały odciągac mateczników na ramkach hodowlanych a jak już odciągnęły to postanowiły za jakiś czas ukatrupić 10 mateczników i zostawić sobie 4 hehe... a no tak było i to za każdym razem kiedy umyśliło mi się hodowli... a więc wyhodowałem na cały sezon około 12 matek na listwach... hehe rekord. Na złe to nie wyszło bo takie rodzynki na listwie jak się wygryzły z matecznika to ledwo poleciały na lot godowy a już zaczynały czerwić... Reszta matek u mnie w młodych rodzinach to wszystko ratunkowe mateczki z selekcji pszczół i własnych potyczek z innymi matkami... Dobrze, że chociaż unasiennianie 90% udane.

Od paru sezonów udostępniam za darmo materiał po pszczołach które przeżywają bez leczenia wszystkim chętnym, którzy mają ochotę podjechać w ustalonym terminie i pobrać sobie larwy do miseczek lub cały plaster z jajeczkami. Powoli zaczynam dostawać zwrotne informacje na temat matek pochodzących z selekcji na przeżywalność z moich pasiek. Zebrałem kilka ciekawych informacji wartych do przekazania i zastanowienia się bo pracując na swoich pszczoła mogę nie dostrzegać pewnych zachowań a na pewno nie mam odniesienia do pszczół typowo komercyjnych.

Pierwsza najczęściej powtarzająca się informacja zwrotna to krótszy okres inkubacji matek. Matki wyhodowane z mojego materiału wygryzają się o 1 dzień wcześniej niż matki hodowane z pszczół komercyjnych... Matki przeważnie wygryzają się w 15 dniu a niektóre nawet w dniu 14... Oczywiście nie może być tu mowy o starej larwie bo materiał na matki pobierany z najmłodszych larw lub przekazany w formie jajeczek do wylęgnięcia i pobrania w odpowiednim czasie. Jedna z pasiek która pobrała materiał odciągnęła 36 zasklepionych mateczników. 30 matek wygryzło się w 15 dniu, 2 matki wygryzło się w 14 dniu i 4 matki wygryzły się w 16 dniu... Kolejna pasieka, na 20 mateczników aż 18 wygryzło się w 15 dniu a 2 w 14 dniu. Ja nie obserwuję terminu wygryzania matek ponieważ matecznik wędrują do odkładów zaraz po zasklepieniu... może warto dokładniej to zbadać...

Druga powtarzająca się informacja to bardzo dobre unasiennianie się matek w porównaniu do matek komercyjnych wyhodowanych w tym samym terminie. Jedna z pasiek w tym samym terminie unasienniała matki z mojego materiału (dokładnie 16) i matki ze swojego komercyjnego materiału. Ilość matek z mojego materiału 20 szt. ; ilość matek z komercyjnego materiału 16 szt. Matki wygryzały się w podobnym terminie w odkładach. Matki z mojego materiału podjęły czerwienie w ilości 18 szt. oraz 2 matki wróciły z lotu ale nie podjęły czerwienia. Matki z komercyjnego źródła na 16 szt., czerwienie podjęły tylko 2 szt. plus 2 szt. które wróciły z lotu godowego i nie podjęły czerwienia. Reszta matek nie wróciła z lotu godowego lub zaginęła.

Trzecia powtarzająca się informacja to problemy z przyjęciem w nowej rodzinie o ile matki zostaną unasiennione w uliku weselnym (podane jako matecznik) to pszczoły je akceptują i wszystko ładnie przebiega. Problemy pojawiają się kiedy taką czerwiącą matkę chcemy wprowadzić do nowej rodziny.

Jeszcze jedna z ciekawostek jest taka, że matki z dwóch linii z L i 16 wykazują różną kolorystykę. Stwierdzam, że matki o kolorze skórzastym, brązowym wpadającym z żółty z linii L2 są lepsze (w sensie późniejsze ich rodziny) niż matki o innej kolorystyce. W przypadku linii 16 matki o kolorze czarnym lub srebrno-czarnym są lepsze niż matki o innej kolorystyce.

Wracając do bieżącego sezonu wyraźnie widać, że pszczoły aby mogły prawidłowo się rozwijać, walczyć z warrozą, chorobami i innym zagrożeniami muszą mieć optymalne warunki czyli zapas pokarmowy najwyższej jakości (wartościowy pyłek, nektar/spadź bogaty w mikroelementy). Zastanawiam się nad stworzeniem grupy rodzin która mogłaby mieć takie optymalne warunki zapewnione przez cały sezon. Wiązałoby to się z monitorowaniem stanu pokarmu, zapasów pyłku itd. Ewentualne braki uzupełniane albo miodem albo syropem cukrowym wzbogaconym w odpowiednie składniki, witaminy i minerały plus pyłek naturalny. Podejście systemowe. Wszystkie rodziny dawkowanie takie samo o takim samym składzie. Kolejny mini projekt w tym sezonie to próba pokarmowa do zimowli... Będę chciał zimować w 3 grupach po 5 rodzin... Pierwsza grupa do zimy pójdzie na spadzi plus ewentualne uzupełnianie syropem cukrowym ale nie więcej niż 20% całości pokarmu. Druga grupa pójdzie do zimy na miodzie wielokwiatowym plus ewentualne uzupełnienie syropem cukrowym ale nie więcej niż 20% i trzecia grupa pójdzie do zimy tylko na syropie cukrowym ale wzbogaconym o składniki mineralne, witaminy, oraz odpowienio zakwaszonym... Projekt przeznaczony tylko na moje własne potrzeby do oceny stanu rodzin po zimowli na okres od marca do maja...

Moja uprawa

Ostatnio wertuje fora „winoroślarzy”, gdyż od 5 lat amatorsko mam kila winorośli a rośliny w tym wieku dają już pierwsze większe plony więc wiedza co dalej jest przydatna... Co rzuca się w oczy po przeczytaniu kilku tematów. Zdecydowanie większa kultura wypowiedzi, nie ma chamstwa, trolowania, głupich docinek czy celowego ataku personalnego na użytkownika który ma całkiem inne zdanie na dany temat. Bardzo mi się to podoba bo wygląda to naprawdę i przyjaźnie i normalnie... Jest jednak coś co praktycznie jest identyczne jak u nas na forach pszczelarskich czyli negowanie niechemicznego podejścia do pszczelarstwa tu analogicznie niechemicznego podejścia do uprawy winorośli... Zacytuje kila wpisów:

Poza tym cały świat winiarski bazuje na chemii nie dlatego, by ją stosować, ale dlatego, by cieszyć się zbiorami.”

Panowie na całym Świecie da się uprawiać ekologicznie winorośl, w Polsce 100 lat temu też się uprawiało bez oprysków a wy nadal twierdzicie że się nie da, wam to naprawdę nikt nie wmówi że "białe jest białe a czarne jest czarne"

Kiedyś rozmawiałam z człowiekiem, który przestawiał sad z chemicznego na ekologiczny. / to tak w skrócie/
Pierwsze dwa lata są najgorsze.
Co ja zaobserwowałam.
Odkąd nie tępię strasznie mszyc, z roku na rok mam dosłownie hordy biedronek i to tej właściwej nie azjatyckiej.
Zatrzęsienie skorków i bzygowatych.
Nie tępię w ogóle szerszeni, nie mam inwazji os, choć ponoć szerszenie raczej na pszczoły polują, niemniej jednak chyba utrzymują tez populację innych owadów w ryzach.
Owszem zjadły kilka jabłek tego roku na jabłonce, która o dziwo oparła sie wiośnie i zawiązała kilkanaście owoców.
Jednak ja się tym jabłkom dokładnie przyjrzałam i okazało się, że każde zjedzone prze nich jabłko było uszkodzone przez robaka.
Kilkanaście zdrowych zostało i dojrzewają.
Miłość do szerszni syn mi niestety wypomina, ale mnie jeszcze żaden nie użądlił ani nawet nie miał zamiaru.
Nie mam kota, mam masę ptaków, nie wszystkie niestety mi sprzyjające, ale mam chmary sikorek.
Stąd zresztą właśnie nazwa mojego przysiółka- Sikornica i nazwa winnicy.
Niestety mam karczowniki, ale one nie szkodzą aż takie głęboko korzeniącej się winorośli jak drzewkom.
Nie używam randapu.
Mam wręcz zatrzęsienie jaszurki zwinki, ale to jest spowodowane też tym, że ona jak zasiedli teren to już innej jaszczurki nie dopuszcza.
Mam dużo zaskrońców. Co roku napotykam się na różne osobniki. Od razu powiem, że dla nich warto zrobić stos kompostowy,
który nie będzie się ruszany przez dwa lata, on się w nim zasiedla i składa w nim jaja.
Mam dużo ropuch, zawsze się na jakąś natknę robiąc coś w winnicy i nie tylko, bo one lubią zasiedlać nory po gryzoniach.
Jestem w wieku... słusznym to naprawdę bez sensu robić coś, żeby siebie truć i okolicę.”

Jak widać są to znajome i analogiczne typy wypowiedzi na dany temat... hehe... miło było przeczytać je na forum winiarskim. Aż lżej się robi na sercu pszczelarza TF...

Na koniec jeszcze też z dziedziny winorośli... kawałek z artykułu Filoksera autorstwa Wojciecha Bosaka ze strony: http://www.winologia.pl/teksty_filoksera.htm

Ostatnia runda?
Wzajemną relację współczesnych winogrodników i filoksery można określić jako wrogą symbiozę. Już dawno pogodzono się z tym, że szkodnik jest i będzie obecny w większości regionów uprawy winorośli, a wszelkie próby jego całkowitego wyeliminowania tam, gdzie już się pojawił nie mają większych szans. Z drugiej strony wielka ekspansja filoksery mogła się dokonać wyłącznie przy udziale człowieka. Owad ten jest zdolny samorzutnie zaatakować krzewy winorośli rosnące nie dalej, niż kilka kilometrów od miejsca gdzie występuje. Naturalne przeniesienie się szkodnika z regionu do regionu, czy z kraju do kraju jest więc praktycznie niemożliwe.
Jedyną skuteczną ochroną przed dalszym rozprzestrzenianiem się filoksery na nowe tereny jest ograniczenie importu sadzonek oraz ich ścisła kontrola (kwarantanna, odkażanie środkami chemicznymi, kąpiele wodne w temperaturze ok. 50°C, etc.) Na przykład w Australii, gdzie filoksera dotarła już w końcu XIX wieku, dzięki rygorystycznej kontroli od wielu lat udaje się utrzymać jej zasięg ograniczony zaledwie do 4 procent powierzchni winnic. Chile obroniło się przed filokserą dzięki temu, że przez prawie sto lat w ogóle nie sprowadzano tam sadzonek, później zaś wprowadzono bardzo ostre przepisy fitosanitarne, a nie dlatego – jak uparcie powtarzają popularne publikacje – że kraj ten leży “za górami, za morzami”. Trudno sobie wyobrazić kraj winiarski bardziej wyizolowany geograficznie, niż Nowa Zelandia, a mimo to nasz szkodnik czuje się tam jak w domu.
Po latach zmagań filoksera wciąż nie daje o sobie zapomnieć. W latach 1980. filoksera znów zaatakowała winnice w Kalifornii, tym razem niszcząc krzewy szczepione na podkładkach. Wywołało to prawdziwą panikę, gdyż rzeczone podkładki o symbolu AxR1 (Aramon x Rupestris Ganzin 1) były od 1958 roku oficjalnie rekomendowane przez naukowców ze słynnego wydziału winiarskiego Uniwersytetu w Davis jako najlepiej przystosowane do kalifornijskich warunków i masowo stosowane przy nasadzeniach winnic. Problem wygląda więc poważnie, a wypadki atakowania przez filokserę krzewów szczepionych na AxR1 są coraz częstsze. W samej tylko Napie i Sonomie zagrożonych jest około 20 tysięcy hektarów winnic, a co najmniej dwa razy tyle w pozostałych regionach Kalifornii. Koszt ich przesadzenia na nowe systemy korzeniowe oszacowano na 2–3 miliardy dolarów.
W 1989 roku naukowcy z Davis ogłosili, że w Kalifornii pojawiła się nowa, bardziej agresywna forma filoksery atakująca również krzewy szczepione na podkładkach. Ale czy ta “nowa” filoksera, określona jako “biotyp B” nie była czasem próbą wyjścia z niezręcznej sytuacji w jakiej znalazł się skądinąd świetny zespół specjalistów uprawy winorośli z Davis? Bowiem ktoś chyba przeoczył, że usilnie propagowana od ćwierć wieku podkładka AxR1 już w 1903 roku została wycofana z uprawy we Francji – z powodu... słabej odporności na filokserę.




środa, 10 kwietnia 2019

Wiosna 2019 - kolejna zima za nami.


Krótkie podsumowanie kolejnej zimowli na moich pasiekach.
Pszczoły zimowane w 5 różnych lokalizacjach. 



Pasieka nr 1

Stan rodzin jesienią: 21
Rodziny w pełnych ulach: 9
Rodziny w skrzynkach odkładowych: 11
Rodzina w skrzynce 3 ramkowej wlk. : 1
Stan rodzin wiosną: 12
Ule: Mac1, OB1, L2.7/2, Mac5/1, 3/2, Mac1/2, Mac1/B
Skrzynki: L2/s2, L2/s3, 3/s1, L2/s4, Mac1/s1
Procent przeżywalności: 57%

Pasieka nr 2

Stan rodzin jesienią: 10
Stan rodzin wiosną: 2
Rodziny: A8/1, 3/1
Procent przeżywalności: 20%

Pasieka nr 3

Stan rodzin jesienią: 13
Stan rodzin wiosną: 13
Rodziny: Car1, Mac1/5, L2/C, L2/A, L2.5/1, 5/1, 16.1.3/3, B1(F), 3, L2/5, 16.1.3/2, B7/3, 16.1.3/1
Procent przeżywalności: 100%

Pasieka nr 4

Stan rodzin jesienią: 29
Stan rodzin wiosną: 20
Rodziny: B1/2, B1/3, L2/1, B7/1, 16.1/1, L2.1/2, Car1/1, L2/2, 16.1/2, L2.1/3, 3/3, 3/4, L2/4, 16.1/3, L2/3, 16/4(F), L2(F), 3/5, L2.7/3, L2.1/1
Procent przeżywalności: 69%

Pasieka nr 5

Stan rodzin jesienią: 1
Stan rodzin wiosną: 0
Rodziny: -
Procent przeżywalności: -

Całość rodzin na jesieni: 74

Całość rodzin na wiosnę: 47

Przeżywalność ogólna: 63%

Statystyki:

Rodziny z linii pochodzących od L2 przeżyły w liczbie 16 na 25 - 64%
Rodziny z linii pochodzących od 16 przeżyły w liczbie 7 na 8 - 87%
Rodziny z linii pochodzących od Mac1 i Mac5 przeżyły w liczbie 6 na 10 - 60%
Rodzin z linii pochodzących od 3 i 5 przeżyły w liczbie 7 na 9 - 77%
Rodziny z linii pochodzących od rójki B7 przeżyły w liczbie 2 na 8 - 25%
Rodziny z linii pochodzących od B1 przeżyły w liczbie 3 na 5 – 60%

Rodziny z długim stażem bez leczenia które nie przeżył tej zimowli to 5 i Mac5. Na szczęście każda z tej linii miała zrobioną kopię w postaci macierzak analogicznie 5/1 i Mac5/1 a więc dalsza ciągłość tych linii została w pasiece zachowana. Szczególnie jestem zadowolony, że macierzak 5/1 przeżył zimę i ładnie, wręcz wzorowo się rozwija. Są to szczególne pszczoły z wysokim instynktem higieniczynym i bardzo wysokim instynktem obronnym oraz radzące sobie z leśnymi warunkami i pożytkami spadziowymi w pokarmie zimowym...

Chciałem zauważyć, że zimy nie przetrwały także rójki o oznaczeniach B7 i A8 z roku 2017 i 2018. Przetrwały natomiast ich geny w rodzinkach A8/1 i B7/1, B7/3. Tendencja którą obserwuję na pasiekach potwierdza się, że obce pszczoły które przyjdą w postaci roju mają ciężką przeprawę i przeżywają jedynie wybrane z cechami predysponowanymi do gospodarki bez leczenia. Będę dalej obserwował te trzy rodziny i jestem ciekaw czy w kolejnych sezonach utrzymają swoje linię...

Na podstawie przedstawionych danych można spróbować zaplanować dalsze prace selekcyjne w nadchodzącym sezonie. Dość spora ilość rodzin pozwala zdecydowanie zmniejszyć intensywność mnożenia rodzin. Wystarczy zrobić po 2 odkłady z każdej rodziny aby osiągnąć liczbę rodzin do zimowli na poziomie 100. W takiej sytuacji chciałbym zakładać, że na moich pasiekach dokonał się znany schemat Webstera: Zapaść i Ozdrowienie co wiąże się z dalszym krokiem naprzód czyli wprowadzeniem w każdej rodzinie przerwy w czerwieniu bez względu na moją ocenę o przydatności do dalszej hodowli. Przerwa w czerwieniu na dwa sposoby albo nalot pszczoły lotnej na matkę czerwiącą która siedzi na ramce bez czerwiu a reszta rodziny zostaje zabrana i tworzy nową matkę albo odkład ze starą matką i wyjazd na inną pasiekę a macierzak tworzy nową matkę w tym samym miejscu. Pewnie każde ze sposobów zrealizuję na rożnych rodzinach.
Statystyki nie kłamią i pokazują co trzeba mnożyć cały czas i ciągle. Zatem dalej będę namnażał L2 z różnych rodzin, możliwe że zostawię już rodzinę wyjściową L2(f) a skupię się na L2/2 i L2/4 którym przyjrzałem się w poprzednim sezonie a że idą już w 3 sezon bez leczenia to idealny moment aby wykorzystać ich potencjał genetyczny. Na pewno będę chciał namnożyć linię 16, która pokazuje że, pięknie sobie radzi na moich pasiekach w różnych warunkach. Tu mam też dwa typy 16/4(F) czyli macierzak pamiętnej 16 i 16.1/1 bardzo fajne rodzinki o fajnym wiosennym uderzeniu z rozwojem i późniejszym umiarkowanym przez cały sezon. No i mało przeze mnie namnażane 3 i 5 jednak muszą być bardziej powielane bo stanowią dość czyste AMM a z tego co obserwuję udział czy domieszka tych pszczół chyba stanowi duży udział i musi mieć jakieś znaczenie. Tak więc nadchodzący sezon znów zapowiada się pracowicie... braknie sprzętu z tego co widzę... Będę musiał w sezonie dorabiać skrzynki odkładowe a może nawet i ule?

Niestety uliki odkładowe które przetrwały zimę w liczbie 3 szt. i w marcu jeszcze cieszyły oko... nie dotrwały do kwietniowej pogody. Z mojej oceny wynika, że liczba pszczół oraz pokarmu nie była wystarczająca aby mogły przetrwać do pierwszych pożytków nektarowych... Coś nie mam szczęścia do tych małych rodzinek w Miniplusach. Nie ważne, na jesieni będę miał ich około 10 do zimowli bo tak sobie postanowiłem i znajdę dla nich lepsze miejsce niż las.. bardziej słoneczne i bardziej suche.

Uzupełnienie:
Przejrzałem notatki z sezonu bo chciałem dokładnie sprawdzić co i gdzie się unasienniało... Oczywiście większa grupa młodych rodzin pochodzi z lasu. Zrobiłem więc szybkie zliczanie rodzin które do zimy szły jako unasiennione w lesie i które przetrwały... Okazało się, że na 37 rodzin unasiennionych w lesie (było ich więcej ale część została wydana w ramach fort knox jak i innych zobowiązań czy połączeń na jesieni) przeżyło 29 rodzin. Daje to przeżywalność na poziomie 78% a więc taki wynik jest już akceptowalny dla większości pszczelarzy i jasno pokazuje kierunek dalszej selekcji czyli wybór całkowity miejsca do unasienniania młodych matek.

środa, 23 stycznia 2019

Nowy Projekt w pszczelarstwie naturalnym... Bractwo Pszczele


Ruszyła grupa Bractwa Pszczelego

Projekt ten skierowany jest do pszczelarzy którzy wiedzą na jakim etapie znajdują się we współpracy z pszczołami. Potrzeba zdecydowania i jasnych deklaracji w którą stronę pszczelarsko chcemy iść. 
Co chcemy robić i ile możemy dać od siebie dla innych. 

Zapraszam
http://www.bractwopszczele.pl/

środa, 26 grudnia 2018

Podsumowanie sezonu 2018 - pszczoły bez leczenia




Podsumowanie sezonu 2018 z uwzględnieniem stanu rodzin, liczebności oraz krótkie wnioski dotyczące całego sezonu i jego przebiegu w 4 roku bez leczenia rodzin pszczelich.
Podsumowanie wiosenne znajduje się w tym wpisie: podsumowanie-3-zimy-tf

Wiosenne przypomnienie


Wiosną 2018 w kwietniu moja pasieka liczyła 22 rodziny pszczele które przetrwały zimę z całości rodzin które szły do zimowli w liczbie 55. Dało to przeżywalność na poziomie 40%. Do okresu czerwcowego rozwoju dotrwało 21 rodzin. Jedna rodzina prawdopodobnie padła jeszcze przed końcem kwietnia w wyniku działań albo człowieka albo jakiegoś zwierzęcia. Została pozbawiona daszka a od ostatniej wizyty kiedy wszystko było w porządku minęło jakieś 3 tygodnie. Zastałem rodzinę w momencie całkowitego upadku i masowego rabunku resztek pokarmu i martwych pszczół przez mrówki rudnice... ot w lesie nic się nie zmarnuje... Reszta rodzin dotrwała praktycznie do końca sezonu poza jedną która końcem września zesłabła i została przeze mnie zlikwidowana.

Rodziny które obleciały się wiosną i obecnie zimują: B1(F), L2/7, Mac1, Mac5, 16.1/5, 3, L2/5, B7, Car1, 16.1/1, L2/1, L2.1/1, L2/2, 16.1/2, L2(F), 16/4=L5(F), L2/4, 5, 16.1/3, OB

Rodziny które przetrwały zostały zbadane programem Identifly na przynależność rasową


[3] B1(F) -                    przypisana Carnica x Buckfast

[2] L2/7 -                      przypisana Amm x Buckfast

[3] Mac1 -                     przypisana Amac x Amm

[3] Mac5 -                     przypisana Amac x Amm

[2] 16.1/5 -                    przypisana Amm

[4] 3 -                             przypisana Amm x Buckfast

[3] L2/5 -                       przypisana Buckfast x Amm

[2] B7 -                          przypisana Amm x Carnica

[4] Car1(m) -                 przypisana Amm

[3] 16.1/1(m) -              przypisana Amm x Buckfast

[3] L2/1 -                       przypisana Buckfast x Amm

[2] L2.1/1 -                    przypisana Carnica x Buckfast

[2] L2/2 -                       przypisana Carnica x Buckfast

[2] 16.1/2 -                    przypisana Buckfast x Amm

[5] L2(F) -                     przypisana Buckfast x Amm

[4] 16/4(m)=L5(F) -      przypisana Amm

[2] L2/4 -                       przypisana Carnica x Buckfast

[4] 5 -                            przypisana Amm

[2] 16.1/3 -                    przypisana Buckfast

[2] OB -                        przypisana Amm x Buckfast



Opis przypisanych ras. Program „Identifly” na podstawie 19 punktów umiejscowionych na skrzydełku pszczelim w charakterystycznych miejscach czyli na przecięciach żyłek, zakończeniach itp. przypasowuje pszczołę do danej rasy dnosząc się do biblioteki zgromadzonych ras.



Moje przypasowania i przypisane przeze mnie rasy przedstawiam w następujący sposób. Rzadko zdarzy się że badana grupa skrzydełek załóżmy 12 szt. będzie w 100% zgodna z jedną rasą. Dlatego jeżeli na badanych 12 szt. skrzydełek 8-9 przynależy do danej rasy a pozostałe 4 są całkiem innych ras to pszczoły przypisuje do rasy dominującej. Jeżeli na badane 12 szt. skrzydełek mniej więcej połowa przynależy do jednej z ras a druga do innej rasy wtedy dana pszczoła przypisana jest jako krzyżówka np. Buckfast x Amm z tym że pierwsza wymieniona ras miała przewagę w ilości rozpoznanych skrzydełek pszczelich. Według mnie badanie przynależności rasowej warto sobie zrobić przynajmniej na rodzinach które przeżyły i przetrwały do okresu jesiennego… pokazuje to i będzie pokazywać w którą stronę będą przesuwać się pszczoły jeżeli chodzi o przynależność rasową w danym okresie czasu.



Przebadane rodziny i ich przynależność wygląda tak:



A.mellifera.mellifera -                                20%

Buckfast x A.m.m. -                                 40%

A.melifera.macedonica x A.m.m. -            10%

A.melifera.carnica x Buckfast -                 20%

A.m.m x A.m.car. -                                  10%

Buckfast -                                                 5%






Uwzględniając udział poszczególnych ras w krzyżówkach wyniki ilościowe domieszek w poszczególnych rodzinach będą przedstawiały się następująco. Zbadano 20 rodzin pszczelich które w większości stanowią mieszańce.



- w 15 rodzinach jest udział mellifera mellifera

- w 13 rodzinach jest udział buckfast

- w 5 rodzinach jest udział carnica

- w 2 rodzinach jest udział macednonica



Daje to obraz całkowitego udział genotypów pszczół w rodzinach pszczelich na pasiece. Pokazuje to, że aż 75% rodzin ma dopływ krwi mellifera, 65% rodzin ma dopływ krwi buckfast, 25% rodzin ma dopływ krwi carnica i 10% rodzin ma dopływ krwi macedonica.



W sezonie 2018 realizowałem dalszą część modelu ekspansji z bardziej celowym doborem grupy rodzin do dalszego namnożenia. Udało się zrealizować w dużym stopniu zakładane plany w głównej mierze dzięki bardzo dobrej pogodzie oraz kondycji zdrowotnej poszczególnych rodzin pszczelich.



Całość rodzin na 5 pasiekach w których zimują pszczoły:



Podział na pasieczyska



P1(21): Mac 1/1, Mac 1/2; 3/2; Mac 5/1; L2.7/1; L2.7/2; OB1; Mac 1;

           skrzynki: L2/s1; L2/s2; L2/s3; L2/s4; L2/s5; L2/s6; L2/s7; 3/s1; B7/s1; B7/s2; Mac1/s1

           dla Bartka: Mac1/B; L2/B

P2(10): L2/7; B7/4; B7/5; Mac5; A8; B5(F); 3/1(m); 16.1/5; L2.1.1/1; A8/1

P3(13): 16.1.3/1; B7/3; 16.1.3/2; L2/5; 3; B1(F); 16.1.3/3; L2/A; 5/1; L2.5/1; L2/C; Mac1/5; Car1

P4(29): B1/1; B1/2; B1/3; L2.1/1; L2/1; 16.1/1(m); B7/1; OB2; L2/2; 16.1/2; L2.1/2; B1/4; L2.1/3;

             B7; Car1/1; Mac1/3; 3/3; 3/4; J1(F); 16.1/3; 5; L2/4; L2/D; B7/2; 16/4(m)=L5(F); L2(F);
             Mac1/4; L2.7/3; 3/5

             4 uliki weselne matki po 16

P5: brak rodzin

P6(1): OB

P7: brak rodzin



Sumując wszystkie pasieczyska do zimy idzie 74 rodziny pszczele + 4 uliki.



Namnożenie rodzin



L2(F) → L2/s1; L2/s2; L2/s3; L2/s4; L2/s5; L2/s6; L2/s7; L2/B; L2/A; L2/C; L2/D

Mac1 → Mac 1/1; Mac 1/2; Mac1/s1; Mac1/B; Mac1/5; Mac1/3; Mac1/4

B7 → B7/s1; B7/s2; B7/3; B7/2; B7/1; B7/4; B7/5

3 → 3/2; 3/1(m); 3/3; 3/4; 3/5; 3/s1

B1(F) → B1/1; B1/2; B1/3; B1/4

L2/7 → L2.7/1; L2.7/2; L2.7/3

16.1/3 → 16.1.3/1; 16.1.3/2; 16.1.3/3

L2/1 → L2.1/2; L2.1/3

OB → OB1; OB2

Car1 → Car1/1

Mac5 → Mac 5/1

5 → 5/1

A8 → A8/1

L2.1/1 → L2.1.1/1

L2/5 → L2.5/1

16/4(F)→ 4 uliki weselne

16.1/5

16.1/1

L2/2

L2/4

16.1/2

J1(F)

B5(F)



Tak jak w poprzednich sezonach w dużej liczbie namnożyłem rodziny pochodzące z lini L2. Dodatkowo Mac 1 oraz B7, 3 i B1 które również zostały namnożone w większej ilości. Linia 16 była mniej namnażana głównie dlatego, że służyła bardziej do pozyskiwania miodu niż tworzenia nowych rodzin. Linia L2 i pochodzące od niej rodziny stanowią prawie 34% wszystkich rodzin u mnie na pasiekach. Macedonki które w poprzednim sezonie zwalczył kryzys a w tym pięknie się rozwijały, zostały dość dobrze namnożone, razem stanowią około 13% wszystkich rodzin. Rodziny wywodzące się z linii 16 stanowią około 10% wszystkich rodzin więc w przyszłym sezonie będę chciał namnożyć ich większą ilość. Dodatkowo w tym roku namnożyłem rójkę z 2017 – B7, która bardzo ładnie się rozwijała. Rodziny pochodzące od pszczół “przedowjennych” czyli 3 i 5 również stanowią cały czas spory udział gentyczny, 12% wszyskich rodzin. Dodatkowo jes także trochę innej gentyki takjej jak OB, rójka z tego rokiu A8 czy rodziny od Bartka w ramach fort knox J1(F) oraz B5(F). Tak więc patrząc na pasieki całościowo jest dość bogata bioróżnorodność.



Wnioski:

Dobra pogoda i umiarkowany ciągły pożytek pozwalają na bezproblemowe namnażanie rodzin pszczelich bez leczenia. Cały sezon i ciepła słoneczna jesień nie ujawniły osłabienia czy załamania chorobowego wśród rodzin pszczelich na moich pasiekach. Ogólnie przez cały sezon spotkałem się z dwoma przypadkami widocznego osłabienia rodzin. Jedną rodzinę zlikwidowałem we wrześniu a drugą w trakcie sezonu, która została przywieziona od Bartka. Ewidentnie nie pasowały jej warunki na mojej pasiece. W tym sezonie złapałem 2 rójki oraz jedna rójka sama przyszła i zasiedliła ul, który stał w tym samym miejscu gdzie rok temu udało mi się nagrać nalot rójki na korpusy z suszem. Doświadczenia z łapanymi rójkami, które zebrałem przez wszystkie sezony utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto zostawiać takich rójek na zimę jako niezależny byt. Wszystkie rójki złapane poza moją okolicą pasiek, bezwzględnie będę dzielił na odkłady czy uliki weselne i poddawał im matki z własnego materiału o większym potencjale genetycznym. Zostawiam tylko rójki które same nalecą się na puste ule u mnie na pasiekach. Zazwyczaj z tego co obserwuję przeżywalność takich rójek jest dużo większa niż rójek łapanych gdzieś w mieście, które prawdopodobnie pochodzą z komercyjnych pasiek. Obserwacje tego sezonu przynajmniej u mnie pokrywają się z obserwacjami Kirka, że z sezonu na sezon po większych załamaniach przy sprzyjającej pogodzie i odrobinie szczęścia pszczoły będą coraz lepiej reagować na zagrożenia a ich rozwój będzie zbliżony do rodzin pszczelich w pasiekach komercyjnych.

Uzupełnienie

Zapomniałem napisać co nowego pojawiło się u mnie w tym sezonie. Pierwsza sprawa to cześć rodzin miała zakwaszony pokarm na zimę w sensie syrop cukrowy miał niższe pH. Ogólnie nie jestem zwolennikiem uzdatniania pszczołom pokarmów ale na temat obniżenia pH jest już sporo informacji i zazwyczaj są to pozytywne doniesienia. Zrobiłem zatem już początkiem lipca nastaw domowego octu jabłkowego na własnych papierówkach... wiadro 30 l, naciąłem tam dość grubo jabłek prosto z drzewa bez mycia itd. zalałem do 2/3 wodą dodałem z litr miodu i zostawiłem na miesiąc. Po miesiącu powstała pulpa którą przecedziłem... za jakiś czas zrobiła się matka octowa czyli gruby galaretowy kożuch. Finalnie wyszło tego około 10 l (czytałem, że to bardziej woda octowa niż 100% ocet) nie mniej jednak było to dość mocno kwaśne i fajne do picia. Robiłem napój szklanka wody, łyżka octu i łyżka miodu... bardzo smaczne. Dla pszczół przyjąłem podobny przelicznik więc na wiadro 30 l gotowego syropu dodawałem 1 l tego octu. Starczyło mi to na około 300l syropu czyli jakieś 60-70 dawek. po 5-6 l na rodzinę... Około połowy rodzin dostało po dwie dawki tak zakwaszonego syropu na zimę...reszta czyli druga połowa stołowała się na normalnym syropie cukrowym bez zakwaszenia. Czy przełoży się to na lepszą kondycję rodzin? Nie mam pojęcia...nie mam też pojęcia jak to ocenić wiarygodnie...?

Druga sprawa to mój odwieczny problem z pokarmem i końcem zimowli. Duże spadki w ostatnich sezonach według mnie były bardziej spowodowane jakimiś zawirowaniami z pokarmem niż finalnie chorobami. Takie mam przypuszczenia. Rok temu wypróbowałem na kilku rodzinach trik z odsunięciem ramki końcem września, początkiem października. Trik ten polega na zakarmianiu rodzin tak jak to się robi normalnie na zimę i przy ostatniej kontroli zapasów co zazwyczaj wypada początkiem października odsunięciu skrajnej ramki która zalana jest pokarmem. Co to powoduje? Zauważyłem, że jak jest ciepła jesień lub mniej ciepła lub jaka by nie była to pszczoły przenoszą pokarm z tej odsuniętej skrajnej ramki do centrum gniazda i jeszcze lepiej go układają. Nie wiem czy tak jest w istocie w każdej rodzinie ale wydaje mi się, że tam gdzie mogłem źle ocenić ułożenie zapasów taki manewr może właśnie pomóc pszczołom w końcówce zimy... nie mam też na to konkretnych dowodów. Dzielę się tylko przemyśleniami i działaniami jakie poczyniłem

Chętnie udzielę odpowiedzi w komentarzach na pytania związane z podsumowaniem sezonu 2018.

środa, 21 listopada 2018

Strona - www.pasiekalapa.pl - wystartowała


Jakiś czas temu rozpocząłem pracę nad postawieniem własnej strony internetowej. Pomysł nie narodził się nagle tylko od paru sezonów powoli dojrzewał. Przez 2 miesiąc organizowałem sobie pracę i tworzyłem za pomocą kreatora wygląd swojej domowej strony Pasieki Łapa.
Cała ta praca była dla mnie nowa ale sprawiała przyjemność w wolnych chwilach.
Tworzenie własnej strony jest trudne a przynajmniej dla mnie było trudne bo nigdy tego wcześniej nie robiłem. Dobór grafiki, rozmiar zdjęć, linkowanie, podstrony, wybór fontów i inne ciekawe elementy składające się na tworzenie stron www zajmowały sporo czasu. Dziękuje też za pomoc Bartkowi i Mariuszowi którzy mimo swoich spraw i zajęć dużo mi pomogli.

Chodź strona wisi już parę dni publicznie w internecie dzisiaj postanowiłem poinformować o niej na blogu. Oczywiście pewne prace techniczne czy też stylistyczne będą trwać jeszcze jakiś czas aż uznam, że efekt końcowy mnie zadowala. Na tą chwilę prace ogólnego wizerunku i kwestie merytoryczne uważam za zakończone. W przyszłości pewnie będę chciał rozbudować poszczególne sekcje lub dodać coś nowego.

Powstałą stronę traktuję jako wizytówkę tego co próbuję robić z pszczołami. Uważam, że czas jest ku temu dobry ponieważ warto podkreślić realny cel pszczół bez leczenia. Dokładnie 5 lat temu tworzyliśmy nieduży ruch pszczelarstwa naturalnego w sieci który przekształcił się w stowarzyszenie "Wolne Pszczoły". Te 5 lat to swoisty półmetek większego dziesięcioletniego okresu po którym  można będzie wyciągać śmielsze wnioski, podsumowywać, krytykować moje i innych działania w tematyce PN czy TF. Nie czas i miejsce na podsumowywanie tych 5 lat naszej organizacyjnej pracy ale z własnego punktu widzenia, odczuwam potrzebę aby nowi ludzie, nowe osoby uruchomiły swoje chęci i pomysły związane z podobna tematyką.

Zapraszam więc na stronę i z chęcią dowiem się co o niej myślicie. Co trzeba poprawić? Co można zrobić lepiej? itd. Liczę też na konstruktywną krytykę. 


 
www.pasiekalapa.pl







piątek, 24 sierpnia 2018

Psy szczekają karawana idzie dalej... czyli jak to się robi z pszczołami bez leczenia


Mija kolejny sezon pszczół bez leczenia na moich pasiekach, piszę o pasiekach bo powstają nowe w innych miejscach a więc zajmuję coraz większy obszar swoimi rodzinami pszczelimi w których zawsze mam masę trutni... Tak się dobrze to wszystko układa, że w tym roku postanowiłem jeszcze lepiej podejść do modelu ekspansji... Postanowiłem jeszcze bardziej zwiększyć szansę na unasiennienie młodych matek moimi trutniami lub trutniami dzikimi, które żyją w lesie a żyją na pewno. Utworzyłem a raczej wybrałem dogodne miejsce w lesie w którym postanowiłem ustawiać młode rodzinki przeznaczone do dalszego rozwoju a więc młode rodzinki z czerwiem, pszczołą lotną i matecznikiem lub matecznikami na wygryzieniu. Przyjąłem założenie, że młode rodziny wywiezione w spokojne, leśne, pierwotne miejsce będą zdecydowanie lepiej się rozwijać niż w przepszczelonym terenie. Stworzyłem taką namiastkę trutowiska a raczej miejsce przebywania młodych rodzin na czas unasiennienia się matek pszczelich oraz ich dalszego rozwoju do czasu przewiezienia na docelowe miejsce w którym będą zimować... Można to nazwać taką stacją godową lub stacją odkładową bo te młode rodzinki nie są ulikami weselnymi a rodzinkami które mają potencjał na to aby do zimy utworzyć w średniej sile pełnowartościowe rodziny pszczele gotowe do zimowli. Jak postanowiłem tak zrobiłem i już początkiem czerwca postawiłem tam pierwsze skrzynki odkładowe wykonane własnoręcznie które kosztowały mnie za szt. mniej niż cena ramkowej podkarmiaczki do jakiegokolwiek typu ula. Co ciekawe rozwój pszczół w drewnie, nawet w dość świeżym drewnie wypada lepiej niż w skrzynkach ze sztucznych materiałów drewnowpodobnych... ot takie porównanie na kilkudziesięciu rodzinkach.

Model ekspansji uważam na tą chwile za jedno z bardziej słusznych rozwiązań czy konceptów dotyczących pszczół bez leczenia. Wychodzi na to, że bez opanowania namnażania rodzin przeżywających nie zrobimy nawet o pół kroku do przodu... Jeśli sami nie nauczymy się wyciągać właściwych wniosków z obserwacji swoich pszczół to niestety ale współpraca w kierunku pszczół zdrowych, bez leczenia nigdy nie będzie miała powodzenia... Słowa Kirka Webstera idealnie obrazują to o czym i ja myślę patrząc na te wszystkie sezony od 2013 roku...

Na ile potrafię to ocenić, potrzeba pięciu lat systematycznej pracy i uwagi poświęconej pszczołom, roztoczom i pszczelarzom, aby osiągnąć harmonijną równowagę. Ci, którzy szukają drogi na skróty lub frajerów do brudnej roboty, poniosą porażkę.”

W istocie to święta prawda. Wszelkiego rodzaju oszukiwanie przyrody i różne triki pszczelarskie muszą skończyć się źle bo pszczoły nie będą nigdy miały wystarczających szans na przystosowanie się do okolicznych warunków przyrodniczych. Kiedy czytam, że ktoś liczy na unasiennianie własnych matek trutniami z jednego czy dwóch uli które mają te trutnie zapewnić to zastanawiam się czy to żart czy prawdziwa wiara w swoją zgromadzoną wiedzę?

W sezonie w nowo utworzonym miejscu unasienniłem około 50 matek pszczelich a może i więcej sam już nie wiem bo trochę tych matek wyprowadziłem z pasieki w sumie pierwszy raz w tak dużych ilościach na zewnątrz. W okolicy miałem dwie pasieki które stanowiły dość duże siły produkujące trutnie. Wszystko razem tworzyło taki „trójkąt” na którego rogach znajdowały się właśnie pasieki... gdzie najdalej wysunięty róg stanowił miejsce wylotów młodych matek na unasiennianie. Mimo według mnie dość dogodnych warunków nie jestem w stanie stwierdzić i zapewnić, że moje trutnie obsłużą w 100% młode matki ale podejrzewam, że 60-70% udział jest bardzo prawdopodobny. Liczę też na jakieś 10% trutni leśnych od pszczół dzikich lub zdziczałych. Reszta to trutnie z okolicznych pasiek.

A więc ten sezon przyniósł nowe nauki i nowe działania. Pokazał również, że „Wielebni z Arizony” mieli rację, że po zapaści przychodzi ozdrowienie, że rodziny zbierają się z siłą do rozmiarów rodzin komercyjnych, że ilość pozyskanego miodu z czasem nie będzie odbiegać od normy dla danej okolicy, że prawie wszyscy którzy zwątpili, którzy pukali się w głowę i mówili, że to barbarzyństwo, męczenie pszczół nie mieli po prostu racji, mylili się a ich paplanina nie miała nic wspólnego z rzeczywistością...

Nagrałem serię filmików przedstawiającą model ekspansji w praktyce. Będzie to kilka filmików które obrazują jak dzielę rodziny w ramach modelu ekspansji... a przy okazji będzie można ocenić zdrowie pszczół ich dynamikę i rozwój mając w głowie, że to już 6 sezon pszczelarstwa naturalnego a 4 bez leczenia... a w sumie to już początek 5... 

Filmiki będą pojawiać się w odstępach dwutygodniowych lub częściej w zależności od dysponowanego przeze mnie czasu 

Odcinek 1


Odcinek 2


Odcinek 3

 


wtorek, 14 sierpnia 2018

Matki pszczele - nadwyżka hodowlana

Sprzedam 5 szt. matek pszczelich czerwiących.
Matki pochodzą po materiale z linii 16 a więc dość dobrze ugruntowana u mnie linia pszczół które przeżywają bez leczenia. Zaznaczam, że materiał prowadzę tylko i wyłącznie po stronie matecznej a więc znam dokładne pochodzenie pszczół z ostatnich 4 sezonów od strony matecznej.
Uczciwość nakazuje zaznaczyć, że dla większości pszczelarzy komercyjnych będą to zwykłe kundle czy też mieszańce. Dla mnie jest to materiał który bardzo dobrze odnajduje się w moich warunkach w dość jednak ostrym mikroklimacie o krótkim okresie wegetacji. Matki wychowane metodą Kirka Webstera i unasiennione w lesie na mojej głównej pasiece gdzie do dyspozycji miały bardzo dużą ilość trutni pochodzących od rodzin nieleczonych przeżywających.

Zaznaczam również, że matki nie gwarantują 100% powodzenia w gospodarce bez leczenia. Mogą natomiast stanowić cenny materiał do wzbogacenia własnej puli genowej czy też do poprowadzenia dalszej selekcji na przeżywalność pszczół bez udziału leków wszelkiego rodzaju.

Matki ze sprawdzonym czerwiem pszczelim. Czerwią już ponad 20 dni a więc pierwsze młode pszczoły zaczynają pojawiać się w rodzinkach. Matki unasiennione w ulikach miniplus.
Cena 100 zł szt. Preferuje odbiór osobisty po wcześniejszym uzgodnieniu.
W razie pytań proszę dzwonić 609457114

Linia16 - drzewko pochodzenia od 2015 roku