Krótko o rodzinach, które przeżyły kolejną zimę bez leczenia i jeden z najgorszych sezonów pszczelarskich w mojej okolicy czyli 2022 ( co prawda 2023 idzie z nim łeb w łeb)
Postanowiłem przyjrzeć się bardziej
dokładnie rojom pszczelim które przewinęły się przez moje
pasieki. Oczywiście wszystkie roje, które przybyły do pasieki po
2015 roku pozostawały bez jakiegokolwiek leczenia tak jak reszta
rodzin pszczelich na pasiekach. Postarałem się zebrać i
uporządkować informację na temat pszczół rojowych z którymi
miałem do czynienia. W zasadzie większość informacji zawartych w
tym tekście będzie znajdować się we wcześniejszych wpisach na
moim blogu, jednak pod wpływem ciągle powracającego tematu
znaczenia rojów pszczelich w pszczelarstwie TF warto przedstawić
mój punkt widzenia wynikający z własnych doświadczeń jako jeden
z głosów w dyskusji. Zaznaczam też, że nie prowadziłem bardzo
dokładnych zapisów chodź ze 100% dokładnością jestem w stanie
odtworzyć linię każdego roju który przybył do mojej pasiek i
kiedy zakończył się jego żywot. Pojedyncze roje które zapadły
mi w pamięci będę w stanie opisać lub przyporządkować do danej
pasieki, miejsca a nawet konkretnego ula.
Na początku warto wspomnieć, że
naturalny rój pszczeli który jest dojrzały biologicznie i opuści
ul ze starą czerwiącą matką to jedna z najlepszych i najbardziej
doskonałych form jeżeli chodzi strukturę rodziny (proporcję
pszczół starych i młodych robotnic oraz trutni). Dlatego od samego
początku lubię pracę z rojami, lubię osadzać je w ulu i lubię
obserwować jak się później rozwijają. Przez te kilka sezonów
miałem na swoich pasiekach kilkanaście różnych rójek o czym
szczegółowo będę pisał później, jednak żadna z osadzonych lub
samozasiedlonych rójek nie zapisała się jako samodzielna linia
swojej genetyki, która by była zdolna przeżyć bez leczenia
przynajmniej ze 3 sezony.
Sezonem najbardziej rojliwym, w którym
pozyskałem dużą ilość rojów pszczelich a telefony dzwoniły
praktycznie co drugi dzień był sezon 2016. Na marginesie w całej
mojej przygodzie z pszczołami jeden jedyny raz wyroiła mi się
rodzina pszczela i rójka uciekła bez mojej wiedzy. Oczywiście tak
mała ilość rojących się rodzin nie należy do moich zasług czy
częstych przeglądów i stosowania różnych sztuczek pszczelarskich
aby ograniczyć rojliwość. Według mnie jest to spowodowane dość
dużą kubaturą w moich ulach w stosunku do siły i rozwoju rodzin w
danym czasie oraz tym, że zazwyczaj w szczycie sezonu i największej
sile biologicznej rodziny pszczelej dokonuje planowych podziałów.
Nie ważne... wróćmy do 2016 roku. Był to pierwszy sezon
pszczelarstwa bez leczenia. Po zimie z 61 rodzin zostało 10. Jak
zawsze w takich przypadkach gdy masz mało i licho przychodzi dobry
jak nie bardzo dobry pożytkowo sezon. Pamiętam, że był to jeden z
lepszych pożytkowo sezonów z jakimi miałem do czynienia. Można
napisać, że teraz pragnie się takich sezonów. Wiadomo, pokarmu
było w brud to i pszczoły dochodziły z rozwojem wcześniej i
zaczynały się gwałtownie roić. Tak wtedy opisywałem ten stan na
blogu:
"Jeszcze
nigdy nie doświadczyłem tak dużej ilości zgłoszeń
telefonicznych do rojów pszczelich. Praktycznie 80% zgłoszeń to
pszczoły które naleciały na przewody wentylacyjne lub znajdują
się gdzieś w okolicach dachu budynków jednorodzinnych. Pozostałe
zgłoszenia to zazwyczaj klasycznie uwiązane roje pszczele tworzące
charakterystyczne grono. Rójki przeważanie wybierają iglaki z tego
co widzę, i są to świerki, ozdobne tuje itp. drzewka ogródkowe.
Wysokości uwieszania się roi też bywają różne, od całkiem
rozsypanych na trawie do wysoko umieszczonych pod dachem bloku. Nie
ma konkretnej prawidłowości jeśli chodzi wybór miejsca do
uwiązania roju.
Co
ciekawe złapane roje fenotypowo odpowiadają pszczołom ciemnym
czyli nie posiadają praktycznie żadnych zażółceń czy innych
odcieni kolorystycznych. Wszystkie złapane rójki były w typie Amm
i Amc dlatego postanowiłem czterem z nich zrobić badanie
przynależności rasowej po użyłkowaniu prawego przedniego
skrzydełka. Potwierdziły się moje przypuszczenia i 3 na 4 roje
przyporządkowane zostały do rasy apis mellifera mellifera. Czwarty
rój tworzyły pszczoły mieszańce melifery z carnicami. Można
zadać pytanie dlaczego w terenie miejskim o dość dużym
rozmieszczeniu pasiek, większość złapanych roi to pszczoły o
krajowym pochodzeniu? Spodziewałem się typowych mieszańców
zbliżonych bardziej do buckfasta czy typowych krainek."
Wcześniejsze
sezony pomijam do szczegółowych opisów na temat występujących
rójek i ich losów ponieważ są to lata w których wykonywałem
zabiegi lecznicze, czyli lata od 2011-2015. Można szacunkowo
przyjąć, że średnio na sezon pozyskiwałem 2-3 rójki. Zatem
ilość rójek pszczelich na moich pasiekach na przestrzeni tych
sezonów waha się od 10 do 15.
Sezon
2016
Tak
jak wcześniej pisałem był to rekordowy sezon. Złapałem i nabyłem
około 15 rójek.
Część
rójek wydałem znajomym, pojedyncze sztuki.
Jesień.
11
rójek poszło do zimowli:
A6;
B6; C6; D6; E6; F6; G6; H6; I6; J6; K6 (11)
K6-
rójka wyjęta z komina
B6
-rójka która naleciała się na ulik weselny (4 korpusy miniplus)
na pasiece P2
Rójki
były rozmieszczone na różnych pasiekach tak aby nie kumulować ich
w jednym miejscu:
P1:
roje A6, B6, C6, D6, E6
P2:
roje F6, G6, K6
P3:
roje H6, I6 , J6
Sezon
2017
Wiosna.
Rójki
które przeżyły zimę.
A6;
C6; G6; H6; I6; J6 (6)
Krótki
opis poszczególnych rójek z wcześniejszych wpisów na blogu
A6-
pierwsza rójka w mojej pasiece. Jest to rójka która sama się
naleciała na z piętrowane uliki weselne. Na jesieni miałem z nią
mały incydent. Dwa razy dostała dawkę około 3 l syropu w stosunku
1:1 ale dopiero za drugim razem odkryłem, że podkarmiaczka była
pęknięta i z jednej komory syrop wylewał się do ula i przez
siatkę pod ul na trawę. Mimo to nie była rabowana i przeżyła.
Rodzinka również malutka, obsiada 3-4 ramki. Loty stabilne.
C6-
kolejna rójka która przeżyła. Nie znam dokładnie jej pochodzenia
i skąd była przywieziona. Na pewno złapana gdzieś w mieście.
Rodzinka również malutka, obsiada 3-4 ramki. Loty stabilne.
G6–
rójka którą wyciągnąłem z komina w sąsiedztwie mojej pasieki a
więc lokalne pszczoły… Przeżyła chodź jesienią dawałem jej
50% szans ponieważ słabo pobierała pokarm i była dość mała.
Obecnie obsiada 2-3 ramki.
H6–
rójka przedwojenna, bardzo dobra kondycja, nie widać oznak
osłabienia, ładnie gospodaruje zapasami. W tej chwili na 6-7
ramkach
I6-
również rójka przedwojenna, kondycja podobna jak u poprzedniczki,
rozwój bez zastrzeżeń. W tej chwili na 6-7 ramkach. Widać, że
idzie w siłę nie tracąc starej pszczoły.
J6-
rójka złapana w mieście. Nie znam dokładnego pochodzenia ale
również ładnie się prezentuje jak wszystkie rodziny na tej
pasiece.
Jesień.
5
rójek oraz 9 rodzin na genetyce z rójek idzie do zimowli:
J6;
I6; A7; B7; C7;
W
istocie z przezimowanych rójek których na wiosnę było 6 zostało
do jesieni 2... Z racji tego, że podsumowania po zimowli robiłem
zazwyczaj wcześnie początkiem kwietnia zakładam o ile mnie pamięć
nie myli że do maja spadły lub zostały połączone jeszcze ze dwie
rójki. Losów reszty nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
Prawdopodobnie osłabły w trakcie sezonu i zostały zlikwidowane lub
wypszczeliły się samoistnie.
Jesienią
po sezonie o rójkach które przetrwały mam krótki wpis:
I6
i J6-
obce rójki z roku 2016… Na tą chwilę mogę napisać, że
sprawowały się całkiem dobrze. Chciałem je podzielić bo
wiedziałem, że wyglądają na dość ulokalnione pszczoły. Udało
mi się zrobić trochę młodych matek na tych pszczołach.
Przynależność
rasowa rójek A. melliefra. mellifera
W
istocie rójki te były namnożone. Z informacji zapisanych na blogu
wyglądało to tak
J6→
J6/1; J6/2; J6/3; J6/4
I6→
I6/1; I6/2
Jedna z nowych rójek z tego roku
również została namnożona.
A7→
A7/1;
A7/2; A7/3
Komentarz z
bloga do tej rójki wyjaśnia dlaczego jej genetyka została
powielona. Nie doszło tu do podziału rodziny a jedynie do
ofiarowania ramki z larwami:
A7
to tegoroczna rójka. Zrobiłem na tej genetyce 3 młode rodziny
tylko dlatego, że stała na nowym pasieczysku i tworzone odkłady
którym za pierwszym razem nie udawało się unasienić matki
dostawały ramkę z larwami od tej właśnie rodziny… bo była
jedyna na miejscu z czerwiącą matką.
Podsumowując do zimy poszło:
J6; I6 - rójki 2 sezon
A7 - rójki 1 sezon
B7 - rójka która naleciała się na ul ( 4 moje korpusy) na pasiece
P1
C7 - rójka która naleciała się na ul (2 moje korpusy) na pasiece
P2
J6/1;
J6/2; J6/3; J6/4; I6/1; I6/2; A7/1; A7/2; A7/3 - rodziny po genetyce
z roi
łącznie:
14 rodzin
Rozmieszczenie
rójek i rodzin po genetyce z rójek na pasieczyskach:
P2:
I6/2; C7
P3:
I6/1; B7; J6/2;
P4:
J6; I6; J6/1; A7/3
P5:
A7; A7/1; A7/2; J6/3; J6/4
Sezon
2018
Wiosna.
Rójki
które przeżyły zimę.
B7, J6/3 (2)
B7
- przypisana
Amm
x Carnica
Krótki
opis poszczególnych rójek z wcześniejszych wpisów na blogu:
B7-
rójka z zeszłego roku. Tak jak przewidywałem, ostała się tylko
ona. Jest to rójka która naleciała się na wierzę korpusów z
suszem. Przez sezon praktycznie bez obsługowa, wysoce obronna. Siła
wiosną bardzo duża. Postaram się namnożyć ten materiał bo na
moich pasiekach rójki rzadko przeżywają...
J6/3
-rodzinka
po rójce z 2016 roku
Jesień.
2
rójki oraz 8 rodzin na genetyce z rójek idzie do zimowli:
B7,
A8
Rójka
J6/3 nie dotrwała do czerwca. Pamiętam, że miała duże problemy z
rozwojem i dojściem do siły. Ostatecznie końcem maja zastałem ul
w którym była na pasiece w lesie całkowicie opanowany przez
wielkie mrówki rudnice. Znakiem tego albo samoistnie padała i
mrówki czyściły ul albo pomogły jej mrówki.
Krótki
wpis z bloga o rójce B7:
Dodatkowo
w tym roku namnożyłem rójkę z 2017 – B7, która bardzo ładnie
się rozwijała.
Podsumowując
do zimy poszło:
B7
- drugi sezon
A8
-pierwszy sezon - rójka która naleciała się na ul ( Skrzynka
odkładowa na ramki WZ) na pasiece P1
B7/s1;
B7/s2; B7/3; B7/2; B7/1; B7/4; B7/5; A8/1 - rodziny
po genetyce z roi
łącznie:
10
Rozmieszczenie
rójek i rodzin po genetyce z rójek na pasieczyskach:
P1:
B7/s1; B7/s2
P2:
B7/4; B7/5; A8; A8/1
P3:
B7/3;
P4:
B7/1; B7; B7/2
Sezon
2019
Wiosna.
Rójki
które przeżyły zimę.
A8/1;
B7/3; B7/1 (3)
A8/1
- przypisana Amm x Carnica
B7/3
- przypisana Amm x Carnica
B7/1
- przypisana Amm x Carnica
Komentarz
z bloga na temat przeżywalności rójek:
Chciałem
zauważyć, że zimy nie przetrwały także rójki o oznaczeniach B7
i A8 z roku 2017 i 2018. Przetrwały natomiast ich geny w rodzinkach
A8/1 i B7/1, B7/3. Tendencja którą obserwuję na pasiekach
potwierdza się, że obce pszczoły które przyjdą w postaci roju
mają ciężką przeprawę i przeżywają jedynie wybrane z cechami
predysponowanymi do gospodarki bez leczenia. Będę dalej obserwował
te trzy rodziny i jestem ciekaw czy w kolejnych sezonach utrzymają
swoje linię...
Jesień.
0
rójek oraz 6 rodzin na genetyce z rójek idzie do zimowli:
Podsumowując
do zimy poszło:
B7/1
- drugi sezon
A8/1
- drugi sezon
B7/3
- drugi sezon
B7.3/1;
B7.3/3; B7.3/2- rodziny po genetyce z roi pierwszy sezon
łącznie:
6
Sezon
2020
Wiosna.
Rójki
które przeżyły zimę.
Brak
rodzin. Wszystkie padły w czasie zimowli
Jesień.
4
rójki idzie do zimowli
Podsumowując
do zimy poszło:
A
- pierwszy sezon - rójka która naleciała się na ul ( 3 moje
korpusy) na pasiece P1
B
- pierwszy sezon
C
- pierwszy sezon - rójka która naleciała się na ul ( 3 moje
korpusy) na pasiece P4
D
- pierwszy sezon - rójka która naleciała się na ul (2 moje
korpusy) na pasiece P5
łącznie:
4
Rozmieszczenie
rójek i rodzin po genetyce z rójek na pasieczyskach:
P0:
A, B
P2:
C
P3:
D;
Sezon
2021
Wiosna.
Rójki
które przeżyły zimę.
A;
C
C-
przypisana
Amm
Jesień.
2
rójki oraz 1 rodzina na genetyce z rójek idzie do zimowli:
C;
A0
Podsumowując
do zimy poszło:
C
- drugi sezon
A0
- pierwszy sezon - rójka która
naleciała się na skrzynkę 6r dadanta na pasiece P1
C/1-
rodziny po genetyce z roi pierwszy sezon
łącznie:
3
Rozmieszczenie
rójek i rodzin po genetyce z rójek na pasieczyskach:
P1:
A0
P2:
C
P3:
C/1
Sezon
2022
Wiosna.
Rójki
które przeżyły zimę.
Brak
rodzin. Wszystkie padły w czasie zimowli.
Jesień.
3
rójki idzie do zimowli
Podsumowując
do zimy poszło:
R1
- pierwszy sezon
R2
- pierwszy sezon - rójka która
naleciała się na ul (3 moje korpusy) na pasiece P1
R3
- pierwszy sezon - rójka która
naleciała się na ul (2 moje korpusy) na pasiece P4
łącznie:
3
Rozmieszczenie
rójek i rodzin po genetyce z rójek na pasieczyskach:
P2:
R3
P4:
R1; R2
Liczby
i statystyki z lat 2016-2022
R
- rójki
GR
- rodzina po genetyce z rójki
SR-
rójki które same wprowadziły się do ula
2016
Stan
do zimy: R-10; SR-1 (11)
2017
Stan
po zimie: R-6
Przeżywalność
całkowita: 55%
Stan
do zimy: R-3; SR- 2; GR-9 (14)
2018
Stan
po zimie: R-1; SR-1 (2)
Przeżywalność
całkowita: 14%
Stan
do zimy: SR- 2; GR-8 (10)
2019
Stan
po zimie: GR- 3
Przeżywalność
całkowita: 30%
Stan
do zimy: GR-6 (6)
2020
Stan
po zimie: 0
Przeżywalność
całkowita: 0%
Stan
do zimy: R-1; SR- 3 (4)
2021
Stan
po zimie: SR- 2
Przeżywalność
całkowita: 50%
Stan
do zimy: SR- 2; GR-1 (3)
2022
Stan
po zimie: 0
Przeżywalność
całkowita: 0%
Stan
do zimy: R-1; SR- 2; (3)
Suma
ilości rójek i rodzin utworzonych na rójkach ze wszystkich lat:
Stan
do zimy: 51 R:15 SR:12 GR:24
Stan
po zimie: 13 R:7 SR:3 GR:3
Procent: 25% 46% 25% 12,5%
Żadna
z rójek oraz rodzina pszczela o genetyce pochodzącej od rójki nie
przetrwała dwóch pełnych zimowli.
Liczba
rójek które same wprowadziły się do ula na przestrzeni lat
2016-2022:
SR-
10
Na
jakiej pasiece najczęściej nalatywały się rójki
P1: 5
- bardzo duże napszczelenie w okolicy w promieniu 2 km około 500
rodzin sezonowo
P2: 2
- również duże napszczelenie w okolicy w promieniu 2 km około 300
rodzin sezonowo
P4: 2
- pasieka leśna bardzo małe napszczelenie w promieniu 2 km około
50 rodzin
P5: 1
- pasieka leśna skrajnie małe napszczelenie w promienu 2 km tylko
moje rodziny pszczele
Wybór przez rójki miejsca na
gniazdowanie:
-ul z 2 korpusami (80l) - 3 rójki
-ul z 3 korpusami (120 l)- 3 rójki
-ul z 4 korpusami (160 l)- 1 rójka
-4 korpusy miniplus (40l)- 1 rójka
-odkładówka D 6 ramkowa (40l)- 1
rójka
-odkładówka WZ 8 ramek (40l) -1 rójka
Wszystkie dostępne miejsca czyli ule i
odkładówki posiadały ramki z suszem i resztkami pokarmu. Również
wszystkie te miejsca miały w środku martwe pszczoły na dennicy w
różnych ilościach. Co więcej na pasiece P1 cztery roje przyszły
w to samo miejsce. Zmieniał się tylko rodzaj ula. Raz była to
wieża z suszem 4 korpusowa, raz ul odkładowy lub inna ilość
korpusów.
Wnioski
Powtórzę zadane pytanie tytułowe.
Czy roje pszczele mogą stanowić wartość w pszczelarstwie bez
leczenia?
Przeanalizowałem dotychczasowe
doświadczenia z rojami pszczelimi oraz z rodzinami powstałymi na
genetyce z rojów. Przez lata 2016-2022 na moich pasiekach było
około 27 roi pszczelich o różnej sile i pewnie o różnej wartości
genetycznej. 90% z nich były prawdopodobnie pierwakami ponieważ z
tego co pamiętam nigdy nie miałem problemów z rozpoczęciem
czerwienia przez matki pszczele w takich rodzinach. Dodatkowo
utworzyłem na genetyce z rojów około 24 rodziny. Niestety nie
zaobserwowałem w tych rodzinach jak i rojach umiejętności radzenia
sobie z varroa. Można założyć że część roi pszczelich mogła
być osłabiona i nie w pełni rozwijała się jak powinna z racji
manipulacji przy nich czyli zabieraniu od nich ramek z czerwiem do
nowo tworzonych rodzin. Jednak nie wszystkie roje w pierwszym roku po
osadzeniu były użytkowane do tworzenia odkładów. W 2016 żadna z
rójek nie była namnażana. W 2017 z trzech rójek nowo przybyłych
tylko jedna była obciążona jako dawca 3 ramek z larwami czy
jajkami do nowo powstałych rodzin. W 2018 z jednej rójki która
przybyła został zrobiony jeden odkład na tej genetyce. W 2019 nie
przybyła żadna nowa rójka. W 2020 przybyły cztery nowe rójki.
Żadna nie została użyta do powielenia genetyki. W 2021 przybyła
jedna rójka. Nie została namnożona. W 2022 przybyły trzy rójki,
które po zagospodarowaniu i podkarmieniu urządzały się same do
zimy po czym jesienią zostały zakarmione odpowiednim zapasem
zimowym. Oczywiście jestem przekonany, że jak zachodziła potrzeba
rodziny z rójek mogły mieć podbierane ramki z czerwiem ale na
zasadzie zdrowego rozsądku i dostosowania sytuacji rodziny do pory
roku i panujących warunków. Czy mogło to mieć decydujący wpływ
na przeżywalność tych rodzin? Raczej nie. Otóż nawet zabierając
im ramkę czerwiu zasklepionego pozbywałem ich części pszczół
które mogły pracować na rozwój i liczebność rodziny ale również
zmniejszałem im presję Varoa. Dlatego twierdzę, że nie miało to
decydującego wpływu na dalszy rozwój czy umiejętności radzenia
sobie z zagrożeniami jak i docelowo prawidłową zimowlą. Moje
doświadczenia wskazują, że wartość rójek pod względem radzenia
sobie z zagrożeniami bez leczenia, które przybyły do moich pasiek
jest raczej niska. Wpływać na to może wartość ogólna pszczół
komercyjnych oraz pasiek które utrzymują rodziny pszczele w
standardowy sposób w najbliższej okolicy. Bardzo duże
napszczelenie w obrębie dwóch moich pasiek P1 i P2 nie daje powodów
do myślenia, że przybyłe czy złapane rójki z tych okolic będą
stanowić wartościowy materiał w pszczelarstwie bez leczenia.
Szanse na to, że rójka która wyjdzie z pasieki komercyjnej
leczonej latami i zmienianej co sezon czy dwa genetyki hodowlanej
będzie posiadać unikatowe cechy genetyczne jest równa lub bliska
zeru. Oczywiście te dwie pasieki stacjonują na skraju dużych
kompleksów leśnych więc jest też jakieś prawdopodobieństwo, że
część rójek może pochodzić z lasu czyli przedstawiać jakiś
dziki potencjał. Niestety mimo jakiegoś prawdopodobieństwo nie
zauważyłem wyjątkowości takich rodzin. Większość moich nowo
tworzonych rodzin unasienniam w pasiekach leśnych gdzie sytuacja
wygląda inaczej. Pasieki leśne P4 i P5 to tylko trzy rójki. Rójki
które samoistnie zasiedliły ule. Tu sytuacja może wyglądać
inaczej ale też nie należy oczekiwać, że przybyłe rójki
pochodzą z dzikich leśnych populacji czy nawet pasiek zaniedbanych
lub które nie ingerują w swoje pogłowie od strony genetycznej bo o
leczeniu już nawet nie piszę. Co prawda szanse tutaj i
prawdopodobieństwo na takie wartościowe rójki wzrastają
zdecydowanie zwłaszcza że do najbliższych pasiek które graniczą
ze ścianą lasu lub są w pobliżu będzie około 3 km w linii
prostej. Podsumowując każda nowo przybyła rodzina może wnieść
jakąś wartość, a zwłaszcza jeśli przeżyje chodź jeden sezon.
Można podejść ostrożnie do tematu i spróbować po pierwszym
sezonie wykonać jedn/dwa odkłady z takiej nowej genetyki i dalej
obserwować ich rozwój i efekty po zimowli. Doświadczenia tych
kilku sezonów wskazują, że czasami mimo możliwie dobrej i
obiecującej genetyki rodziny pszczele przegrywają z prozaicznymi
powodami takimi jak susza oraz braki pożytkowe w kluczowych
miesiącach w lipcu i sierpniu. O ile pokarm węglowodanowy da się
uzupełnić cukrem chodź nie jest tak wartościowy jak nektar czy
spadź to niestety wartościowego pokarmu pyłkowego nie uzupełni
się substytutami w takich ilościach aby rodzina mogła prawidłowo
i nieprzerwanie się rozwijać, zachowując stale wysoką odporność.
Biorę też pod uwagę błędy własne które, zapewne się zdarzają
ale dotyczą wszystkich rodzin na pasiekach a jak wiadomo niektóre
rodziny jednak przeżywają lepiej a nie które linie mają już
sporą historię w pasiece. Moje wnioski są zatem takie. Wykorzystuj
wszystkie rójki, które wpadną w Twoje ręce... na pewno duża
część z nich umrze ale może być też tak, że w sprzyjających
warunkach pożytkowych i pogodowych trafi się ta jedyna, która
pozwoli Ci zrobić krok do przodu z pszczołami bez leczenia. Jednak
wiedz, że prawdopodobieństwo spotkania takiej rójki jest bardzo
małe...
Wiosną 2022 w kwietniu moja pasieka liczyła 17 rodzin pszczelich które przetrwały zimę z całości rodzin które szły do zimowli w liczbie 38. Dało to przeżywalność na poziomie 45%. Do okresu czerwcowego rozwoju dotrwało 16 rodzin. Jedną rodzinę zlikwidowałem matka nie potrafiła prawidłowa zaczerwić 2-3 ramek... czerw był przestrzelony, mało zwarty, w małej ilości.
Rodziny które obleciały się wiosną i obecnie zimują:
-przypisana Amm x Buckfast: L2V/1, L2V/4, L2V/2, MacV/3, TRC2
- przypisana Buckfast: X1
- przypisana Amm x Carnica: MacV3/1
Moja ocena przynależności jak widać kumuluje się głównie w obrępie pszczół w typie A.mellifera mellifera. Praktycznie 13 na 14 badanych rodzin posiada znaczny udział genów A.m.m. Rodzina X1 czysty buckfast (obca genetyka).
Sumując wszystkie pasieczyska do zimy idzie 22 rodziny pszczele.
Namnożenie rodzin:
TRC → TRCL
CarV → CarVL1, CarV/2, CarV/3
16V1/1 → 16V1/1/1
Rójki: R1, R2, R3
W tym sezonie namnożenie rodzin było minimalne. Tylko 3 rodziny zostały podzielone i powstały z nich młode kopie rodzin matecznych. Wszystkie te młode rodziny unasienniły się w pasiece leśnej. Sezon był wybitnie niekorzystny w mojej lokalizacji, dlatego nie próbowałem namnażać większej ilości rodzin ponieważ braki pokarmowe występowały od zimnej wiosny do końca lata. Przyszły za to dwie rójki do pustych uli i jedna którą złapałem w mieście. Rójki wyglądały na zdrowe i były raczej rojem głównym z matkami czerwiącymi, ponieważ bardzo szybko rozpoczynały czerwienie. Ogólnie moje doświadczenia wskazują, że wartość rójek z mojej okolicy jest zerowa. Dlatego często zagospodarowywałem takie rójki tworząc młode rodziny ale zawsze jakiejś części pszczół z przybyłą matką pozwalałem zimować na odpowiednim zapasie pokarmu. W tym sezonie z racji paskudnego pożytkowo sezonu rójki pozostały nietknięte. Dostały dwa korpusy ramek z suszem oraz pustych i zagospodarowały się do zimowli jak chciały. Kiedy ostatni raz do nich zaglądałem wyglądały całkiem nieźle.
Sezon kiepski, zimna wiosna, braki pożytkowe i słabe rodziny nie pozwoliły bardziej rozwinąć pasieki czy przeprowadzić jakieś małe projekty. Jedyna rzecz jaka mi się udała to sprawdzenie kilku wybranych rodzin pod kątem VSH według protokołu Harbo oraz sprawdzenie recappingu. Jak zawsze o tej porze na pasiekach jest cisza i spokój, nie ma co robić. Zostają jakieś drobne prace stolarskie i oczekiwanie do wiosny. Oby była ciepła i przyjazna pszczołą... chodź już od 4 lat niestety jest na odwrót.
Tradycyjnie podsumowanie zimowli i tego co pozostało po bardzo zimnym kwietniu. Zimny kwiecień wykosił niemałą grupę słabych rodzinek które możliwe, że przy sprzyjającej pogodzie rozwinęłyby się w późniejszych miesiącach. Już czwarty sezon z rzędu z zimną wiosną... Tak bywa i można mieć nadzieję, że za rok wiosna będzie jednak ciepła... Maj przyniósł normalną dość stabilną pogodę i dzięki temu reszta rodzin ruszyła ze znacznym opóźnieniem.
Pasieka P0
Stan rodzin jesienią: 4
Stan rodzin wiosną: 2
Rodziny: TRC; TRJ
Procent przeżywalności: 50%
Pasieka P1
Stan rodzin jesienią: 9
Stan rodzin wiosną: 2
Rodziny: CarV/1; MacV3/1
Procent przeżywalności: 22%
Pasieka P2
Stan rodzin jesienią: 8
Stan rodzin wiosną: 4
Rodziny: 3V; MacV/3; 16V/1/1; X1
Procent przeżywalności: 50%
Pasieka P3
Stan rodzin jesienią: 11
Stan rodzin wiosną: 6
Rodziny: L2V/1; L2V/3; CarV; TRC1; TRC2; L2V/4
Procent przeżywalności: 54%
Pasieka P4
Stan rodzin jesienią: 6
Stan rodzin wiosną: 3
Rodziny: L2V/2; 3V1/1; L2V1/1
Procent przeżywalności: 50%
Całość rodzin jesienią: 38
Całość rodzin wiosną: 17
Przeżywalność ogólna: 45%
Co przeżyło z danych linii:
linia L2V : zimowało 8, przeżyło 5 - 63%
linia 16V : zimowało 3, przeżyło 1 - 33%
linia MacV: zimowało 4, przeżyło 2 - 50%
linia CarV: zimowało 3, przeżyło 2 - 67%
linia 3V: zimowało 4, przeżyło 2 - 50%
Suma przeżywalności z tych wszystkich linii wynosi 56%
Jak widać trzon linii które selekcjonowane są od lat ma ogólnie lepszą przeżywalność niż cała pasieka.
Reszta rodzin które nie zostały wymienione w liniach to rodziny przybyłe.
Rodziny X czyli genetyka hodowlana buckfast z Belgii, selekcjonowana pod kątem radzenia sobie z warrozą, z cechami VSH niestety nie dała rady z miejscowymi warunkami i całym dobrodziejstwem. Ostała się jedna rodzina na oryginalnym materiale.
Co ciekawe w 100% przeżyły rodziny TR czyli genetyka od Terije Reinertsena. Co prawda były to dwie siostry unasiennione u niego i dwie siostry unasiennione u mnie w lecie. W sumie 4 rodziny. Można założyć, że te pszczoły mają swój potencjał. Będę w tym sezonie sprawdzał ich dalszą przydatność.
Czas na krótkie wnioski.
Niestety przeżywalność pasieki na poziomie 45% jest dla mnie niezadowalająca. Wymusza zmianę planów dalszego postępowania. Stan rodzin które przetrwały też nie jest idealny. Większość rodzin to małe rodzinki które dopiero zaczynają rozwój. Jest grupka przodujących rodzin ale to ciągle nie taki efekt jaki chciałem uzyskać w tym sezonie po tej zimowli.
Zatem zmieniam plany na ten sezon. Wracam do testowania rodzin. Prawdopodobnie będę wykonywał dwa testy. Test VSH i recapping. Ogólnie wykonując test VSH jestem w stanie przy okazji sprawdzić również recapping a przynajmniej jego uproszczoną wersję, która daje już jakiś obraz na temat danej rodziny. Chciałbym pierwsze testy wykonać do 20 czerwca tak aby jeszcze móc podjąć finalne decyzję odnośnie dalszego namnażania rodzin a bardziej w którą genetykę pójść. Będę też chciał wykonać drugą serię testów na przełomie sierpień/wrzesień aby już wstępnie ocenić rodziny całościowo z myślą o kolejnym sezonie.
Jaki to będzie miało finalny wpływ na dobór genetyki. Z 17 rodzin które mam do dyspozycji będę chciał wybrać przynajmniej 5 wiodących i 5 o najgorszym wyniku. Środek który pozostał zostanie podzielony tylko na pół plus jako dawcy do planowanych odkładów. Znaczy się te 7 rodzin dostanie szanse wychować swoją nową matkę w macierzaku a stara matka pójdzie w odkład i rozwój do zimy. Z wiodącej genetyki będę chciał wyprowadzić młode matki do nowo tworzonych rodzin oraz do wymiany matek w tej najgorszej 5 rodzin. Wzorem Osterlunda stare matki z najgorszej piątki rodzin będę przewoził na wspólną pasiekę szpitalną w małych odkładach, zapewniając im odpowiedni pokarm itd., dam im po prostu szansę na przeżycie bo nie jestem zwolennikiem uśmiercania takich matek w palcach...
Taki mam zarys na dalsze prowadzenie pszczół. Czy plan zostanie w 100% wykonany to się zobaczy. Kwestia czasu, dobrej pogody i fajnych pożytków. Zapomniałem napisać, oczywiście wszystko jak do tej pory bez leczenia...
Zespół Steeva Shepparda (USA), który przybył, aby odzyskać i chronić genetykę, a także zwiększyć różnorodność pszczół w USA, na zdjęciu prof Lionel Garnery (Francja) / Susan Cobey (USA) / Brandon Hopkins (USA) / Christian Bargain (Francja - prezydentstowarzysznia Asan-GX ) / Steeve Sheppard (USA). Profesor Lionel Garnery jest naukowcem z Francji, który wspiera stowarzyszenie Asan-GX od bardzo dawna i to także dzięki niemu wciąż na wyspie znajdują się czyste czarne pszczoły.
Dziś już mało kto ma podstawy do
tego, aby zaprzeczać zdolności pszczół miodnych do przetrwania
bez leczenia w dzikich populacjach – takie znajdowane są
praktyczne na całym świecie. Pojawiają się również pasieki
które udowadniają, że pszczoły w ulach potrafią przeżyć bez
chemii zwalczającej warrozę, a ich wyniki produkcyjne nierzadko nie
odstają od pasiek komercyjnych. Dowodów na takie pszczelarstwo
przybywa z każdym rokiem. Powstały liczne prace podsumowujące
odkryte populacje, projekty selekcyjne i badania naukowe nad
pszczołami, które wypracowały sposoby na życie w ulu razem z
dręczem pszczelim. Jedno jest pewne: duża część rodzin
pszczelich z tych zbadanych populacji potrafi ograniczać namnażanie
dręcza pszczelego na różne sposoby, do takiego poziomu, który
pozwala na wypracowanie równowagi i zachowanie zdrowia.
Jakiś czas temu na swoim blogu
(www.llapka.blogspot.com)
opisałem znaną i przebadaną populację pszczół miodnych z
Norwegii, która dobrze sobie radzi z dręczem w komercyjnej
pasiece... Chwilę później trafiłem na kolejne, podobne informacje
– tym razem dowiedziałem się o tym, że na francuskiej wyspie
przy minimalnej ingerencji ze strony pszczelarzy funkcjonuje bez
stosowania leczenia populacja czystej genetycznie pszczoły
zachodnioeuropejskiej (Apis mellifera mellifera – AMM).
Występuje tam także dzika populacja pszczół licząca około 50
rodzin.
Czy słyszeliście o wyspie Groix? Nie?
W takim razie zapraszam do przeczytania tej historii o ciekawym
przypadku współistnienia ludzi i pszczół, a także o dużym
zaangażowaniu całej społeczności, która ze zrozumieniem
podchodzi do problemu ochrony lokalnych populacji Apis mellifera.
Groix to wyspa ulokowana u wybrzeży
Francji w regionie historycznie nazywanym Bretanią. Na wyspie
funkcjonuje całkiem spora populacja pszczoły miodnej – rodziny
żyją zarówno dziko, jak i są zarządzane przez pszczelarzy w
pasiekach. Wszystkie pszczoły na wyspie to rodzima czarna pszczoła
środkowoeuropejska. Przebadana populacja jest czysta genetycznie -
ma to ogromne znaczenie w dobie sprowadzania pszczół z różnych
zakątków świata o całkowicie odmiennej genetyce. Lokalna
społeczność podjęła decyzję, że na wyspie powstanie rezerwat
czarnej pszczoły, a pszczelarze nie będą sprowadzać obcych
genetycznie pszczół. Stowarzyszenie odpowiedzialne za ochronę
miejscowych pszczół już od ponad 12 lat monitoruje przetrwanie
dzikich rodzin pszczelich, które żyją w skalnych ścianach i
formacjach z kamienia oraz w innych siedliskach, jakie mogą znaleźć
pszczoły na wyspie. Populacja dziko żyjących pszczół jest
stabilna i liczy około 50 rodzin pszczelich. Każdego roku zimę
przeżywa nie mniej niż około 30 rodzin. Jak wiadomo dziko żyjące
rodziny pszczele poddawane są ciągłej presji selekcyjnej ze strony
różnych czynników. Towarzyszy im okresowy głód oraz choroby - w
tym najgroźniejsza: warroza. Mimo wszystko wydaje się, że
populacja pszczół na wyspie osiągnęła wystarczający poziom
równowagi z dręczem pszczelim aby utrzymać długoletnią
stabilność. Objawia się to tym, że zarówno dzikie rodziny
pszczele, jak i te zarządzane przez pszczelarzy nie wykazują
znaczących problemów zdrowotnych łączonych standardowo z
osłabieniem wywołanym przez żerujące na owadach roztocza. Śmierć
dzikich rodzin pszczelich najczęściej związana jest z prozaicznym
czynnikiem: głodem. Jest to, zresztą, główna przyczyna
śmiertelności pszczół na wyspie. Udokumentowano również, że
populacja roztocza Varroa w wyspiarskich rodzinach pszczelich
nie rozwija się dynamicznie w okresie późnego lata, co najczęściej
jest przyczyną osłabienia pszczół idących do zimowli.
Jedna z dzikich rodzin pszczelich
zajmuje charakterystyczną dla wyspy formacje skalną, nazywaną
Dolmenem. Była to prehistoryczna budowla kamienna, wznoszona
zazwyczaj jako starożytny grobowiec. Wydawać by się mogło, że
takie warunki nie są korzystne dla pszczół - zimny kamień jako
siedlisko na długie i wietrzne zimy, jakie występują na wyspie.
Mimo to, czarne pszczoły tej populacji dają sobie radę nie tylko z
takimi warunkami zimowli, ale są w stanie przetrwać także w
starciu z nowym zagrożeniem w postaci dręcza pszczelego. Badacze
którzy zainteresowali się adaptacją pszczół z wyspy Groix
zastanawiają się co ma większy wpływ na przetrwanie tych
lokalnych pszczół. Umiejętność przystosowania się do nowych
warunków czy może izolacja przed czynnikami zewnętrznymi na jaką
pozwala wyspa?
Dzika zabudowa w ramce
Od 2019 roku adaptacją czarnych
pszczół z wyspy Groix zajmuje się Jeff Pettis. Krótkie jak na
razie badania pokazują, że średnia śmiertelność nieleczonych
pszczół na wyspie waha się w granicach od 15% do 20%. Jeff Pettis
twierdzi, że współistnienie pszczoły i dręcza pszczelego możliwe
jest dzięki kilku czynnikom. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć że
na wyspie znajduje się najczystsza genetycznie populacja pszczół
Apis mellifera mellifera,
jaka została stwierdzona dotychczas na obszarze całej
Francji. Wytrzymałość czarnych pszczół na trudne warunki jest
powszechnie znana. Jest to pszczoła pierwotna na tych terenach,
która nie raz musiała wykorzystywać swoje walory adaptacyjne.
Wyspiarski charakter Groix również przyczynił się do izolacji
pszczół dzikich jak i tych w pasiekach i ochronił je przed
hybrydyzacją. W ten sposób pszczoły zachowały swoje zdolności
odpornościowe jak i adaptacyjne - a trzeba zauważyć, że Varroa
pierwszy raz pojawiła się na wyspie już w 1989 roku.
Monitoring populacji potwierdził, że liczba dzikich rodzin rośnie
– zdaniem badaczy świadczy to o ich dobrym zdrowiu i odporności.
Duże znaczenie ma też podejście miejscowych pszczelarzy do pszczół
w pasiekach. Ich gospodarka pasieczna ogranicza się do bardzo
rzadkich wglądów do gniazda rodziny pszczelej. Praktykuje się
sprawdzenie kondycji rodzin tuż przed okresem zimowli, a następnie
z końcem zimy . Oprócz tego w ciągu sezonu pszczoły pozostawione
są w spokoju. Oczywiście, nie praktykuje się jakichkolwiek
zabiegów leczniczych jak i dokarmiania rodzin cukrem. Pszczelarze
przybyli na wyspę dostosowują się do lokalnych zwyczajów i
uprawianej tu gospodarki pasiecznej - ze zdziwieniem stwierdzają, że
mają mniejsze straty pszczół, niż mieli wcześniej, często w
dużych komercyjnych pasiekach standardowo leczonych zgodnie z
wszelkimi zaleceniami.
Christian Bargain / Dr Joann Sy / Dr Jeff Pettis (Prezydent Apimondii)
Jeff Pettis monitoruje poziom porażenia
warrozą w sześciu wyspiarskich pasiekach za pomocą flotacji cukrem
pudrem. Co ciekawe poziom porażenia roztoczem często bywa
zdecydowanie większy niż 5 osobników pasożyta na 100 pszczół, a
mimo to rodziny nie wykazują żadnych niepokojących objawów. Taki
poziom porażenia w komercyjnych pasiekach i przy wykorzystaniu
nieodpornej populacji często oznacza, że śmierć rodziny pszczelej
nastąpi w krótkim czasie. Koresponduje to również z obserwacjami
moimi, jak i moich znajomych, że ilość dręcza pszczelego w
rodzinie pszczelej nie jest decydującym wyznacznikiem przeżycia
takich pszczół. Jeff Pettis podsumowuje to krótko: Jeśli damy
pszczołom czas na przystosowanie się, to bez ingerencji człowieka
zawsze nastąpi konieczna adaptacja. Autor badań kontynuuje swoją
pracę i próbuje rozszyfrować tajemnicę zdolności pszczół z
wyspy Groix. Mechanizmy odpowiedzialne za współistnienie tych
pszczół z dręczem pszczelim są bardziej złożone niż się
wydaje - prawdopodobnie pszczoły wykorzystują kilka metod
ograniczania populacji roztocza. Wstępne badania potwierdzają
obecność cechy recappingu (odsklepiania i zasklepiania komórek z
czerwiem) oraz groomingu, czyli uszkadzania samic Varroa.
Warto również wspomnieć, że rodziny
które żyją dziko lub ich obsługa w pasiece jest minimalna
wykorzystują większe ilości propolisu, niż rodziny w pasiekach
komercyjnych – zresztą, są one często w toku selekcji pozbawiane
tej cechy w sposób celowy. Pszczoła środkowoeuropejska znana jest
ze zdolności do intensywnego kitowania gniazda jak i całego wnętrza
ula. Najnowsze badania [1] sugerują, że pszczoły mogą
wykorzystywać propolis, jako naturalny pestycyd do zwalczania dręcza
pszczelego! Nawet w tym kontekście warto zastanowić się nad
problemem hybrydyzacji lokalnych populacji, bo ta może przyczynić
się do osłabienia tej cechy. Czy aby nie stwarzamy sobie problemów
za cenę kilku dodatkowych kilogramów miodu? Jest to jednak głębszy
problem, o którym można by napisać osobny artykuł.
Badacze, którzy analizowali
właściwości propolisu, postawili hipotezę, że propolis, który
znajduje się wewnątrz komórek pszczelich na plastrze może
oddziaływać na dręcza pszczelego. W tym celu wyekstrahowano
propolis z plastrów pszczelich za pomocą różnych
rozpuszczalników. Oszacowano, że wewnątrz komórek pszczelich
znajduje się rozprowadzonych kilka miligramów żywicy. Analiza
chemiczna potwierdziła obecność 30 związków. Najliczniej
występującymi związkami w propolisie były fenole, w tym
kaempferol który jest naturalnym flawonolem. Analiza wykazała, że
pszczoły po wybudowaniu plastra nakładają na niego bogaty w fenol
propolis. Aby zweryfikować, czy propolis wewnątrz komórki
pszczelej wpływa na samice dręcza i ich płodność stworzono
sztuczne komórki, z których część potraktowano ekstraktem
etanolowym propolisu w obecności roztocza, inne pozostawiono bez
takiego zabiegu. Ekstrakt nanoszony był pipetą do wnętrza komórek
następnie przez 15 godzin trzymano takie komórki pod wyciągiem w
celu odparowania etanolu. Analogicznie zrobiono z komórkami bez
udziału propolisu. Nadmienić trzeba, że w tych sztucznych
komórkach umieszczono larwy pszczoły miodnej, a potrzebną ilość
ekstraktu dopasowano w toku wcześniejszych eksperymentów. Kolejną
grupę, jako kontrolną, stanowiły komórki potraktowane ekstraktem
propolisowym z larwami pszczół, ale bez roztoczy. Celem grupy
kontrolnej było stwierdzenie, czy taki zabieg ma wpływ na
zdrowotność przyszłych młodych pszczół. Wyniki potwierdziły
wcześniejsze obserwacje naukowców: robotnice wykonywały dużo
lotów po propolis w rodzinach, które były bardziej w danym
momencie porażone roztoczem Varroa – te obserwacje,
zresztą, były punktem wyjścia do wspomnianych badań nad
właściwościami propolisu. Okazało się, że w komórkach, które
były potraktowane ekstraktem śmierć roztoczy nastąpiła w 19%, a
w komórkach bez ekstraktu tylko w 6%. Kolejnym krokiem było
sprawdzenie zdolności reprodukcyjnych roztocza. Okazało się, że
tylko 26% roztoczy, które miały kontakt z ekstraktem propolisowym
wydało potomstwo, w stosunku do 46% roztoczy, które nie były
poddane ekspozycji. Ekstrakt propolisu nie miał też wpływu na
rozwój młodych pszczół. Wyniki te wskazują, że propolis podany
do komórki czerwiu przed złożeniem jaj może w znaczący sposób
wpływać na przeżywalność roztoczy oraz ich dalszą płodność.
Naukowcy sugerują, że roztoczobójcze działanie propolisu opiera
się na zakłóceniu transmisji neuronalnej pasożyta. Dodatkowym
czynnikiem jest również to, że pszczoły wygryzione z komórek
potraktowanych propolisem miały niższy ładunek DWV, w porównaniu
z pszczołami, które wygryzły się z komórek nie traktowanych
propolisem. Sugeruje to wpływ propolisu na zmniejszenie replikacji
wirusa.
Badania sugerują też jeszcze jedną
rzecz, którą uważam za istotną. Przenoszenie ramek z gniazda do
miodni – co przez niektórych pszczelarzy uważane jest wręcz za
zbrodnię - może przynieść więcej pożytku niż szkody. Będzie
tak przynajmniej w pasiekach, w których pszczół się nie leczy
(zapobiega to zagrożeniu przenikania substancji chemicznych
wykorzystywanych do zwalczania pasożyta). Dzięki temu zabiegowi
możemy wzbogacić miód o związki pochodzące z propolisu. Autorzy
zakładają, że miód - ze względu na swoją polarność - będąc
składowany w komórkach może zostać wzbogacony o pewne związki
aktywne z propolisu. Z przytoczonego badania po raz kolejny widzimy
jak błędne są założenia hodowców dotyczące selekcji pszczół.
Ludzie od dekad selekcjonują pszczoły, które pozbawione są cechy
kitowania – robią to, aby ułatwić sobie obsługę rodziny
pszczelej. Tymczasem ograniczenie cechy propolisowania przyczynia się
bezpośrednio do pogorszenia zdrowotności pszczół (propolis wpływa
również na spory zgnilca jak i inne drobnoustroje).
Dziś okazuje się, że propolis pomaga
też pszczołom w walce z dręczem pszczelim. Zatoczmy więc koło i
wróćmy do populacji Apis mellifera mellifera,
które, podobnie jak ta z wyspy Groix, nie były poddane
intensywnej selekcji na cechy komercyjne, a w toku doboru naturalnego
mogły swobodnie rozwijać te cechy, które są im potrzebne do
przetrwania – m.in. cecha intensywnego wykorzystywania propolisu.
Obawiam się, że dziś powrót do pszczół wysokopropolisujących
będzie trudny, bo cecha ta została wyrugowana z wielu komercyjnych
linii. Mimo to warto poszukać w swojej pasiecie pszczół, które
mocno kitują i zadbać o nie w nadchodzącym sezonie. Znam jednak
już sposób myślenia pszczelarzy. Mam w związku z tym pewne obawy
czy pszczelarze nie będą raczej woleli opracować syntetyczny
propolis, którym z zamiłowaniem będą opryskiwać ramki w ulu,
zamiast pozwolić pszczołom propolisować na własną rękę, łapkę
czy odnóże....
[1] Alberto
Satta i in., Honeybees
use propolis as a natural pesticide against their major ectoparasite,
2021.
Podsumowanie
sezonu 2021 z uwzględnieniem stanu rodzin, liczebności oraz krótkie
wnioski dotyczące całego sezonu i jego przebiegu w 7 roku bez
leczenia rodzin pszczelich.
Wiosną
2021 w kwietniu moja pasieka liczyła16 rodzin pszczelich które
przetrwały zimę z całości rodzin które szły do zimowli w
liczbie 22. Dało to przeżywalność na poziomie 72%. Do okresu
czerwcowego rozwoju dotrwało 14 rodzin. Dwie rodziny osłabły a
zimny i mokry maj nie dał im szans na wyjście z dołka i prawidłowy
rozwój.
Rodziny
które obleciały się wiosną i obecnie zimują:
CarV, Witek, 3V/1, C, L2V/1, 16V/1, MacV/2, L2V/2, L2V/3, MacV/3, 3V,
MacV, 16V, L2V/4
Rodziny
które przetrwały zostały zbadane programem Identifly na
przynależność rasową:
3V- przypisana
Amm x Buckfast
MacV- przypisana
Amm x Carnica
L2V/2- przypisana
Buckfast x Amm
16V- przypisana
Amm x Buckfast
CarV- przypisana
Amm
Witek-
przypisana Carnica
3V/1-
przypisana Amm
C-
przypisana Amm
L2V/1- przypisana
Buckfast x Amm
16V/1- przypisana
Amm
MacV/2- przypisana
Amm x Carnica
L2V/3- przypisana
Amm
MacV/3- przypisana
Amm x Buckfast
L2V/4-
przypisana Amm x Buckfast
Jak
widać w prawie każdej linii jest udział Amm. Rodzina Witek
pochodząca z zewnątrz ma czyste geny Carnicy. Pojawiają się też
geny Buckfast w niektórych rodzinach. Geny Macedonek zostały już
całkowicie wyparte a przynajmniej nie pojawiają się w badanych
skrzydełkach z rodzin oznaczonych jako Mac.
Opis
przypisanych ras. Program „Identifly” na podstawie 19 punktów
umiejscowionych na skrzydełku pszczelim w charakterystycznych
miejscach czyli na przecięciach żyłek, zakończeniach itp.
przypasowuje pszczołę do danej rasy odnosząc się do biblioteki
zgromadzonych ras.
Moje
przypasowania i przypisane przeze mnie rasy przedstawiam w
następujący sposób. Rzadko zdarzy się że badana grupa skrzydełek
załóżmy 12 szt. będzie w 100% zgodna z jedną rasą. Dlatego
jeżeli na badanych 12 szt. skrzydełek 8-9 przynależy do danej rasy
a pozostałe 4 są całkiem innych ras to pszczoły przypisuje do
rasy dominującej. Jeżeli na badane 12 szt. skrzydełek mniej więcej
połowa przynależy do jednej z ras a druga do innej rasy wtedy dana
pszczoła przypisana jest jako krzyżówka np. Buckfast x Amm z tym
że pierwsza wymieniona ras miała przewagę w ilości rozpoznanych
skrzydełek pszczelich. Według mnie badanie przynależności rasowej
warto sobie zrobić przynajmniej na rodzinach które przeżyły i
przetrwały do okresu jesiennego… pokazuje to i będzie pokazywać
w którą stronę będą przesuwać się pszczoły jeżeli chodzi o
przynależność rasową w danym okresie czasu.
Przebadane
rodziny i ich przynależność wygląda tak:
A.mellifera.mellifera -
36%
A.m.m.x
Buckfast - 43%
A.m.m
x A.m.car. - 14%
Carnica
- 7%
Uwzględniając
udział poszczególnych ras w krzyżówkach wyniki ilościowe
domieszek w poszczególnych rodzinach będą przedstawiały się
następująco. Zbadano 14 rodzin pszczelich które w większości
stanowią mieszańce.
-
w 13 rodzinach jest udział mellifera mellifera
-
w 6 rodzinach jest udział buckfast
-
w 3 rodzinach jest udział carnica
Daje
to obraz całkowitego udział genotypów pszczół w rodzinach
pszczelich na pasiece. Pokazuje to, że aż 93% rodzin ma dopływ
krwi mellifera, 43% rodzin ma dopływ krwi buckfast, 21% rodzin ma
dopływ krwi carnica.
Sumując
wszystkie pasieczyska do zimy idzie 38 rodzin pszczelich z czego 22
rodziny bazuje na genetyce nieleczonej od 7 lat plus 5 rodzin na
genetyce nieleczonej 2 sezony. Nowa genetyka 10 rodzin (rodziny X i
TR) – córki unasiennione u mnie na pasiekach oraz 1 rójka.
Nowa
genetyka:
Pszczoły
„X” - X1 i X2 dwie siostry buckfast pochodzące i unasiennione
na trutowisku w Belgi. Cztery sezony nieleczone unasiennione 100%
trutniami VSH. Udało mi się pociągnąć po nich po dwie córki:
X1/1, X1/2, X2/1, X2/2 i unasiennić w lesie na mojej pasiece. Rozwój
w trakcie sezonu dość dynamiczny jak to buckfast ma w zwyczaju.
Końcem lata widocznie osłabły ale nie na tyle, żeby je łączyć
czy likwidować. Rodziny macierzyste gęsto obsiadały cały mój 12
ramkowy korpus. Córki słabsze w średniej silę na 6-8 ramkach.
Pszczoły
TR - TRC i TRJ dwie siostry pochodzące z pasieki Terje Rejnertsena.
Genetyka zacna i dość dobrze udokumentowana jeżeli chodzi o
przeżywalność bez leczenia. Ponad 25 lat bez zabiegów
chemicznych. Matki z 2021 roku unasienniane na pasiece Terje w swego
rodzaju centrum kopulacyjnym. Udało mi się pociągnąć i
szczęśliwie unasiennić tylko dwie matki córki po TRC. Dwie
siostry TRC1 i TRC2 zostały poddane jesienią do bardzo silnych
rodzin. Niestety mała ilość matek-córek wynika z tego że
oryginalne matki przyszły początkiem lipca. Miałem też spory
problem aby skutecznie poddać je do nowych rodzin. Wersja pakietowa
z dobrze osieroconymi pszczołami przetrzymanymi 48 h w piwnicy
okazała się prawie zgubna ale dodatkowe zabiegi szczęśliwie
skończyły przyjęcie prawdopodobnie obcych genetycznie matek. Okres
w którym były poddawane też nie był szczęśliwy ponieważ wypadł
na dziurę pożytkową i rabunki. Tak czy siak cieszę się, że
udało się zabezpieczyć dość cenne geny dwoma córkami
unasiennionymi u mnie na pasiece. Teoretycznie pszczoły te mają wszystko co potrzeba. Praktyka jednak i zderzenie z lokalnymi warunkami każe zakładać że z tych dwóch grup X i TR wiosną może się ostać niewielki procent.
Ogólnie
staram się namnażać rodziny mniej licznie. Dawniej w początkowym
etapie modelu ekspansji dzieliłem i namnażałem tyle ile się dało
często po 4-6 nowych rodzin z rodziny wyjściowej. Od 2-3 sezonów
ograniczam namnażanie i przeważnie powstają 1-2 młode rodziny z
rodziny macierzystej. Często powstanie tylko jedna nowa rodzina.
Wszystkie rójki które przyjdą do mnie na pasiekę lub zostaną
złapane bezwzględnie miesiąc po osadzeniu dzielę i poddaje swoje
matki. Matki z rójek zostawiam w mini odkładach i jeżeli dojdą z
siłą i odpowiednim zdrowiem do okresu zakarmiania zimowego
zakarmiam i normalnie zimuje. W tym roku tylko jedna rójka A0
nadawała się do zazimowania.
Namnożenie
rodzin:
3V
3V/1
→ 3V1/1; 3V1/2;
MacV
MacV/2
MacV/3
→ MacV3/1;
L2V/2
L2V/1
→ L2V1/1; L2V1/2;
L2V/3
→ L2V3/1;
L2V/4
→ L2V4/1;
16V
16V/1
→ 16V/1/1;
CarV
→ CarV/1; CarV/2;
Witek
→ Witek/1; Witek/2
C
→ C/1
X1
→ X1/1; X1/2
X2
→ X2/1; X2/2
TRC
→ TRC1; TRC2
TRJ
A0
Jak
widać część rodzin nie została w ogóle namnożona są to: 3V;
MacV; MacV/2; L2V/2; 16V. Są to rodziny które mają za sobą kilka
sezonów bez leczenia. Mimo to nie namnażałem ich typowo
genetycznie z przekazaniem bezpośrednio genów ale czerpałem z nich
inne korzyści. Podbierałem ramki z czerwiem i pszczołami oraz
stanowiły trzon produkcyjny.
Do
zimy idzie więc sporo grupa pszczół bez leczenia. Wchodzą w 8
sezon. Jak zwykle zima oraz ostatnio chłodna wiosna zdecydują jak
będzie wyglądał sezon 2022. Jest trochę nowości. Cztery obce
genetycznie matki unasiennione poza moimi pasiekami ale o
przetestowanej genetyce. Sześć córek po nich unasiennione na moich
pasiekach w lipcu i sierpniu będą jakimś odniesieniem jak te
pszczoły reagują na wszelkie zagrożenia lokalne na moim terenie.
Moje
stare rodzin MacV, CarV, 16V czy 3V żyją u mnie już w ciągłości
6 i 7 lat bez leczenia. Są to rodziny które przeżywają różne
załamania i dalej trwają. Na tą chwilę to one stanowią główny
trzon przydatnej genetyki. Z obserwacji tych rodzin wynika, że w
sezonie mają charakterystyczne wahania ilości pszczół w rodzinie.
Wiosną rozwijają się powoli. W maju kiedy temperatura wzrasta i
dopływ pożytku jest już zdecydowanie lepszy wybuchają i z główną
siłą dochodzą na początek czerwca. Następnie cały czerwiec do
pierwszej dekady lipca utrzymują dużą siłę po czym wyraźnie
słabną aby znowu ruszyć z rozwojem w okolicach połowy sierpnia.
Intensywne czerwienie kończą początkiem września. Resztki czerwiu
wygryzą się do końca września. Rodziny do zimy zazwyczaj idą w
średniej lub nie dużej sile. Potrafią przetrwać zimę w
stosunkowo małych rodzinach. Gdy większość nowo powstałych
rodzin tak reagował na warunki lokalne myślę, że przeżywalność
pszczół na moich pasiekach byłaby dużo większa. Oczywiście
jeśli nowe rodziny posiadają w genach przydatne cechy ograniczenia
Varroa i są w miarę odporne na wirusy i nosemę.
Na marginesie
Ostatnio chciałem sobie przypomnieć filozofię buckfast którą raczej dobrze znam ale warto odświeżyć temat, zobaczyć czy jest coś nowego i czy Hodowla ruszyła w końcu w stronę pszczół radzących sobie z chorobami bez leczenia. Oczywiście nie znalazłem odpowiedzi na w/w pytania. Dowiedziałem się natomiast, że w Polsce mamy już 6 zarejestrowanych Hodowców pszczoły buckfast wchodzących w skład Europejskich Hodowców Buckfast... to są Ci z "papierami" ale nie o tym chciałem. Trafiłem na ciekawy artykuł o opactwie Buckfast i o zmianach jakie tam zaszły po śmierci brata Adama.
Ogólnie zredukowano drastycznie liczbę pni pszczelich do 30 szt. Wybrano podobno te najlepsze. Obecnie nie przekraczają ilości 40 rodzin pszczelich w sezonie. Działalność czysto produkcyjną i hodowlaną zamienili na typowo edukacyjną. Prowadzą liczne kursy i szkolenia. Nowa "właścicielka" pszczół w opactwie wyznaje zasadę bioróżnorodności lokalnej a więc skupia się na hodowli pszczół przystosowanych do lokalnych warunków. Czyż to nie jest zabawne? hehe... Los jednak lubi płatać figle i tak z intensywnej gospodarki gdzie było w szczycie 400 rodzin i pełne selekcyjne zarządzanie zostało 40. Nowa szefowa mówi, że ich obecne pszczoły tworzą mniejsze rodziny ale przez to nie są fabrykami roztoczy oraz potrafią być bardziej samowystarczalne w czasach niedostatku. Co więcej rodziny w opactwie nie mają numerków jako nazwy. Wszystkie nazywane są po imieniu np. Eleanor... hehe... bardzo mi się to spodobało i szczerze się zastanawiam czy na wiosnę sam nie ponazywam tak swoich rodzin np. Basia, Kasia czy Karolinka- mam nawet pod te nazwy krainki....