poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Podsumowanie sezonu TF



W kwietniowym wpisie tak podsumowałem stan posiadanych rodzin w pasiekach po dużych spadkach zimowych. Stan rodzin w kwietniu był stabilny ale nie gwarantował dalszego prawidłowego rozwoju.

Rodzina ulik – w typie A.m.mellifera
Rodzina nr 2 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 3 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 4 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 5 – przypisana do A.m.mellifera
Rodzina nr 15 – brak przypisania do konkretnej rasy (mieszaniec)
Rodzina nr 16 – przypisano do Buckfast
Rodzina Mac-1 – przypisano do A.m.macedonica
Rodzina Car – brak przypisania do konkretnej rasy, prawdopodobnie mieszaniec carnicaxmellifera
Rodzina B21 – przypisana do Buckfast
Rodzina L1 – brak przypisania do konkretnej rasy (mieszaniec)
Rodzina L2 – brak przypisania do konkretnej rasy, prawdopodobnie Buckfast z domieszką A.m.cypria

W maju sytuacja wyglądała następująco:

Rodzinka z ulika -  dzielnie przeczekała okres kwietniowy i mateczka rozpoczęła nieśmiałe czerwienie dość późno. Postanowiłem przenieść tą małą rodzinkę do dużego ula składającego się z 2 korpusów wypełnionych ramkami z suszem i częściowo pokarmem. Była tam zarówno i pierzga i pokarm węglowodanowy czyli miód z przerobionym syropem cukrowym. Rodzinka została oznaczona jako 70 od nr opalitka jaki posiadała matka… 

Rodzinka nr 2 -  przezimowała dość dobrze. Jeszcze początkiem kwietnia wdać było, że pszczoły jest dużo i że matka powoli rusza z czerwieniem. Niestety początkiem maja zniknęła. Została garstka pszczół bez matki i czerw kryty o wielkości 10 cm.
Rodzinka nr 3 przezimowała bardzo dobrze, dużo pszczoły , matka natomiast rozpoczęła czerwienie z dużym opóźnieniem…  


Rodzinka nr 4 -  przezimowała w średniej sile ale stabilnie i stopniowo się rozwijała

Rodzinka nr 5 -  największa przezimowana rodzina, wiosną miała pełno pszczół. 

Rodzinka nr 15 -  przezimowała jako prężna i solidna młoda rodzina która powinna ładnie ruszyć z z rozwojem. Przy pierwszym przeglądzie zorientowałem się, że młoda matka która chodzi po plastrach niestety czerwi trutowo. Widać było pozostałości po jesiennych matecznikach. Widocznie stara matka zginęła jesienią. Rodzinka nr 15 została połączona a raczej do niej dołączona garstka pszczół z czerwiącą matką Mac czyli czystej krwi macedonką… oznaczona jako Mac

Rodzinka nr 16 -  przezimowała w średniej sile ale później pokazała najszybszy rozwój i największy wigor na tej konkretnej pasiece gdzie stacjonowała. 

Rodzinka Car- przezimowała w bardzo dobrej kondycji i chyba najwcześniej ze wszystkich ruszyła z czerwieniem. 

Rodzinka B21- słabo przezimowała i końcem kwietnia zakończyła żywot.

Rodzinka L1 - rodzinka przezimowała w średniej sile ale jej dynamiczny rozwój i wigor jaki posiada doprowadził do bardzo dużego rozwoju przez co była jedną z pierwszych nadającą się do podziału. Rodzinka bierze udział w projekcie fort knox

Rodzinka L2 - słaba zimowla, mała siła. Przy przeglądzie stwierdziłem nękanie tej rodzinki przez jakieś zwierzę, prawdopodobnie kuna. Mimo takich przejść rodzinka pięknie się odbudowała w sezonie. Rodzinka bierze udział w projekcie fort knox

Początkiem maja do dyspozycji miałem taki skład rodzin ( 9 rodzin) na pasieczyskach:

P1: 70
P2: 3, 4, 5, 16, Mac
P3: Car
P4: L1, L2

Jak widać nie jest to oszałamiająca ilość ale jednak taka grupa stanowi pewien potencjał do dalszego namnażania i rozwijania pasieki TF. Podstawiając tą liczbę 9 rodzin do mojego dość pesymistycznego wzoru odnośnie namnażania rodzin które przetrwały wychodzi nam:
9 rodzin = 5 rokujących dobry  rozwój, 4 słabsze oraz 4 rójki obce
5 x 3 = 15 rodzin
4 + 15 + 4 rójki = 23 rodzin… 

Z praktyki tego sezonu jednak stwierdzam, że wzór przyjąłem za bardzo pesymistyczny i można wprowadzić do niego pewne poprawki takie jak przyjęcie, że w II grupie tej słabszej będzie dało się wykonać przynajmniej jeden podział z każdej rodziny:

Liczba rodzin które przezimowały (PR)= 12 szt.
I grupa( GI) = 6 szt. ( grupa w której są rodziny zdolne do podziału na 3 części)
II grupa (GII)= 6 szt. (grupa w której są rodziny zdolne do podziału na 2 części)
Rójki (R)= 4 szt. ( średnia stała ilość złapanych obcych rójek w sezonie)

Suma rodzin= 3xGI + 2xGII + R
SR= 3x6 + 2x6 + 4 = 18+12+4= 34 rodziny pszczele

Czyli podstawiając do nowego wzoru moje dane SR= 3x5 +2x4 + 4= 15+8+4=27 rodzin
Teoretycznie tyle rodzin jestem w stanie stworzyć podczas całego sezonu.

Jak to wyglądało w praktyce?

Obawy związane z możliwością rozmnożenia rodzin były spore ponieważ przeciągająca się brzydka pogoda wiosenna nie dawała szans na wczesny rozwój i pozbieranie się po trudnym sezonie (2015) ubogim w pyłek ale za to obfitującym w różne inne zagrożenia takie jak varroa, wirusy itp. Na szczęście pogoda w maju w moim regionie była optymalna dla pszczół. Dość wysokie temperatury, słoneczne dni przeplatały się z deszczowymi bez gwałtownych dłuższych przerw w lotach pszczół na pożytek. Wszystko to zdecydowanie bardzo dobrze wpłynęło na rozwój poszczególnych rodzin. Obawy co do ewentualnych załamań oraz upadków rodzin były na wyrost. Praktycznie tylko 3 rodziny wolniej wchodziły w rozwój. Reszta rodzin rozwijała się stosunkowo normalnie, chodź siłą wyjściową specjalnie nie zachwycały. Późna wiosna oraz wyjściowy stan rodzin ustaliły wstępny plan podziałów na koniec maja i cały czerwiec. Chciałem w tym sezonie wdrożyć model ekspansji o którym dużo wiedziałem teoretycznie a praktycznie tylko od strony technicznej czyli wykonywania odkładów itd. Teoretycznie wydaje się to łatwe. Rodzinę pszczelą podzielić na pewną ilość małych odkładów i czekać aż rodziny wychowają swoje matki, następnie czekać aż matki rozpoczną czerwienie… W praktyce niestety trzeba wziąć pod uwagę jeszcze kilka innych czynników takich jak: obecny stan rodziny, możliwości sprzętowe, możliwości pożytkowe, możliwości pogodowe itd. Jak nam dopisze pogoda i pożytki to mamy połowę sukcesu. Druga sprawa warto tworzyć młode rodziny na matecznikach zasklepionych wychowanych w dużej rodzinie z większą ilością pszczół, z lepszą strukturą, z ciągłym dopływem pokarmu pyłkowego i nektarowego czyli dzielić wtedy kiedy mamy już mateczniki zasklepione w rodzinie. Idealnie byłoby zastać rodzinę w nastroju rojowym z matecznikami zasklepionymi i starą matką. Podstawową zasadą jaką się kierowałem przy tworzeniu młodych rodzin to przewóz na inne pasieczysko. Druga ważna sprawa to tworzone młode rodziny muszą być zaopatrzone w niezbędny pokarm jaki jest im potrzebny na start. O ile na samym początku młode rodziny nie potrzebują dużej ilości pierzgi to pokarm węglowodanowy czyli miód jest im niezbędny do prawidłowego funkcjonowania. Dlatego młode rodziny trzeba tworzyć racjonalnie z zapasem miodu i pierzgi. Według mnie takim minimum wielkościowym młodej rodziny jest dwie ramki czerwiu plus 1-2 ramki miodu plus ramki z suszem. Taki skład daje nam większe prawdopodobieństwo uzyskanie młodej, prężnej rodzinki. Oczywiście mówię o terminie maj/czerwiec. Późniejszy termin niestety wymusza dokładanie ramek z czerwiem. W lipcu czy końcem czerwca tworzyłbym raczej rodzinki 3-5 ramek czerwiu plus matecznik na wygryzieniu tak aby końcówką lipca młoda matka już zaczynała wchodzić z czerwieniem na obroty. 

Jak wyglądały podziały na poszczególnych rodzinkach?

Na samym początku opiszę sprawę tegorocznych rójek. Nie wiem czy przyroda chciał zrekompensować zadane straty czy ten sezon należał do wybitnie rojnych ale to był naprawdę bardzo intensywny sezon jeżeli chodzi o ilość rójek które złapałem i które mogłem złapać a nie miałem ku temu możliwości. Pierwsze rójki i w sumie większą ich ilość złapałem końcem maja. W czerwcu też się trafiały ale były to głównie rójki mniejsze i trudniejsze do pozyskania. Wszystkie złapane roje rozpoczęły czerwienie i ładnie poszły w rozwój. Postanowiłem porozmieszczać roje przynajmniej na 3 pasieczyskach tak aby nie kumulować wszystkich w jednym miejscu. Poszczególny rój w kolejności oznaczałem literą z alfabetu i rokiem pozyskania czyli A6,B6 itd.  

P1: roje A6, B6, C6, D6, E6

P2: roje F6, G6, K6

P3: roje H6, I6 , J6

Finalnie zostało u mnie 11 rójek o różnej sile. Dodam, że część rójek które złapałem powędrowało do nowych właścicieli. Pozyskane roje były przez mnie wykorzystywane czyli podbierałem im ramki z czerwiem do zasilenia lub tworzenia nowych rodzin. Ostatnia rójka K6 została wydobyta z przewodu wentylacyjnego domu jednorodzinnego. Pewnie i o niej będę musiał coś napisać bo namęczyłem się z jej wydobyciem jak nigdy. 

Podziały rodzin które przetrwały zimę

Car – jako pierwsza i ostatnia na moich pasiekach weszła w stan wysoce rojowy. Nie miałem więcej okazji do dzielenia pszczół w stanie rojowym. Rodzina została zastana z zasklepionymi matecznikami rojowymi i starą matką która biegała sobie już po dennicy… pewnie kwestia kilku godzin i poszedłby piękny rój z moją staruszką z 2014 roku. Oczywiście zabrałem mały odkład z czerwiącą matką a z macierzaka stworzyłem 4 dość prężne małe rodzinki z zasklepionymi matecznikami. Finalnie 3 młode matki podjęły czerwienia a czwarty odkład niestety ostał się bez matki ale został poratowany ramką z matecznikiem od rodziny L1 dzięki czemu udało się go uratować bo młoda matka podjęła czerwienia. Car → Car1, Car2, Car3 

L1 – jako druga nadawała się do fajnego podzielenia. Bardzo szybki i dynamiczny rozwój przez co końcem maja osiągnęła siłę 3 korpusów i postanowiłem podzielić tą rodzinę metodą z  nalotem na matkę czerwiącą. Chciałem ją podzielić jak najwcześniej ze względu na jej udział w projekcie fort knox gdyż z tej rodziny miał pochodzić odkład dla biorcy. Na czerwiącą matkę naleciała się pszczoła lotna a macierzak odstawiony w inne miejsce na pasiece odchował sporo mateczników. W 9/10 dniu po zasklepieniu mateczników dokonałem podziału na 3 odkłady które wywiozłem i jeden odkład który został na miejscu. Zabrana też została ramka z matecznikiem zasklepionym do odkładu Car o którym wspomniałem. Finalnie powstało 5 młodych rodzinek z czerwiącymi matkami. Jedna z nich najsilniejsza powędrowała do biorcy z projektu fort knox. L1 → L1/1, L1/2, L1/3, L1/4 

70 - Historia tej rodzinki została opisana powyżej. Powstała z małego ulika i urosła do dwóch pełnych korpusów pszczoły i sporych zapasów miodu. Jakoś nie miałem serca dzielić jej na wiele małych rodzinek dlatego zrobiłem odkład z matką czerwiąca a macierzak posłużył mi do odchowania podanych larw pochodzących od Macedonki. Oczywiście macierzak odchował również swoje matki a jedna z nich ładnie się unasienniła i została w macierzaku. 70 → 70/1

16 - Jest to siostra P8 którą ma również Bartek u siebie na pasiece. Bardzo fajna pszczoła o średniej sile, ale dynamicznym wiosennym rozwoju. Podzieliłem ją początkiem czerwca sposobem nalotu na matkę czerwiącą. Macierzak został podzielony na 4 odkłady. Finalnie unasienniły się 3 matki a rodzina bez matki została dołączona do odkładu z czerwiącą matką. 16 → 16/1, 16/2, 16/3

Mac zastąpiła 15 która również była siostrą P8. Również bardzo fajny chodź dość późny rozwój ze względu na późne połączenie z większą ilością pszczół z rodziny 15. Tą matkę chciałem rozmnożyć jak najwięcej ponieważ była to czysto rasowa Macedonka unasienniona w Macedonii na kontrolowanym trutowisku. Rodziny z tymi matkami brały udział w projekcie Coloss i ich przeżycie bez leczenia trwało najdłużej. Rodziny z matkami macedońskimi przeżyły 860 dni bez leczenia. U mnie z 4 sióstr ostała się tylko ta jedna matka dlatego chciałem dać szanse jej córką unasiennionym u mnie lokalnymi pszczołami. Często pewnie i trutniami z moich pozostałych rodzin. Zrobiłem odkład ze starą matką a macierzak podzieliłem zaraz po zasklepieniu mateczników na 7 małych rodzinek które zasiliłem czerwiem od najwcześniejszych rójek które już wydały pierwsze pokolenie pszczół. W tym pierwszym rzucie praktycznie unasienniły się tylko 2 matki a reszta 5 rodzinek niestety poniosła porażkę. Odchowałem dodatkowo serię matek po Macedonce aby podać tym pozostałym rodzinkom. Oczywiście odkłady znowu zasiliłem czerwiem od rójek oraz stworzyłem 3 uliki weselne aby mieć matki awaryjne w razie kolejnej porażki… tym razem w 4 odkładach matki zaczęły czerwić a jeden niestety utracił kolejny raz matkę. Do tego odkładu poddałem ramkę z młodym czerwiem od rodziny L2. Tym razem za 3 podejściem młoda matka rozpoczęła czerwienie. Mac → Mac1, Mac2, Mac3, Mac4, Mac5, Mac6

L2- mała rodzinka z zimy po spotkaniu z jakimś leśnym zwierzęciem ruszyła z kopyta zaraz po zasileniu jej ramką czerwiu. Tu również po dojściu do dwóch pełnych pszczół korpusów było mi szkoda dzielić tej rodzinki bo bardzo łanie się pozbierała i świetnie sobie radziła. W dodatku bierze udział w projekcie Fort Knox więc raczej oszczędzam jej stresów podziału. Dlatego zrobiłem z niej tylko jeden odkład i zasiliłem czerwiem ten felerny odkład który szykowany był na Macedonkę. 
L2 → L2/1, L2/3

3- Ta rodzinka od początku miała słaby ale stabilny rozwój. Była pozostawiona na 2 korpusach i w sumie jakoś nie miałem ochoty jej rozmnażać. Zazwyczaj podbierałem od niej czerw do zasilenie słabszych odkładów i zrobiłem tylko jeden nieduży odkład z młodą matką pochodzącą od tej rodzinki. 3 → 3/1

4 i 5 – rodzinki praktycznie rozwijały się identycznie, raczej mało intensywnie. Powolny rozwój bo siłę osiągnęły na połowę czerwca. Z racji późnego terminu i dość porywistego charakteru nie miałem ochoty przy nich grzebać i robić odkłady. Zrobiłem to co było najprostsze i najszybsze. Podszedłem do ula i zabrałem większą połowę ramek z czerwiem jak leci bez szukania starej matki. Następnie ta większa połowa została podzielna na dwa dość solidne odkłady które pozostawiłem same sobie bo nie miałem ochoty zaglądać do rozwścieczonych pszczół bez matki. O dziwko odchowały swoje ratunkowe matule które podjęły czerwienie. 4→ 4/1, 4/2 ; 5 → 5/1, 5/2

W sumie udało mi się zrobić 33 rodzinki. 9 rodzin to przezimowane rodziny które przetrwały miejmy nadzieję mój największy kryzys a 24 to młode rodzinki na tegorocznych matkach pochodzących od przetrwałych rodzin. Czyli teoretyczne 27 rodzinek w praktyce zamieniłem na 33 ale trzeba dodać, że posiłkowałem się czerwiem od rójek a to też pozwoliło mi na tworzenie silniejszych, prężniejszych odkładów.


Pozostałe rodzinki:

PJ1 – rodzinka utworzona z młodą matką unasienniona u mnie po oryginalnym materiale od Paula Jungelsa. W tej chwili mogę o niej napisać, że czerwi jak szalona i idzie w bardzo duży rozwój. Co będzie dalej i czy postanowi wyhamować tego nie wiem. W ulikach mam jeszcze 2 czerwiące matki PJ1 i PJ2 które chyba będę chciał tak zazimować…

B3 – rodzinka od Bartka w ramach uzupełniana strat w projekcie Fort Knox. Na tą chwilę jest dosyć malutka ale nabiera na siebie… jak będzie miała trochę szczęścia i wywinie się z kryzysu to powinna dać radę przezimować. Przewiduje jeszcze opcję zasilenia czerwiem od zdrowej rodziny. 

Sz- rodzina od Szymona w ramach uzupełnienia strat w projekcie Fort Knox. Jak na razie nie mam czasu i możliwości jej odebrać… czeka na lepsze czasy. 

3 ulik z matkami F2 po Macedonce – idą swoim małym rytmem, żyją jak chcą. 

Całość pogłowia

Namnożone rodziny plus rójki plus inne rodzinki dają całkiem sympatyczne stadko rozmieszczone na 4 pasieczyska. W sumie mam nadzieję, że do zimy pójdzie około 45 rodzin co przy dość pesymistycznym założeniu i powtórce z 2015 roku może dać na wiosnę (80% strat) 9 rodzinek. W każdym bądź razie mamy dopiero pierwszą dekadę sierpnia i przed nami jeszcze prawie 2 miesiące względnie dobrej pogody. Wszystko się może jeszcze wydarzyć.

P1(10): A6, B6, C6, D6, E6, Mac, Mac1, 70/1, L1/3, L1/4
P2(15): F6, G6, K6, Car, Car3, 70, 3, 3/1, Mac2, Mac3, Mac4, Mac5, Mac6, L2/2, PJ1
P3(11): H6, I6 , J6, Car1, Car2, 16/2, 16/3, 4/1, 4/2, 5/1, 5/2
P4(10): L1(F), L1/1, L1/2, L2(F), L2/1, 16, 16/1, 4, 5, B3(F) 

Wnioski:

- w maju wyjaśnia się kondycja rodzin albo rodziny będą szły w rozwój, albo będą stały i próbowały zwalczyć kryzys
- tworzyć młode rodziny wtedy, kiedy rodzina wyjściowa jest w dużej a najlepiej w maksymalnej sile czyli wchodzi w stan rojowy
- warto mieć odpowiedni zapas suszu ze sprawdzonego wosku
- warto mieć zapas pokarmu w plastrach, miód i pierzga
- warto tworzyć uliki aby mieć zapas czerwiących matek (warto umieć wychować matki pszczele)
- koniecznie przewozić młode rodziny z macierzystego pasieczyska na inne
- zabezpieczyć rodziny przed rabunkami, zmniejszyć wylotek
- tworzyć racjonalne rodzinki z min. 2 ramek czerwiu plus odpowiednim zapasem pokarmu
- przewóz rodzinek na podziały z matecznikami tuż po zasklepieniu lub tuż przed wygryzieniem
- planować pracę przy podziałach, nie dzielić wszystkiego w jednym czasie
- uczyć się na błędach z poprzednich sezonów 

Problemy

Najwięcej trudności w tym sezonie sprawiała mi hodowla matek pszczelich. O ile matki pszczele stwarzane przez pszczoły prędzej czy później jednak się unasienniały to wszelkie próby hodowlane w tym sezonie praktycznie zawsze kończyły się porażką. Pierwsze dwie serie praktycznie zaraz po odpaleniu przestawały dalej być wychowywane i zostawał 1-2 matecznik na 22. Trzecia seria na której mi zależało bo w młodych rodzinach matki zaczynały długo zwlekać z czerwieniem i obawiałem się słabego unasiennienia lub jego braku też niestety zakończyła się wychowem 4 matek pszczelich. Dopiero ostatnia czwarta seria udała się w połowie bo pszczoły odchowały 12 dość ładnych mateczników z których wygryzły się matki i 9 szt. podjęło czerwienie. Tak więc w każdym sezonie trzeba się spodziewać jakiegoś problemu czasami niezależnego od naszych działań. Szczęśliwie, że chociaż unasienniania matek pomimo słabego początku później bardzo ładnie się odbywały i ogólnie stanęły na około 80% skuteczności. 

Zdrowotność rodzin

Obawiałem się słabego rozwoju i powtórki problemu z wirusami. Jak do tej pory nie widziałem żadnych objawów wirusowych występujących w rodzinach pszczelich. Nie spotkałem się z osłabieniem rodzin, z ubytkiem pszczoły lotnej czy problemem wygryzających się słabych, niewykształconych pszczół. Wręcz przeciwnie mam wrażenie, że rodziny czyli pszczoły jakby dłużej żyły, odkłady którym się nie udawało z matkami często pozostawały bez czerwiącej matki blisko 30 dni. Nie zauważyłem masowych ubytków a rodzinki trzymały początkową wielkość. Co do samic Varroa to pojawiały się bardzo rzadko i to zazwyczaj w młodych rodzinkach bez czerwiu. Mam nadzieje, że przerwy bez czerwiowe zostały dobrze wykorzystane przez pszczoły do oczyszczenia się z roztocza. Nie udało mi się w każdej rodzinie wykonać przerwy w czerwieniu ale tam gdzie nie było przerw rodzinka została pozbawiona prawie całego czerwiu. Stan zdrowotny na sierpień oceniam na wysokim poziomie i porównując ten sezon do poprzedniego 2015  jest widoczna różnica w zdrowotności. Całkowity brak załamań rodzin. Całkowity brak oznak wirusów, działania nosemy, czy inwazji Varroa. Przede mną okres jesienny, czas dokarmiania rodzin na zimę bo chciałbym zazimować część rodzin w 100% na miodzie a drugą część przynajmniej w stosunku 1:1 (miód : syrop cukrowy). Wszystko jeszcze będzie ostatecznie zależeć od pogody i pożytków oraz pewnie od stanu zdrowotnego rodzin.












poniedziałek, 18 lipca 2016

Komórka 4,9 i co dalej - krótkie podsumowanie




Gdy jakiś czas temu trafiłem na informację o małej komórce a były to doświadczenia Dee  Lusby później doświadczenia Olszewskiego stwierdziłem, że temat jest warty uwagi. W tamtym okresie przy posiadanej wiedzy i doświadczeniu taka gospodarka wydawała mi się optymalna. Fajnie to wyglądało w połączeniu z mniej intensywnym zwalczaniem roztocza czyli leczeniem 1-2 razy w sezonie rodzin pszczelich tymolem. Praktycznie w pierwszym sezonie od rozpoczęcia udało mi się spełnić trzy podstawowe założenia systemu czyli własna węza, odpowiedni odstęp oraz pozycjonowanie. Możliwe, że dalej prowadziłbym rodziny w podobnym systemie z jakimiś modyfikacjami dostosowanymi pod moje warunki zważywszy, że szło mi to całkiem nieźle, z małymi stratami po zimie, pięknym rozwojem wiosennym i fajnymi zbiorami miodu. No cóż jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia a ja wierzę, że pszczoły bez leczenia są całkowicie możliwe.
Gdybym nastawiał się na zysk i pewny dochód z pszczelarstwa to nie szukał bym dziury w całym tylko uznał, że inaczej się nie da dla świętego spokoju i we względnej równowadze żył z pszczołami raz lepiej raz gorzej. Jak wiadomo systemy działają wtedy kiedy wszystko jest zgrane i każdy osobny czynnik występuje jako mała część układanki. Ja się tego obawiałem bo w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że odstawienie tymolu i opóźnienie czegoś może spowodować załamanie. 

Mała komórka  4,9 mm z całą pewnością pomaga pszczołom w zachowaniach higienicznych. Tu nie mam najmniejszych wątpliwości, że te zachowania zostają wzmocnione, ujawniają się itd. Rok temu gdzie na pasiekach miałem przeszło 60 rodzin i wprowadzałem pierwsze ramki bez-węzowe a pszczoły zaczynały budować swoje komórki liczyłem na to, że wielkość komórek będzie się wahać w okolicach 5,0 mm. Sprawdziłem kilka dzikich plastrów w młodych rodzinach i rozpiętość budowanych komórek była spora zdarzały się małe komóreczki 4,7 mm jak i standardowe w górnych częściach plastra 5,4 mm. I o ile system małej komórki na własnej węzie z własnego wosku jest optymalny dla pasieki amatorskiej na pograniczu komercyjnych oczekiwań to przy prowadzeniu pasiek z większą ilością rodzin z dużymi podziałami pewne prace stają się uciążliwe… przerób wosku na węzę a później drutowanie i wtapianie jest dla mnie dość męczący i nużący… przy 50 rodzinach trzeba liczyć przynajmniej 10-12 arkuszy węzy na rodzinę co daje 600 arkuszy i 600 ramek do zadrutowania…  Niestety musiałem w pierwszych sezonach przerobić podobne ilości ale chyba opłaciła się taka praca bo pszczoły na dziko budują komórki w okolicach 4,9 mm a więc zmniejszenie ich naturalnej zabudowy stało się faktem. W tym sezonie nie zadrutowałem ani jednej ramki i mam zamiar już do końca moje przygody z pszczołami nie zadrutować ani jednej ramki więcej… 

Chciałem również odpowiedzieć na pojawiające się pytania dotyczące małej komórki i może trochę podsumować ten etap gospodarki przez jaki przeszedłem i tak naprawdę dalej w nim tkwię bo około 60% ramek z suszem u mnie na pasiekach to komórka 4,9 mm a reszta swobodna zabudowa pszczół o rozpiętości komórek pewnie od 4,6 mm do 6,8 mm… 

Podstawowym pytaniem jakie często się słyszy to czy pszczoły będą odbudowywać węzę 4,9 mm?
Tak pszczoły będą odbudowywać węzę 4,9 mm ale nie wszystkie i nie o każdej porze roku. Głównym problemem przy odbudowie węzy 4,9 mm jest to, że próbujemy wkładać ramki z tą węzą do rodzin które posiadają resztę plastrów na standardowej komórce. Takie działania praktycznie nigdy nie kończą się powodzeniem. Z tego co zaobserwowałem u Siebie to młode rodziny, rójki i pakiety w większości przypadków prawidłowo odbudowują podaną węzę 4,9 mm. Rodziny silne, produkcyjne praktycznie zawsze będą psuć chodź zdążają się też wyjątki. 
Czy genetyka pszczół ma na to jakiś wpływ? Możliwe, że dane rasa będzie lepiej lub gorzej budować węzę o komórce 4,9 mm ale decydującym wyznacznikiem jest biologiczny stan rodzin pszczelej. Rodziny młode budujące się będą chętnie odbudowywać ramki bo potrzebują dużo pszczoły pracującej. Rodziny produkcyjne, dojrzałe biologicznie będą psuć, przerabiać na trutnia, powiększać i tworzyć własne rozmiary. 

Kolejne pytanie to jaki powinien być rozstaw plastrów, czyli odległość od osi jednego plastra do drugiego plastra? Prekursorzy podają 30-32 mm i takich rozmiarów warto się trzymać tylko, że trzeba przy tym również myśleć a nie ślepo powielać czyjeś praktyki… dlaczego o tym piszę ponieważ ostatnio odezwał się do mnie jakiś „pszczelarz” który po zheblowaniu boczków hoffmanowskich do 30 mm przy standardowej ramce o górnej beleczce 25 mm stwierdził, że pszczoły teraz nie przejdą pomiędzy ramki bo powstanie szczelina 0,5 mm… No cóż i tak się zdarza że nie zawsze wszystko jest wyjaśnione co do każdego słowa (moje ramki mają górną beleczkę 20 mm)… Oczywiście to żaden problem ale dla perfekcjonistów pszczelarskich nie do zaakceptowania i błąd krytyczny przez co rodzina pszczela będzie w niezłych tarapatach…  Jeżeli ktoś zrobi tak jak ten pszczelarz to nie załamujcie rąk… tylko pomyślcie bo to żaden problem odsunąć od siebie ramki tak aby zyskać ten 1-2 mm albo przepleść nowe ramki ze starymi które już są podkitowane. Nigdy w ulu nie będzie tak, że nowa ramka cały czas będzie nowa. Te odległości będą się przesuwać itd. Pszczoły z pewnością sobie poradzą. Otóż mój wymiar 30 mm o którym już kiedyś wspominałem specjalnie był właśnie tak zrobiony aby w rzeczywistości wyszło te 32 mm bo pszczoły kitują, nadbudowują i choćbym chciał nie jestem w stanie dociskać co do mm ramki do ramki…  a na przyszłość zamówcie sobie ramki według własnego projektu z górną beleczką 20 mm.

Czy trzeba mieć swój wosk i swoją węzę?… Według mnie trzeba mieć i swój woski i swoją węzę. Nie wiem nawet czy czystość wosku nie jest ważniejsza niż rozmiar komórki wyciśniętej na arkuszu węzy. Dlatego warto dbać o swój wosk aby był czysty i nie zapaskudzony akarcydami i innymi świństwami które niektórzy pakują do ula. 

Pozycjonowanie prawd czy fałsz? Układanie ramek z suszem według teorii pozycjonowania może i ma jakieś prawdziwe uzasadnienie po obserwacjach naturalnych zabudów pszczelich i może naprawdę wpływa to jakoś pozytywnie na całość rodziny. Ja nie zauważyłem złych ani dobrych rzeczy w związku z pozycjonowaniem. Dzikich gniazd też nie miałem okazji oglądać pod tym kątem więc sam nie wiem czy to całe pozycjonowanie jest aż tak ważne. Z pewnością ważne jest nie mieszanie pszczołom w gnieździe i przerzucanie ramkami z jednego końca na drugi… 

Czy małe pszczoły lepiej radzą sobie z Varroa? Według mojej praktyki pszczoły które bytują na komórce 4,9 mm lepiej ograniczają roztocza Varroa. Ujawniają się u nich typowe zachowania higieniczne takie jak VSH, grooming, czyszczenie gniazda itd. o których pisałem we wcześniejszych wpisach na blogu. W dodatku na ten temat jest już sporo publikacji naukowych i badań. 

Podsumowując. Gospodarka na małej komórce przy użyciu tzw. „lekkiej chemii” raz-dwa razy na sezon jest jak najbardziej możliwa pod względem komercyjnych założeń czyli dość silne rodzin, znaczne ilości miodu, małe spadki po zimie itd. Nie mniej jednak dla mnie stanowi drogę dojścia do pszczół bez leczenia radzących sobie samodzielnie z ograniczoną pomocą pszczelarza typu podkarmienie rodzin w niekorzystnym pożytkowo roku. Wydaje mi się, że gospodarowanie typowo na małej komórce i odstawienie zabiegu ograniczającego roztocze nie koniecznie musi się udać ale żeby to sprawdzić dokładnie trzeba by doświadczyć więcej sezonów. Otóż mimo praktycznie całości rodzin na komórce 4,9 mm w 2015 roku większość osypała się z różnych przyczyn. Oczywiście część rodzin przeżyła o czym dokładnie poinformowałem we wpisie „pierwszy sezon TF” jednak samo posiadanie komórki 4,9 mm w pasiece nie gwarantuje przeżywalności na zasadach TF. Do tego potrzebne są jeszcze inne czynniki takie jak pszczoła przystosowana do miejscowych patogenów, radząca sobie ze zmianami pogody, reagująca na braki pożytkowe, umiejąca ograniczać roztocza Varroa itd. Dlatego więc namawiam do własnych doświadczeń i sprawdzania wszystkiego na własnej skórze bo tylko własna praktyka u siebie na pasiece pozwoli zweryfikować pewne podejścia do pszczelarstwa. 

Aktualnie
W tej chwili praktycznie wszystkie rodziny posiadają czerwiące matki, mają zapewniony pokarm, odpowiednią ilość plastrów i spokojnie rozwijają się według własnego rytmu... Została jeszcze maleńka część rodzin z matkami NU i 4 uliki które zostawione są raczej jako koła ratunkowe niż rodziny które mogą samodzielnie dojść do zimowli. Chodź pewnie jeśli nie będę potrzebował połączyć jakiejś rodzinki to zazimuje takie jakie będą. Zbiory miodu w tym roku raczej symboliczne i głównie na własny i znajomych użytek. Dużo podziałów, dużo nowych rodzinek i ogólnie sporo pracy chodź muszę przyznać, że mnogość ramek z suszem, mnogość gotowych uli i innych rzeczy takich jak przygotowane pasieczyska ułatwia pracę przynajmniej o połowę. Szczerze to przemknąłem przez ten sezon jak nigdy no bo już ten sezon praktycznie się kończy. W tym sezonie starałem się wszystko dokładnie notować co z czego wyszło i w jakiej formie było po zimie a że rodzin z zimy było mało ale wartościowe to postanowiłem wiedzieć jak potoczy się ich dalszy los... Początkiem sierpnia a najpóźniej we wrześniu postaram się zrobić rzetelne podsumowanie tego sezonu z uwzględnieniem wszystkich podziałów, stanu rodzin, problemów itd.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rojenie pszczół czyli naturalny podział rodzin pszczelich




Ten sezon jest wyjątkowy jeżeli chodzi o intensywność i ilość rojów jakie wychodzą w moich okolicach. Czym to jest spowodowane i dlaczego tak się dzieje trudno jest jednoznacznie stwierdzić?
Nie bez powodów mówi się o latach intensywnie rojliwych oraz o latach w których żadna rodzina nie wydaje nowego roju. Widocznie przyroda, natura i populacja pszczół na danym terenie postanowiły nadrobić straty poprzednich lata przez co roi się statystycznie więcej pszczół niż  w poprzednich sezonach.

Jeszcze nigdy nie doświadczyłem tak dużej ilości zgłoszeń telefonicznych do rojów pszczelich. Praktycznie 80% zgłoszeń to pszczoły które naleciały na przewody wentylacyjne lub znajdują się gdzieś w okolicach dachu budynków jednorodzinnych. Pozostałe zgłoszenia to zazwyczaj klasycznie uwiązane roje pszczele tworzące charakterystyczne grono.  Rójki przeważanie wybierają iglaki z tego co widzę, i są to świerki, ozdobne tuje itp. drzewka ogródkowe. Wysokości uwieszania się roi też bywają różne, od całkiem rozsypanych na trawie do wysoko umieszczonych pod dachem bloku. Nie ma konkretnej prawidłowości jeśli chodzi wybór miejsca do uwiązania roju. 

Co ciekawe złapane roje fenotypowo odpowiadają pszczołom ciemnym czyli nie posiadają praktycznie żadnych zażółceń czy innych odcieni kolorystycznych. Wszystkie złapane rójki były w typie Amm i Amc dlatego postanowiłem czterem z nich zrobić badanie przynależności rasowej po użyłkowaniu prawego przedniego skrzydełka. Potwierdziły się moje przypuszczenia i 3 na 4 roje przyporządkowane zostały do rasy apis mellifera mellifera. Czwarty rój tworzyły pszczoły mieszańce melifery z carnicami. Można zadać pytanie dlaczego w terenie miejskim o dość dużym rozmieszczeniu pasiek, większość złapanych roi to pszczoły o krajowym pochodzeniu? Spodziewałem się typowych mieszańców zbliżonych bardziej do buckfasta czy typowych krainek. 

Przypuszczalnych teorii co do pochodzenia tych pszczół może być sporo  więc wymienię te które ja uważam za prawdopodobne:

- dziko żyjące rodziny mogą zajmować pomieszczenia o małej kubaturze przez co nastrój rojowy i finalny rój wychodzi wcześniej niż u rodzin prowadzonych komercyjnie          
- skłonności genetyczne pszczół dziko żyjących do wydawania wczesnych rojów
- pszczoły w komercyjnych pasiekach pochodzą z linii powstałych z krzyżówek carnica x mellifera



Tłumaczyło by to dość wczesne roje na moim terenie pszczół AMM. Co do możliwości występowania zdziczałych populacji pszczół w mieście stawiam hipotezę, że pszczoły takie prawdopodobnie istnieją w stabilnej liczbie i radzą sobie dość dobrze aby przetrwać okres zimowy i wydać rój. 

Miałem dwa przypadki pszczół w pustostanach z czego jeden zwrócił szczególnie moją uwagę bo zbierane pszczoły doprowadziły mnie do macierzaka. Rójka która chciałem zebrać wisiała na gałęzi i spadła na trawę, przy próbie zwabienia jej do rojnicy pszczoły poderwały się i spokojnie zaczynały odlatywać. Z ciekawości i nadzieją, że osiądą gdzieś w pobliżu udałem się za nimi. Okazało się, że pszczoły wróciły do gniazda które znajdowało się w ścianie starego młyna na wysokości 3-4 m. Był to ewidentny powrót roju do macierzaka, taki jaki często widuje się na pasiece.  Pszczoły zostawiłem w spokoju ale będę przyglądał się im przez cały sezon. 


Łapanie roi należy do przyjemnych pszczelarskich spraw zwłaszcza o ile są to roje darowane, zdobyte. Przez ten czas współpracy z pszczołami wypracowałem chyba już ostateczny sposób obsługi złapanego roju. We wcześniejszych latach różnie to wyglądało. Ogólnie większość osadzonych rójek zostawała ale zdarzały się przypadki ucieczek nowo osadzonych rójek. Dlatego w tym sezonie osadzam według następujących zasad:

- złapaną rójkę przetrzymuje w zamknięciu przez okres 24-48 h w zależności jak długo wisiała w miejscu złapania.
- ul do którego osadzam nowy rój musi być już używany czyli pociągnięty propolisem, woskiem z zapachem pszczół.
-do ula wkładam ramki z suszem, ramkę z pokarmem oraz czasami ramkę z młodymi larwami.
- reszta ramek to ramki puste bez węzy ( w tym sezonie odszedłem całkowicie od podawania węzy), ramki puste zazwyczaj są to ramki z pozostawionymi górnymi rzędami komórek pszczelich z wyciętą resztą suszu oraz zwykłe zbite nowe ramki
- pszczoły osadzam w godzinach wieczornych 18-19
- osadzane pszczoły wysypuje na pomost i samodzielnie maszerują do ula
- nie podaje syropu cukrowego w pierwszym dniu osadzenia

 ramki z górnymi beleczkami ustawionymi w pionie

 ramka z pozostawionym paskiem suszu i nowa odbudowa

Trzymam się tych zasad w tym sezonie i jak na razie wszystkie rójki zostały a większość już czerwi i nosi miód.
Dlaczego nie podaje syropu cukrowego w pierwszym dniu osadzenia roju? Według mnie takie działanie często powoduje zamieszanie na pasiece i próby rabunku, przez co rój bywa nękany i ucieka. Zdarzało się również wybranie przez pszczoły całego syropu przez jedną noc i ucieczka następnego dnia rano po wzmocnieniu. 

Kolejną rzeczą jaką zaobserwowałem w tym sezonie i jest to również ciekawa sprawa to podejmowanie czerwienia przez matki z roju. Gdyby nie występowało to u wszystkich osadzonych rójek pewnie bym nie zauważył takiej prawidłowości. Zazwyczaj łapane rójki to w 80% pierwaki bo świadczy o tym i termin oraz wielkość danej rójki. Matki w takich rójkach przeważnie zaczynają podejmować czerwienie na 2-3 dzień od osadzenia, gdy już rodzina się zadomowi w ulu, pojawi się pierwszy pyłek, pszczoły zaczynają czyścić i przygotowywać plastry. W tym sezonie odbywa się to całkiem inaczej. Mimo, że w ulu rójki miały do dyspozycji ramki z suszem, które pszczoły przygotowały do czerwienia, matki nie składały w nich  jaj. Rozpoczęły składanie jaj na świeżo wybudowanych własnych plastrach omijając ramki z suszem. Jestem ciekaw czy czerwienie będzie odbywać się tylko na świeżo odbudowanych ramkach czy z czasem matki skorzystają z odbudowanych plastrów. Jednym z powodów omijania ramek z suszem może być wielkość komórki, która na suszu wynosi 4,9 mm. Za kilka dni wszystko się okaże.